główna
przeczytaj
e-mail
księga
linki

Archiwum:
2018:9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2017:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2016:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2015:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2014:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2013:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2012:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2011:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2010:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2009:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2008:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2007:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2006:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2005:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2004:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 


Kiedy ..., to ...

Kiedy próbuję sobie przypomnieć, co przychodzi mi do głowy, kiedy patrzę na nocne niebo pełne gwiazd, to nic nie pamiętam i nie wiem. Kiedy już patrzę w to niebo pełne gwiazd, wtedy pamiętam chwilę wśród białych skał, beztroskę, niedojrzałą młodość...

Kiedy patrzę na nagą AW, przypominam sobie kobiety od niej piękniejsze, chętniejsze, młodsze, łatwiejsze i pod pewnym względem tańsze. Mniej mnie kosztowały, więc pewnie dlatego nie mają takiej wartości, jak ona.

Kiedy samochód mi nie zapali za pierwszym razem i brak mi cierpliwości, wtedy zaczyna mi grać Lonely Preacher David O'Dowda, czyli zawsze myślę o... Ty na pewno wiesz. Wciąż ta piosenka jest pierwsza na liście z tego właśnie powodu.

Kiedy budzę się w nocy ogarniany strachem, wtedy na myśl przychodzi mi zawsze TG. Zobaczę się z nią w weekend.

Kiedy słucham pastora, którego słucham najczęściej, nie chce mi się go słuchać. Nie wystarczy mówić, trzeba być.

Kiedy patrzę w przyszłość, coraz częściej myślę o tej drugiej stronie lustra. A raczej o miejscu, w którym zwierciadło zostanie usunięte i zobaczę wszystko, jakim jest.

Kiedy myślę, czy dobrze przeżyłem życie, to nie wiem, czy to już czas na takie pytania. Ale właściwie nie wiem, co mogłoby znaczyć lepiej. Nie mam planów naprawczych. W ogóle nie mam planów oprócz życia do końca. Do końca czego?

Napisałem 19. września 2018 o 22:46. Komentuj (0)

Jak to zrobić?

Ostatnio ponownie eksploruję temat poddania, bólu, poświęcenia się i rezygnacji z samego siebie. Niby porównuję i przeciwstawiam, ale faktycznie przymierzam i dopasowuję. Nie teoretycznie.

W mojej eksploracji sięgam dwóch krańców tej sprawy. Pierwszy to relacje seksualne, gdzie strona uległa rezygnuje z własnego ja na rzecz tego, co dane jej będzie od strony dominującej, która jest inicjatorem i niejako władcą wydarzeń. Motorem już niekoniecznie, bo może to potrzeba oddania jest tym, co wszystko nakręca. Drugi to relacja mistyczna wynikająca z w jakiś sposób rozumianej religijności i wynikająca z tego również uległość, w której ma miejsce rezygnacja z własnego ja.

Ten drugi kraniec to na przykład zakonnica w klasztorze. To ktoś za nią decyduje w co się będzie ubierać (ubranie zakonnicy to nie tylko habit), ile będzie mieć par majtek, jak często będzie mogła się umyć lub kiedy będzie spać, czy, gdzie i jak pracować. Oczywiście wiele miejsca pozostaje na działaność własną mózgu, jednak w kwestiach praktycznych trzeba być nie tylko gotowym na rezygnację, ale bezwzględne, totalne posłuszeństwo. Wielu stwierdzi, że to nieludzkie, chore, bez sensu... ale nie wnikam w oceny.

Pikantniejsze jest poczucie tego, co na pierwszym krańcu, kiedy dla przykładu (i najczęściej) kobieta dostaje solidne lanie. To sprawia, że nie tylko robi, co jej się każe, ale wręcz wyłącza myślenie i całkowicie pozbywa się odpowiedzialności za to, co się dzieje. Wtedy zastanawiam się, czy skoro efekty wpływu na osobę ulegającą są ewidentnie bardziej oczywiste i presja jest jeszcze bardziej bezdyskusyjna (bo wymaganie uległości sięga moim zdaniem głębiej), to czy taka zakonnica z drugiego krańca rzeczywiście prowadzi życie osoby uległej?

Oba przypadki, pomiędzy którymi jest bardzo bogate spektrum, są do siebie bardzo podobne. Inne są co prawda narzędzia, inny jest cel, inne motywacje, ale czy osoba ulegająca faktycznie ulega inaczej? W obu sytuacjach w istotny sposób jest pozbawiana części własnej woli. Im mniej jej jest, tym lepiej. Oczywiście wszystko odbywa się na zasadzie z własnej woli. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale czy różnica jest naprawdę istotna? Czy naprawdę jest?

Pora na wniosek, będący pytaniem, na które każdy może mieć inną odpowiedź. Skoro nie można na dwa sposoby na raz, to jak najlepiej się oddać? W kwestii brania nie ma pytania, bo tu nie ma praktycznego wyboru.

Napisałem 4. sierpnia 2017 o 16:52. Komentuj (1)