główna
przeczytaj
e-mail
księga
linki

Archiwum:
2019:7 6 5 4 3 2 1 
2018:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2017:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2016:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2015:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2014:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2013:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2012:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2011:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2010:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2009:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2008:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2007:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2006:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2005:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2004:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 


Przyszły tydzień

Mam wrażenie, że będzie czasem zakupów, jakich dotąd nie było. Gdzieś w środku czuję, że wydam więcej niż kiedykolwiek dotąd. Obawiam się, że będę to robił już zawsze, skoro raz zacząłem. Szkoda, ale tak to już jest, że kiedy człowiek raz coś zrobi, coś poczuje, to nawet jeśli niewiele jest w tym dobrego, wraca. Z różnych powodów, czasem nawet tych nieświadomych.

Panaceum na smutek? Tylko na chwilę. Rozkosz? Surogat. Władza? Może.

Dlaczego teraz nie ma już większego znaczenia, co w "tych" kwestiach dzieje się z AW? Nie zależy mi już chyba tak bardzo jak kiedyś. Poza tym nie wierzę już chyba w nic.

Nie spełnia nam się tutaj nic wtedy, gdy się powinno spełnić
Czy warto po to tylko żyć, żeby się o tym upewnić (J.Kaczmarski)

Napisałem 4. stycznia 2008 o 09:21. Komentuj (4)

Pozostałość

Dziecko z własnej inicjatywy, najlepiej jak potrafiło - posprzątało swój pokój. Samo wpadło na pomysł, żeby to zrobić, samo poukładało zabawki. Zawołało mamę, żeby się pochwalić, usłyszeć coś miłego. Od mamy dowiedziało się, co było źle, co się nie podobało, co z punktu widzenia dorosłego należało zrobić inaczej. Części dziecko nawet nie zrozumiało.

Dorosły dawno się już zniechęcił. Dzieci mają w sobie wewnętrzną siłę na tysiące nieudanych prób. Pozostałość po nauce chodzenia. Na jak długo?

PS. Prawdopodobnie mam tydzień abstynencji od netu.

Napisałem 7. stycznia 2008 o 04:05. Komentuj (4)

Tylko tydzień

Tylko tyle mnie nie było a w wirtualnym świecie tyle zmian. Myślę sobie i przypuszczam, że na gorsze, bo sprawdzić, dowiedzieć się nie mam jak. Jednak zwykle zamknięcie dostępu nie oznacza nic dobrego.

Jak by tu napisać tak, żeby coś napisać, ale w gruncie rzeczy nic nie napisać? Żebym jak zwykle jedyną osobą, która tak naprawdę wie o co chodzi, był ja sam? Chyba nie warto pisać o liczbach i o szczegółach tego, co miało miejsce a co nie.

Chyba jestem w miejscu, z którym każdy człowiek od czasu do czasu musi sobie w swojej psychice poradzić. Z jednej strony są jakieś tam rzeczy, co do których ma się przekonanie, że są słuszne, prawdziwe i warto za nimi iść, ale z drugiej dzieje się coś zupełnie innego. Na dodatek nie dzieje się samo, ale w wyniku jak najbardziej naszych własnych i świadomych wyborów. Co ciekawe, wybierając tą a nie inną kobietę z góry wiem, jak rzecz się zakończy. Mimo to albo ja jestem u niej, albo ona u mnie.

Brzydzę się samym sobą? Otóż nie. Właśnie z tym musiałem sobie jakoś poradzić. To wcale nie wymagało wielkiej pracy. Żadnej. Stało się samo, sam nie wiem kiedy. Jestem kimś zupełnie innym, niż kiedy zaczynałem tu pisać.

Nie lubię takich facetów, jak ja.

Napisałem 14. stycznia 2008 o 11:11. Komentuj (2)

Znów abstynent

Tym razem nie sieciowy. Odstawiłem seks. Dla tych bardziej dociekliwych - również z własną ręką, o ile uznajecie to za formę seksu (swojego zdania w tej sprawie nie wyjawię). Nie na długo, ale jednak.

Ostatnio AW nawet się nie oburza, kiedy sugeruję, że mogłaby "utrzymywać intymne kontakty" (to takie politycznie poprawne wyrażenie na "pieprzyć się" albo coś podobnego, w zależności od osobistych preferencji i odwagi) z kolegami z pracy. Czyżby też o tym myślała? A może więcej niż myślała? Jakkolwiek, dla mnie pozostaje tylko myślenie no i oczywiście pisanie, co niniejszym czynię.

Napisałem 15. stycznia 2008 o 10:02. Komentuj (3)

Wspomienie wakacji

Niektórzy może nawet wiedzą dlaczego.


Napisałem 15. stycznia 2008 o 14:59. Komentuj (2)

On ją...

On ją zdradza. Trochę to jego wina, trochę jej - jak to zawsze w życiu. Ona o niczym nie wie a przynajmniej jemu tak się wydaje. On liczy na to, że ona nigdy się nie dowie.

Dla niej wiedza o tym, przynajmniej według jego wiedzy, oznaczałaby koniec wielu rzeczy, jeśli nie wszystkiego. Na pewno tego "czegoś", co między nimi jest. Dla niego każda zdrada to incydent, nijak nie powiązany z tymi wcześniejszymi i tymi późniejszymi. Kiedyś powiązany z nią. Dziś powiązany tylko z nim i tym, co się w nim zmieniło.

Czy on ją kocha? Czy ona kocha a raczej kochała jego? Czy on będzie mógł znów być kimś, kim był kiedyś? Czy zechce? Czy znajdzie w sobie tyle siły? Czy zdrada przestanie być dla niego zwyczajnym zdarzeniem? Czy raczej pewnego dnia ona się przez przypadek dowie?

Ona ostatnio nie narzeka. Podobno wraca do życia. Uśmiecha się i widać, że coś ją pasjonuje.

On w jakimś sensie znalazł stabilizację. Zobojętniał, otępiał i jakoś mija mu dzień za dniem.

Warto tak żyć? Być razem? Czy można o tym czymś powiedzieć razem? Czy raczej ujawnić prawdę i się rozejść, choć chyba nikt tego nie chce?

Napisałem 17. stycznia 2008 o 14:09. Komentuj (1)

Marzenie

Mam marzenie. Jednak mam. Myślałem, że nie, że to już koniec, ale jednak mam.

Ona czeka pod drzwiami. Nigdy mnie nie widziała. Czyta SMSa i wchodzi do mieszkania, nie widząc mnie. Idzie prosto do łazienki. Zdejmuje ubranie. Jest naga. Na głowę zakłada osłonę na oczy. Taką, żeby niczego nie widzieć. Zanim je zasłoni, wychodzi z łazienki i klęka przodem do łóżka. Wtedy zakłada osłonę i klęcząc kładzie się przodem na łóżku. Czeka. Może nawet kilkanaście minut. Słyszy kroki. Potem czuje dotyk dłoni na plecach i pośladkach. Kroki oddalają się...

To początek. Dalej się nie odważę tak publicznie. Zresztą kogo to obchodzi? Przecież i tak nie znajdę kogoś, kto chciałby się oddać tak naprawdę i do końca.

Specjaliści od psychologii - życzę wam miłej zabawy z moim "przypadkiem".

Napisałem 18. stycznia 2008 o 14:40. Komentuj (5)

Najlepiej i najgorzej

Najlepiej i najgorzej jednocześnie czuję się, kiedy ktoś zupełnie bezinteresownie mnie docenia. Widzi we mnie jakąś wartość. Zastanawia się, zwraca uwagę.

Tak, to chyba mój największy problem na dzień dzisiejszy. Może dlatego dziś też dzwonię i próbuję sobie "zorganizować" wieczór. Potem czuję sie paskudnie, ale nie mam innego pomysłu, więc robię wciąż to samo.

Napisałem 24. stycznia 2008 o 20:50. Komentuj (4)

Dziwnie jest

Coś dziwnego się dzisiaj dzieje. Poczułem sie dotknięty przez kogoś, kogo zupełnie nie znam a tylko w mojej głowie wydawało mi się, że to ktoś może nie bliski, ale darzący mnie jednak sympatią.

Ładna pogoda. Aż chciałoby się znów zacząć żyć. Oddychać pełną piersią. Przypomina się gdzieś we mnie w środku uczucie, jak to jest, kiedy się żyje, jest się szczęśliwym, ma sie plany, przyszłość przed sobą. A raczej jak to było, bo pamiętam takie dni, tygodnie i miesiące. Całkiem inaczej niż teraz. Tęsknię za tym. Tęsknię za życiem. Wspominam wiatr owiewający moje nagie, opalone ciało. Ciepłą wodę, urlop we dwoje, krople deszczu na na plecach, pośladkach, nogach... Śmiech, radość, młodość.

Kiedyś znów będzie ciepło i słonecznie. Na przykład w sierpniu. Już widzę oczami wyobraźni mnóstwo uśmiechniętych ludzi. Nawet siebie widzę nie jak najsmutniejszego z ludzi. A jak będzie? Zobaczymy.

Zmieniłem login. Poprzednio był ProS. Tylko jedna osoba poza mną wie, co znaczy, ale nie mam już z nią kontaktu. Kiedyś, dawno temu występowała to jako KP. Może wyszła za mąż?

Niebawem urodziny MS. Napiszę jej SMSa. RB, moja sieciowa przyjaciółka chyba przestała już nią być. Jak to w życiu - wszystko się kiedyś kończy.

Niedawno spotkałem LA. Ma jakiegoś faceta. Choć daleko, to jednak ma.

Z jednej strony jest we mnie tyle smutku, żalu, obojętności i rezygnacji. Z drugiej - jednak chciałbym dzisiaj żyć. Dziwnie jest.

Napisałem 28. stycznia 2008 o 12:06. Komentuj (0)

Intymność, seks, zakochanie?

Czytałem sobie jakiegoś tam bloga jakiejś tam dziewicy, której wcale nie przeszkadza, że nią jest. Dziwny w dzisiejszym świecie egzemplarz. Niby. Ale całkiem nie o to chodzi - to był tylko bodziec do przepuszczenia przez mój mózg serii impulsów elektrycznych - tak według materialistów wygląda coś, co ludzie nazywają myśleniem.

Od dawna nie zastanawiałem się głębiej na temat seksu w moim życiu. Owszem, muszę go uprawiać (jak to śpiewał Stuhr - "czasami człowiek musi, inaczej się udusi"), tylko co z tego tak naprawdę mam? Po co mi to?

Zobaczyłem zdjęcie całującej się pary i jego trzymającego rękę pod jej bluzką, chyba na biuście. Przypomniałem sobie, jak sam kiedyś odkrywałem kobiece ciało. Jak odczuwałem podniecenie, ciepło, zapach kogoś będącego uosobieniem w jakimś sensie doskonałości, w jakimś innym - będącego brakującą częścią mnie. W jeszcze innym - spełnieniem marzeń, pragnień, fantazji. Kiedyś potrafiłem się całować przez kilka godzin bez przerwy i dostawałem wtedy potężnego kopniaka pozytywnych wrażeń. Nie było nudno, podobało mi się, chciałem tak pozostać na wieczność. Sam miód. A teraz? Teraz to raczej kopulacja poprzedzona rozbieraniem się, jakąś tam techniką osiągnięcia wystarczającego obu stronom poziomu podniecenia, aby z fizjologicznego punktu widzenia akt mógł dojść do skutku. Juz dawno temu gdzieś zniknęła magia, czar, to ulotne coś, co trudno mi nazwać. I wcale nie chodzi o to, że zawsze z żoną. Bo nie zawsze z żoną, ale zawsze bez czegoś głębokiego. Czysta fizjologia, możnaby rzec.

Tymczasem wspominam, że to wszystko, co kiedyś wiązało się z seksem, przepełnione było całym mnóstwem emocji i czegoś głębokiego w środku. A teraz gdzieś zniknął kolejny wymiar, wszystko przybladło. Zamiast być przestrzenne i kolorowe, jest szare i płaskie. Zamiast pachnieć, smakować i mieć pociągającą konsystencję, zamieniło się w bezkształtną... powiedzmy papkę jak z mokrego, szarego papieru toaletowego.

Skąd tytuł notki? Bo te wszystkie myśli krążą wokół zapamiętanego przeze mnie stanu duszy, kiedy byłem zakochany, patrzyłem światu prosto w oczy i byłem szczęśliwy. Częścią tego zakochania była i intymność, i seks, które cieszyły, poruszały moje wnętrze i napędzały we mnie chęć do życia. Pozwalały śmiało planować przyszłość, mieć marzenia, realizować je i czerpać z tego satysfakcję.

Coraz wyraźniej coś zdaje mi się komunikować, że jest gdzieś życie, że sam go przecież doświadczyłem niejeden raz. A mnie jest trudno w to uwierzyć, że coś jeszcze przede mną. I wcale nie myślę, że to kwestia miejsca, w którym mieszkam, kobiety, z którą mam dzieci, pracy, która do niczego nie zachęca, czy przyjaciół, których nie mam. Mam w sobie coś, co mnie zatrzymuje przed życiem.

Napisałem 30. stycznia 2008 o 13:11. Komentuj (0)