główna
przeczytaj
e-mail
księga
linki

Archiwum:
2019:7 6 5 4 3 2 1 
2018:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2017:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2016:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2015:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2014:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2013:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2012:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2011:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2010:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2009:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2008:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2007:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2006:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2005:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2004:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 


Nie-noworocznie, czyli co mną...

Ostatnio spodobała mi się kreseczka...

Zupełnie nie podsumowując. Raczej mając odrobinę czasu na refleksję, bo spędzając czas z rodziną. Wolny czas. Tylko trochę przerywany pracą w nieformalnych nadgodzinach, bo przecież urlop.

Właśnie w związku z tym urlopem nieomal - jak to w powiedzeniu - dostaję wysypki myśląc, że trzeba będzie znów wrócić do pracy. Gęsia skórka to za mało powiedziane.

Więcej czasu z dziećmi i nawet nie tak tragicznie narzekającą żoną. Jakieś narty,które wcale a wcale nie wydają się być jakąś pasją. Mogą być oczywiście jedną z wielu innych, jak gitara, rower, basen, sauna, góry, śpiew, fotografia, ogród, dom, meble, które jakoś tam mnie bawią, ale intelektualnych ani żadnych innych orgazmów nie zapewniają. Większych uniesień też.

Cóż więc takiego sprawia, że rano wstaję? Miłość, nienawiść, czy zazdrość? A może kobiety, których jeszcze nie miałem a mogę mieć? A może te, które miałem i chciałbym mieć jeszcze? Może ciekawość świata, którą w nadmiarze obserwuję u DW, a która we mnie może jeszcze całkiem nie zanikła? Czy do przeżycia kolejnych dni, godzin i sekund popycha mnie coś pozytywnego, ciepłego, godnego naśladowania w oczach porządnych obywateli przeciętnego cywilizowanego państwa? Czy raczej coś, co pociąga tych spoglądających w mrok i tam odnajdujących inspirację?

Trochę strach, trochę nadzieja, trochę miłość. Najbardziej chyba jednak przyzwyczajenie. Przyzwyczajenie do wstawania i zmagania się z poczuciem odrzucenia.

Napisałem 2. stycznia 2009 o 00:09. Komentuj (4)

Dotyk i jego brak

Obie rzeczy są ważne. Dla mnie oczywiście. Daleko bardziej niż patrzenie. Idąc do pracy właśnie to sobie uświadomiłem. Mroźna pogoda bardzo pomogła.

Nie lubię szalika, bo krępuje moją swobodę. Podobnie rękawiczki, zresztą marznę w nich bardziej, niż bez. A dzisiaj w ręce było mi ciepło, mimo tego kilkunastostopniowego mrozu. [Fajnie "chrupie" śnieg]

Gdybym mógł, najchętniej nie ubierałbym ubrania. W ten sposób pozbyłbym się zbędnego dotyku. Nie chodzi zresztą tylko o ubranie. Dotyk kogokolwiek w momencie dla mnie nieodpowiednim bardzo przeszkadza, jest nieprzyjemny. Często mi się to zdarza. Wtedy się odsuwam.

Z drugiej strony dotyk bywa przyjemny. Jak choćby wczoraj, kiedy DW dotykał mojej twarzy, szyi i okolic. Małe, delikatne paluszki - wspaniałe uczucie. Inny przykład - dotyk kobiety, która poznaje moje ciało. Żeby rozwiać niejasności - to tylko wspomnienie takiego dotyku zapisane gdzieś w mojej głowie, wspomnienie. Od dawna nikt tak mnie nie dotykał. Pewnie byłoby przyjemnie, ale jakoś nie tęsknię. W ogóle wspomnienie dotyku jest jakieś "doskonalsze" niż sam dotyk. Kiedy wspominam przyjemny dotyk a potem on sie powtarza, to zauważam, ze to nie to samo, co we wspomnieniach. A może to przyzwyczajenie i trzeba wciąż dawać się dotykać komuś innemu, żeby było inaczej?

Jest jeszcze dotyk "wykonywany" przeze mnie. Rzadkość ze względu na moje opory psychiczne. A przecież każdy lubi być dotykany, prawda?

Napisałem 7. stycznia 2009 o 11:55. Komentuj (0)

Ranne

Ranne kobiety mają najpiękniejsze twarze. Makijaż. A może odbijające się na twarzy jeszcze nie wystygłe wspomnienie dopiero co zakończonej (a może lepiej - przebrzmiałej) nocy? A może zwyczajnie szczęście? Tylko co to jest szczęście? Całkiem jak dusza - "takie małe, przezroczyste... nic."

Kiedy jednak spojrzeć na więcej niż na twarz, to myślę, że każda kobieta potrafi urzekać. A raczej może urzekać, bo nie wydaje mi się, że każda robi to zimno kalkulując, jeśli tylko chce.

W AW też kiedyś coś mnie urzekło. Zresztą nadal urzeka. Tyle, że teraz nie wystarczy urzeczenie, zakochanie, którego już dawno nie ma i tym podobne reakcje chemiczne w mózgu. Po tylu latach trzeba czegoś więcej.

Najłatwiej urzec mnie tyłkiem, ale to nie jest dla nikogo wskazówka :p

PS. Może zdarzy się, że z MS... Ciekawe, że od razu o tym nie pomyślałem. Dopiero dzisiaj rano.

Napisałem 8. stycznia 2009 o 08:45. Komentuj (11)

Na próbę

Kiedy zasypiał, myślałem sobie jak to jest z tą jego miłością. Często mówi, że kocha. Rozczula tym niesamowicie. Z drugiej strony próbowałem sobie wyobrazić co by było, gdyby...

Gdyby nie było takiego kogoś jak ja, byłby całkiem bezbronny. Ktoś by się nim zajął z urzędu, zapewnił podstawowe sprawy, bez których życie jest niemożliwe, ale wiem, że jego zależność jest całkowita, totalna.

Już nie pamiętam jak to jest kochać kogoś tak, żeby swoje nie tylko serce, ale całe życie położyć na dłoni i powiedzieć "weź". Jestem przyzwyczajony do samodzielnego kierowania sobą i ograniczania wpływu innych na mnie. Również wpływu tych najbliższych. A właściwie nie chodzi o serce. Chodzi o coś może więcej, może mniej - o całego siebie. Na myśl niemal natrętnie przychodzi mi powszechnie uważany za chory społecznie układ z kręgu bdsm osoby uległej i jego właściciela. Jak to jest być tak oddanym, że aż wolnym? Jak się w takiej "konfiguracji" rozwijać, dorastać, pięknieć i rozkwitać? Myślę sobie, że chyba można, jednak nie miałbym odwagi. Gdyby dało się bez żadnych konsekwencji spróbować...

Inna myśl z gatunku co by było: jeździłbym tramwajem, więcej spacerował, patrzył na słońce i ludzi. Podobno odpowiedzią na frustrację jest wizja. A może tylko mi się wydaje, że bym ją miał?

Napisałem 13. stycznia 2009 o 09:51. Komentuj (4)

Do czego?

Napisałem, że seks to dodatek. Nawet w to wierzę a co najmniej chciałbym wierzyć. No to mam teraz problem: dodatek do czego?
Napisałem 21. stycznia 2009 o 22:42. Komentuj (7)

Co do dziewic...

Dzisiaj rano czułem się dziwnie. Jakbym obudził się w zupełnie innym świecie. Coś jak po lekach na poprawę nastroju bądź narkotykach - wyobrażam sobie, bo nigdy takowych nie używałem. Jakoś radośnie wspominałem to, że weekend w dużej części spędziłem w łóżku. Czułem się wypoczęty, jak nie pamiętam już kiedy. Jakiś dziwny spokój i brak pośpiechu, mimo tego, że przecież do pracy.

Myślę, że to nie z powodu kilku weekendowych "wymuszonych orgazmów" ani stwierdzenia (to zdecydowanie zbyt wielkie jak na takie coś słowo: wystarczyło po prostu przypomnieć sobie), że w całym życiu miałem jedną dziewicę.

Co do dziewic - chyba wystarczy.

Napisałem 26. stycznia 2009 o 19:09. Komentuj (3)

Czasem wydaje mi się

Oczywiście wczorajszy poranny nastrój zniknął jeszcze przed południem. Z notki wynika to chyba jasno.

Dzisiaj rano przyszła do mnie myśl. Potem, w drodze do pracy, stwierdziłem, że rano przychodzą do mnie najciekawsze myśli. Jestem wtedy najbardziej kreatywny i tylko wtedy. W pracy nie. Praca to od początku do końca rzemiosło, myślenia nikt nie wymaga. Co najwyżej odpowiednich reakcji w wyniku zdarzeń - jak psy Pawłowa.

Wracając do myśli: pomyślałem, że nie pamiętam, żeby w życiu spotkało mnie coś naprawdę złego, trudnego, strasznego. Nie straciłem rodziców jako dziecko, nikt do mnie nie strzelał, nikt nie zabił mi dziecka, rodzic nigdy nie powiedział mi, że mnie nienawidzi, nie byłem chory na nieuleczalną, szybko postępującą chorobę. Co najwyżej dziewczyna zaszła w ciążę z innym i poinformowała o tym, składając życzenia urodzinowe. Nigdy nie czułem się zagubiony w wielkim świecie, bez środków do życia, w strachu, głodzie, zagrożeniu życia.

Powinienem więc być szczęśliwy. Pewnie czasem wydaje mi się, że jestem.

Do pewnej Damy: Dziękuję Ci. Nie zauważam takich dni. Ty - wręcz przeciwnie.

Jutro urodziny MS. To jedna z tych niewielu, których się nie zapomina.

Napisałem 27. stycznia 2009 o 10:16. Komentuj (2)

No risk, no fun

Właściwie już poprzednio miałem o tym napisać. Wiodę życie bez pasji, bez celu, bez ryzyka. Bez ryzyka... Omija mnie w ten sposób wiele nieprzyjemnych zdarzeń, fakt. Ale tych przyjemnych też. Chyba mi się to nie podoba...
Napisałem 29. stycznia 2009 o 22:54. Komentuj (2)