główna
przeczytaj
e-mail
księga
linki

Archiwum:
2019:7 6 5 4 3 2 1 
2018:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2017:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2016:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2015:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2014:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2013:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2012:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2011:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2010:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2009:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2008:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2007:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2006:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2005:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2004:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 


Bliskie spotkania

Niedawno byłem w delegacji. Zanim jednak wsiadłem w pociąg i spędziłem urocze siedem godzin w towarzystwie małomównego kolegi (w sumie czternaście, bo podróż w obie strony), umówiłem się na spotkanie, które właśnie jest tematem moich dzisiejszych rozważań. No, może rozważania to za duże słowo, bo rzecz przyszła mi do głowy, kiedy... Może jednak oszczędzę zbyt może intymnych a dla czytających zupełnie nieistotnych szczegółów? Czytającym może bym i oszczędził, ale to pamiętnik głównie dla mnie, więc muszę dla samego siebie o tym napisać. Otóż rzecz przyszła mi do głowy, kiedy stałem w toalecie i oddawałem się czynności fizjologicznej. Wracając jednak do rozważań - należałoby je nazwać myślami, które od tamtego czasu zamieszkały sobie w mojej głowie.

Myślę sobie teraz o samym sobie, że jestem osobnikiem niedojrzałym emocjonalnie i uczuciowo. Bo spotkanie, o którym mowa, miało polegać na spotkaniu się z poznaną (to już na pewno gruba przesada) przez internet parą w celu bycia ze sobą w sytuacjach intymnych. Krótko mówiąc seks. Pomimo moich wniosków na temat stanu mojej własnej osoby - spotkanie odbyło się, chociaż jego przebieg był inny niż wszyscy się spodziewali a czytający jeszcze do tej pory spodziewają. [Ponieważ będę na chwilę potrzebował pisać osobno o osobach z owej pary, nazwę ich "roboczo" M - mężczyznę i K - kobietę, a całą parę po prostu MK.] Otóż okazało się na chwilę przed spotkaniem, że M ma przed sobą nie cierpiące zwłoki obowiązki i nasze początkowo intymne spotkanie musi siłą rzeczy zamienić się w zwykłą, krótką rozmowę przy kawie. Żeby było jeszcze śmieszniej - M ma mieć cały czas mojej delegacji wyjątkowo zajęty, więc... Nie, nie, nic z tego. Wcale nie oznacza to, że spędzę ten czas sam na sam z K. Co to, to nie. W każdym razie chwilę porozmawialiśmy (przy okazji: jak kiedyś ktoś napisze o sobie "atrakcyjny", to równie dobrze może to oznaczać "zadbany", ewentualnie różne inne rzeczy) i... rozeszliśmy się.

Teraz padnie moje wcale nierzadko używane w tym pamiętniku pytanie: i jaki z tego morał? Jak dotąd żaden, bo na razie tylko o nim napomknąłem, mówiąc o myślach z toalety. Otóż podczas wspomnianej wcześniej czynności fizjologicznej dopadła mnie myśl, że... nie mam nikogo, komu mógłbym o tym zdarzeniu tak po prostu powiedzieć prosto w oczy. MS byłaby zdziwiona. KP więcej by się nie odezwała. RB już wie, ale ona mieszka daleko. AW kazałaby wynieść mi się z domu.

Tak. Czuję się samotny, niewysłuchany, niekceptowany. Pewnie znalazłoby się parę osób, które komentując napisałyby mi: mam tak samo, ewentualnie to tak, jak ja, czy jakkolwiek inaczej, jednak o znaczeniu takim samym, jak dwa poprzednie stwierdzenia. I co dalej? Co z tego, że ktoś ma tak samo? Wiecie, że to wcale nie pociesza, nie powstrzymuje bólu, nie rozwiązuje problemu?

Ten, kto ma tak samo, ten wie.

---------------------------
Statystyka: zaszłości sprzed dwóch tygodni - dwa punkty, miniony weekend - również dwa punkty
Uwaga: punkty były zdobywane inaczej niż dotąd - szybko i łatwo.

Napisałem 12. października 2004 o 15:23. Komentuj (2)

Zwierzę

Ciekawe ilu ludzi zastanawia się, czy wiele potrzeba, żeby zapomnieć o swoim człowieczeństwie. O tych wszystkich wyższych wartościach. Ja się nie zastanawiałem, ja to po prostu przeżyłem. Takie życie jest bez jakichkolwiek perspektyw i przyszłości. Za to teraźniejszość potrafi być bardziej kolorowa, niż kiedy myśli się o przyszłości. Czy warto więc żyć chwilą?

-----------------
Statystyka: punkt

Napisałem 27. października 2004 o 10:12. Komentuj (1)