główna
przeczytaj
e-mail
księga
linki

Archiwum:
2019:7 6 5 4 3 2 1 
2018:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2017:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2016:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2015:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2014:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2013:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2012:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2011:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2010:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2009:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2008:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2007:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2006:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2005:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2004:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 


Stara śpiewka

Na początek, aby nie babrać się w definicjach i próbach stwierdzenia co poeta miał na myśli, postaram się obrazowo wyjasnić znaczenie słowa rura w kontekście, w jakim mam zamiar go użyć. Więc... (podobno tak się nie zaczyna zdań) nie chodzi o znaczenie typowo hydrauliczne ani wojskowe, w którym rura to słup powietrza oblany metalem (wersja głównie wojskowa na okoliczność lufy, będącej szczególnym przypadkiem rury), tworzywem sztucznym (bliżej hydrauliki) lub innym materiałem (to tak na wszelki wypadek). Nie chodzi też o dokładne znaczenie jak ze stwierdzenia stara rura tłumaczonego niepochlebnie dla kobiety, którą w ten właśnie sposób się określa. Nie dokładnie, ale jednak dosyć blisko, bo o sprawy damsko-męskie chodzi. Zresztą jak się później okaże (przynajmniej dla tych bardziej domyślnych), ta notka jest de facto damsko-męska. Jakie to więc znaczenie? Mój znajomy z mojej pierwszej w życiu pracy mówiąc o restrykcjach łóżkowych pewnego swojego znajomego małżeństwa mówił szlaban na rurę. Jak więc nareszcie widać - chodzi w gruncie rzeczy o pewien szczegół anatomiczny, w który wyposażona jest około połowa ludzkości, podczas gdy dla około drugiej połowy stanowi on przedmiot pożądania.

No to mamy za sobą definicje, czas prześć do meritum. Najpierw jednak dodam, że natchnienie nie przyszło z nieba, tylko najzwyczajniej, w wyniku lektury pewnej gazety codziennej. Jerzy Stuhr śpiewał kiedyś: "nie ma takiej rury, której nie można odetkać".

A ja się po prostu zastanawiam, czy miał rację. W kontekście moich poprzednich notek oczywiście.

Napisałem 3. października 2006 o 11:37. Komentuj (2)

Mały

Tak, to między innymi z powodu Marka Grechuty. Taki sobie tekst faceta, który ostatnio poza swoimi chuciami nie czuje i nie widzi nic. Przestaje się przyznawać do swoich zasad, rzeczy ważne odkłada na kiedy indziej, nie szanuje świętości. Taka moja refleksja po lekturze słów piosenek, które przecież znam nie tylko ja, po konstatacji zdarzenia, jakie miało miejsce.

Generalnie to nie w moim typie. Nie mam w zwyczaju wypowiadać się na tematy publiczne, związane z jakimiś ogólnie znanymi zdarzeniami. Teraz też piszę o tym tylko dlatego, żeby wskazać kontekst.

Moją aktualną frustracją jest małość. Nie polityków, czy partii, nie hierarchów kościelnych, szefa w pracy, ludzi wokół mnie. Nic z tych rzeczy. Tych wszystkich wymienionych tak naprawdę nie mam prawa w żaden sposób oceniać. Nawet nie chodzi o mnie samego.

Chodzi o mój świat i moje życie. To są niestetety rzeczy małe. Mam ochotę krzyczeć, że nic nie znaczące. Nie zmieniają nie tylko świata, ale moich znajomych, przyjaciół, rodziny. Nawet mojego domu, moich dzieci. Przykro to stwierdzić, ale może lepiej teraz, niż kiedy przyjdzie mi ten świat porzucić?

Chciałbym żyć wielkim życiem. Nieważne gdzie. Może w małym miejscu, w małym domu, z małym dachem, jeżdżąc małym samochodem. Ale życie chciałbym mieć wielkie i mój świat też wielki. Nie w sensie rozmiarów, ale w sensie znaczenia.

Napisałem 10. października 2006 o 10:46. Komentuj (3)

Takie sobie myśli

Ostatnio okazuje się, że być może mogę mieć kłopoty ze zdrowiem. Jakieś tam "obciążenia genetyczne" chorobami moich przodków. AW boi się, że umrę a dla mnie to jakoś bez znaczenia. W końcu mam w sobie poczucie, że i tak nic dobrego mnie już w życiu nie spotka.

Znów moje myśli się zmieniają. Po tym, jak SW stwierdziła, że nie będziemy więcej rozmawiać, myślę sobie, że i tak każdy się mną tylko bawi, bądź korzysta z mojej osoby na tyle, na ile mu(jej) to wygodne i pożyteczne a ja w tym całym przedsięwzięciu potrzebny jestem tylko w celu zaspokojenia jakichś tam potrzeb. Najpierw jestem przyjacielem a potem się mhie "wyrzuca do śmieci". Z jednej strony to przykre, ale z drugiej sam robię dokładnie tak samo. Więc chociaż boli, nie narzekam, tylko zaciskam zęby i robię swoje.

Robię swoje? A cóż to takiego znaczy? Przecież i tak nie mam żadnych planów na przyszłość. Przerażające, ale żyję tak na codzień.

Napisałem 20. października 2006 o 10:19. Komentuj (1)

Diagnoza

Ktoś kiedyś mi bliski - można powiedzieć, że prawie przyjaciel (prawie, bo ich nie mam) - zapytał, w bardzo konkretnym kontekście związanym z moim życiem i tym co dalej, czy kieruję się w życiu przyjemnością. Wtedy chwilę się wahając odpowiedziałem, że nie. Może dlatego, że wtedy zwykle nie kierowałem się przyjemnością, jednak już wtedy nie była ona dla mnie bez znaczenia. Musiałem się chwilę zastanowić, bo zaskoczyło mnie wtedy do pytanie, będące jednoczesnie przerażającą diagnozą mojego życia. Diagnoza wciąż się potwierdza - przyjemność jest dla mnie coraz ważniejsza i dzisiaj już bez zastanowienia odpowiedziałbym mu, że to właśnie ona jest motorem moich działań. Muszę dodać, że niestety jest. Na szczęście (z tego względu, bo z innych jednak trochę żal) ze wspominanym kimś bliskim spotykam się rzadko a nawet jeśli, to on zapewne nie zada mi drugi raz tego samego pytania. Na szczęście. Nie będę musiał się przed nim wstydzić.
Napisałem 24. października 2006 o 13:10. Komentuj (2)