główna
przeczytaj
e-mail
księga
linki

Archiwum:
2019:7 6 5 4 3 2 1 
2018:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2017:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2016:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2015:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2014:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2013:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2012:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2011:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2010:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2009:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2008:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2007:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2006:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2005:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2004:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 


Liczby i nie tylko

Ostatnio są może nie ważne, ale zwracam na nie uwagę. Liczby, o których kiedyś pisałem statystycznie, po polsku. Teraz liczą się, by osiągnąć w moim prywatnym, domowym współżyciu liczbę 20. A więc liczę. A żeby nie zapomnieć, nie pomylić się - notuję.

W końcu AW obejrzała moją najnowszą zabawkę, z którą "trenowałem" podczas jej nieobecności. Stwierdziła tylko, że nie podoba się jej, bo czarna. Nawet nie wzięła do ręki. Nie używałem jej już tak długo. Może czas spróbować "we trójkę"? W końcu dzieci śpią już we własnych łóżkach, przynajmniej póki co.

Wciąż nie podoba mi się moje życie. Tylko jakoś mi to wcale nie przeszkadza, mimo jesieni nie wywołuje depresji ani przygnębienia. Może to kwestia w jakimś sensie nowego miejsca?

Napisałem 1. października 2007 o 13:56. Komentuj (3)

Nowy dzień

Bo nowy dzień wstaje a wraz z nim budzi się to, co zasnęło wczoraj i jeszcze trochę nowych atrakcji. Ból gardła BW, kwaśna mina AW, moje milczenie wywołane wczorajszą bitwą o gacie, czyli różnicą w podejściu do pewnych rzeczy, dokładniej rzecz ujmując - leżących sobie spokojnie na fotelu.

Przy okazji pozdrawiam pewną nieznaną mi z imienia dziewczynę, która stoi w okolicach Gniezna. Jest stosunkowo niebrzydka. I tak nie przeczyta.

Napisałem 2. października 2007 o 09:15. Komentuj (3)

Bezmózgowo a raczej nie myśląc po ludzku

Wczoraj wracając z pracy słuchałem radia. "Nadawał" jakiś pisarz. Wyglądało, że dla niego książki to jedna z najważniejszych w życiu rzeczy. Bo zmuszają do myślenia, bo dają powody do myślenia, bo zmieniają życie, bo...

Ostatnio nie myślę. Może właśnie dlatego tak wyjątkowo gładko mijają mi dni. W pracy robię to, co do mnie należy. W domu nie naciskam na zbliżenia, bo kiedy idę do łóżka, to chcę już tylko zasnąć. Jeżdżę na zakupy, stoję godzinę w kolejce, nie awanturuję się, tylko słucham jak studentki stojące za mną nawzajem uzasadniają przed sobą konieczność zakupu szamponu, co tłumaczy w jakiejś części wydatek około stuzłotowy na dwie dziewczyny. Jedna z nich ma cichy głos, jest dosyć szczupła. Druga ma zdecydowanie duży biust, któremu w jakiejś tam części mogę się przyjrzeć, szczególnie kiedy opiera się o wózek z zakupami. Myślę sobie, że nie gustuję specjalnie w biustach, szczególnie w dużych, ale co mi szkodzi popatrzeć? W końcu młody, ładny, wygląda na to, że chętnie eksponowany...* Obie studentki zachowują się zdecydowanie tak, żeby zwrócić na siebie moja uwagę, mimo że widzą, że jestem z żoną. Są bardzo sympatyczne, podobnie jak pani, która dziś przede mną kupowała obiad, z której pozwoliłem sobie odrobinę zażartować.

Chyba lubię, jak kobiety się uśmiechają.

* - Nigdy nie miałem kobiety z dużym i jednocześnie naprawdę ładnym biustem, jak właśnie ten. Jeśli już był duży, to niestety nie najdoskonalej utrzymany. No dobrze, tak naprawdę to ona nie była w łóżku zadowalająca, bo gdyby było inaczej, na pewno miałbym dobre wspomnienia i biust nie przeszkadzałby mi ani na jotę.

Napisałem 3. października 2007 o 16:51. Komentuj (4)

Prawdziwi mężczyźni...

... nie płaczą...
... zaciskają zęby i nic nie mówią...
... są szarmanccy..
... przynoszą kobietom kwiaty...

Każdy słyszał coś w podobnym stylu przynajmniej jeden raz. Do mnie miało mieć (ale nie miało) zastosowanie hasło popularne w moim zawodowym świecie, że prawdziwi mężczyźni nie robią kopii zapasowych. Zepsuł mi się komputer, jednak ze względu na fakt, że jestem wyłącznie osobnikiem płci innej niż żeńska a nie mężczyzną, a już na pewno nie takim prawdziwym, to ja kopie zapasowe miałem. Po naprawie dysku i odtworzeniu wszystkiego straciłem chyba tylko kilka listów i nic więcej.

Jaki z tego wniosek? Mogę się w końcu zająć się zdjęciami z wakacji.

PS. Uwaga do wczorajszej notki - użyłem niewłaściwego określenia. Zamiast "niezadowalająca" powinienem był napisać "nie spełniła moich oczekiwań". Ładniej?

Napisałem 4. października 2007 o 10:35. Komentuj (5)

Obserwacje

Wczoraj wybrałem się na spacer. W środku dnia. Celem obserwacji. Nie wiedząc jakiej, licząc, że coś w trakcie samo do głowy wpadnie. Cały czas "naprężałem się", żeby coś zauważyć, a tu jak na złość - nic. Patrzyłem na ludzi. Nie wydawali mi się interesujący, ciekawi i co najgorsze - szczęśliwi. Każdy dokądś się spieszył, szedł swoją drogą, nie zwracając na nic i nikogo wokoło. Normalne, prawda?

Najlepiej w całym tym tłumie, jaki się przede mną przewalił, wyglądały dzieci. Nie utraciły jeszcze zdolności dziwienia się, poznawania świata takim, jakim jest, bez swoich wewnętrznych okularów w kolorze różowym (zakochani), szarym (zmęczeni), czarnym (zrezygnowani) lub jakimkolwiek innym. Nie mają na pewno problemów typu jak żyć, czy co wydarzy się jutro, nie wspominając nawet o takich, jak komuś nadepnąć na odcisk. Uśmiechnięte, zadowolone, że żyją, wyrażające stan swojego wnętrza całym ciałem.

Bardzo byłem ciekaw, o czym mogą ci wszyscy ludzie myśleć, co ich zajmuje. Czy coś ważnego, czy raczej jak ja - jaka ta bądź tamta dziewczyna jest w łóżku i czy w ogóle bywa w nim (lub poza) z kimś jeszcze.

Potem zdarzyło się, że miałem okazję poczuć zapach czyjegoś ciała. Taki, jaki porusza moje zwierzęce żądze najmocniej. Delikatne perfumy pomieszane z jej zapachem. Zapach, który zwykle można poczuć tylko będąc bardzo blisko, bliżej niż rozmawiając z kimś znajomym. Nagle zacząłem inaczej patrzeć na wszystkie inne kobiety, wyobrażając sobie ich zapach.

Potem w biurze znów obserwowałem ludzi, tym razem z daleka i z wysoka. Znów wydali mi się interesujący. Pomyślałem, że postrzegam ludzi lepiej, kiedy są daleko albo bardzo blisko. Do tych na wyciągnięcie dłoni mam wewnętrzny dystans. Nie wiem, czy chciałbym go pokonać.

Napisałem 5. października 2007 o 12:46. Komentuj (2)

Nic to

Zauważyłem ją w odjeżdżającym pociągu po drugiej stronie peronu. Telefon:
- To spotkamy się na buzi buzi?
- Z przyjemnością.

Mój pociąg dojeżdża, zatrzymuje się na peronie. Ona już czeka. Zaczynamy od buzi buzi, potem rozmowa, wreszcie każde z nas idzie w swoja stronę. Umawiamy się, że może po południu znajdziemy chwilę dla siebie. Nie znajdujemy, jej już nie ma.

Koleżanka z pracy. Kiedyś wiedzieliśmy o sobie nawzajem naprawdę dużo. Nie tylko wiedzieliśmy. Spędzaliśmy razem dużo czasu. Nie tylko w pracy. To nie czas w pracy pozwolił się tak dobrze poznać.

Popołudnie spędzam w obecności innej koleżanki, jednak to mnie nie zadowala. Potrzebuję czegoś więcej, czegoś bliżej.

W łóżku AW mówi nie na mój gadżet a potem zdaje się nie zauważać mojego zawodu. Kiedy zauważa, jest dużo za późno. Jak to mawiał Mały Rycerz, nic to... Choć w środku myślę i czuję zupełnie inaczej.

Napisałem 9. października 2007 o 10:26. Komentuj (4)

Nowa?

Za:
- 95% to kobiety,
- odpowiedzialne stanowisko,
- coś, na czym na pewno dobrze się znam,
- średniej wielkości międzynarodowa firma, więc jej wielkość na pewno mnie nie przerośnie,
- lepsze niż przeciętnie podejście do pracowników,
- wszystko razem wyżej powoduje, że całość wygląda jak coś niebywale spokojnego i komfortowego.

Przeciw:
- zapewne zdecydowanie niższe zarobki,
- dojazd na drugi koniec miasta, więc długo (czy nie ZA długo?),
- zupełnie inny profil niż dotychczas,
- mniejsze szanse rozwoju niż obecnie,
- wykorzystam tylko część tego, na co mnie stać.

Zmieniać?

Napisałem 10. października 2007 o 13:44. Komentuj (3)

Zmiana upodobań

Zawsze kręciły mnie tyłki. Lubiłem sobie iść za kobietą w odpowiedniej odległości i patrzeć. Wcale nie koniecznie na plaży, tym bardziej nagiej. Ostatnio jakoś bardziej odpowiada mi widok z przodu. Biodra i uda, oraz to wszystko, co w tych okolicach.

Jesień?

Napisałem 12. października 2007 o 09:53. Komentuj (2)

Ja i namiętność

Podobno człowiek, żeby mógł czuć się w życiu szczęśliwy, potrzebuje namiętności - wszystko jedno jakiej. Żeby praca dawała mu szczęście - potrzebuje namiętności (wiem, dziwnie brzmi) właśnie tam, czyli czegoś, co możliwie maksymalnie go zainteresuje, będzie frapować, pociągać... Jednak ja mam oczywiście, jak zwykle, na myśli układy damsko-męskie. Tu nie wystarczy namiętność intelektualna, wspólnota interesów, wspólne dzieci, dom, czy ogródek, który oboje z olbrzymią pasją kochają uprawiać.

Tak, mam na myśli namiętność erotyczną. Seks. Wzajemny magnetyzm, przyciąganie. Nie dusz (choć to jest również w dobrym związku niezbędne), ale właśnie ciał.

Kiedy tak myślę, usiłuję sobie przypomnieć, kiedy czułem coś właśnie takiego. I do kogo? Żeby było prościej, nie brałem specjalnie pod uwagę "wspólnoty dusz", bo okazałoby się... zresztą nieważne co.

Wnioski są takie, że niespecjalnie takie zjawisko pamiętam. I wcale nie chodzi o to kiedy dla kogo straciłem głowę, zapomniałem o całym świecie i byłem gotów kopulować jak przysłowiowe króliczki: gdziekolwiek i jakkolwiek. Trudno mi przypomnieć sobie coś takiego również biorąc pod uwagę sytuacje, że miałem na kogoś ochotę, ale moja głowa okazała się w danej chwili szefem.

Z jednej strony myślę, że może dawno już się pod tym względem zestarzałem. Po drugie wiem, że potrzebuję w tej kwestii zachęty, a jakoś rzadko trafiam na partnerkę, która po prostu lubi wzajemne sprawianie sobie przyjemności, poprzez nakręcanie spirali namiętności. Nawet nie do niewyobrażalnych rozmiarów, ale do jakiegoś w miarę wysokiego poziomu, dającego poczucie czegoś naprawdę gorącego i namiętnego. A może - to po trzecie - jestem po prostu do niczego i właśnie piszę o tym całemu światu?

Co lepsze: brak namiętności, czy jej przerost? Lepiej kłaść się do łóżka obok AW i myśleć uprawiamy ze sobą seks dla zaspokojenia potrzeb, jak jedzenie, picie, czy sen, ale poza tym, nie ma w nim nic, czy oglądać się za wszystkim, co się rusza i na drzewo nie ucieka? Pewnie jak zwykle najlepszy jest złoty środek, którego nikt będący na jednym z krańców nie jest w stanie zauważyć.

Napisałem 15. października 2007 o 11:25. Komentuj (4)

Krakowski bard

Śpiewał, że naprawdę nie dzieje się nic i nie stanie się nic aż do końca. Ciekawe, co miał na myśli. Gdybym mógł go kiedyś zapytać... Szczególnie chodzi mi o ten "koniec". Podobnie, jak Łysiak chciał zapytać Leonarda o ten nóż.
Napisałem 16. października 2007 o 12:03. Komentuj (3)

Osobliwość

Mąż i żona. Wieczór.

On: Ostatnio rzadko się kochamy.
Ona: Wykąp dzieci, posprzątaj w kuchni, nalej mi wina i... zobaczymy.

Osobliwa metoda na uwodzenie. Niezmienna od lat.

Napisałem 17. października 2007 o 17:31. Komentuj (3)

List donikąd

Wietrzna Pani,

Czy mnie Pani jeszcze pamięta? Jestem ciekaw, bo wspominam nasze wspólne słowa, wspólne plany. Bardziej słowa a mniej plany.

Pani jest kobietą, której pozwoliłbym dotknąć tej mięsistej części mojego serca. Rozbić kamienną skorupę. Jest Pani jedyną kobietą, jaką znam, która miałaby szansę to zrobić.

Okazała kamienna twierdza wciąż się umacnia.

Wciąż Walczący


Nigdy nie zostanie wysłany. Mało słów, ale mówią o mnie przerażająco dużo, jeśli tylko ktoś jest w stanie zrozumieć.

Napisałem 18. października 2007 o 12:57. Komentuj (9)

Znowu

Znowu ona nie a ja tak. Chodzi o te sprawy "jak u fryzjera". Biorę na wyjazd zabawkę, ale nie używam. Radzę sobie inaczej.
Napisałem 24. października 2007 o 10:39. Komentuj (4)

Zasłyszane

Ostatnio odrobinę więcej myślę i analizuję. Znowu. To oczywiście stąd moje wszystkie frustracje i "męskie" sposoby na ich ominięcie lub zmniejszenie skutków. Kupuję nowe zabawki (tym razem nie gadżety erotyczne) i próbuję się nimi bawić. Ciekawe kiedy AW powie STOP. To na pewno tylko kwestia czasu. Nieważne, czy to obiektywnie (w miarę możliwości oczywiście - nie wierzę w istnienie absolutnego obiektywizmu) zabawa cenna i pożyteczna, czy zupełnie zbędna. Dla niej każda, której nie zainicjowała jest zbędna i głupia, i należy osobę się nią zajmującą wdeptać w ziemię i doprowadzić do stanu, kiedy ze złością pieprznie wszystkim o ziemię.

A teraz mniej emocjonalnie - właśnie owo zasłyszane. Do kobiet, żeby się czegoś nauczyły i do mężczyzn, żeby się uśmiechnęli. Tak naprawdę było tego więcej i niektóre odrobinę inaczej. Zamieszczam tylko to, co dotyka właśnie mnie. Tak, masz rację, może nawet odrobinę boli. Ale nie za bardzo.

  • Sobota = sport. To takie oczywiste jak pełnia księżyca. Niech tak zostanie. (dla mnie formalnie coś innego)
  • Zakupy to NIE sport. I nigdy, ale to nigdy nie myślę inaczej.
  • Ból głowy, który trwa dłużej niż 17 miesięcy jest problemem. Idź do lekarza.
  • Jeśli myślisz, że jesteś gruba to prawdopodobnie jesteś. Mnie nie pytaj.
  • Jeśli coś co mówię może zostać zinterpretowane w dwójnasób i jedno może wywołać smutek lub żal, to ja myślę o tym drugim.
  • Możesz zarówno poprosić mnie o zrobienie czegoś lub powiedzieć jak to zrobić, ale nigdy jednocześnie.
  • Jeśli wiesz jak to zrobić lepiej, to po prostu zrób to.
  • Jeżeli zadajesz pytanie, na które nie oczekujesz odpowiedzi, oczekuj odpowiedzi, której nie chcesz usłyszeć.
  • Nie pytaj mnie co o tym sądzę, dopóki nie jesteś przygotowana na rozmowę na temat seksu albo mojego hobby.

Napisałem 26. października 2007 o 10:23. Komentuj (4)

Stare fotografie

Nie aż tak bardzo stare. Nie z mojego dzieciństwa, ale z czasu, kiedy poznałem AW. Kiedy mieliśmy wspólne plany, wspólny czas, wspólne...

Bardzo się zmieniliśmy. Na pierwszy rzut oka z wyglądu. Ja przytyłem, ona schudła. Jesteśmy "odrobinę" starsi, co widać nie tylko po rysach twarzy. Oboje nie myślimy już jak kiedyś. Więcej spraw jest niemożliwych. Więcej terytoriów, na które raczej nie będziemy wchodzić, bo to teraz terytorium wroga. Coraz więcej nas dzieli.

Mamy większe możliwości, ale więcej spraw jest niemożliwych.

Napisałem 29. października 2007 o 09:28. Komentuj (4)

Hipnotyzer poszukiwany

Może być hipnotyzerka. Byle umiał robić takie rzeczy. Albo jeszcze lepiej - nauczył mnie to robić.


Napisałem 30. października 2007 o 09:05. Komentuj (3)

Do kiedy to wszystko?

Wczoraj było na blogu wesoło, choć jeśli podejść do sprawy refleksyjnie, to chyba nie wszystkim.

Ostatnio obserwuję, że człowiek, który żyje ze świadomością śmierci, ma zupełnie inną perspektywę. A ponieważ sam ostatnio zastanawiam się choćby nad tym, czy dożyję do emerytury, czy nie "skończę się" już niebawem, to sam zaczynam mieć świadomość śmierci. Co ciekawe, wcale nie wywołuje ona żadnego strachu. Raczej spokój i wyciszenie. Wtedy przestaje się liczyć tak wychwalana przez poetów miłość, bez znaczenia są nasze ludzkie namiętności. Praca jest bez znaczenia. Co się więc liczy? Otóż... nic i chyba to jest w tym wszystkim najbardziej pociągające.

To nie z powodu zbliżającego się święta. Mam tak od jakiegoś czasu, zupełnie niezależnie.

Napisałem 31. października 2007 o 09:53. Komentuj (6)