główna
przeczytaj
e-mail
księga
linki

Archiwum:
2019:7 6 5 4 3 2 1 
2018:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2017:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2016:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2015:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2014:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2013:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2012:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2011:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2010:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2009:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2008:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2007:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2006:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2005:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2004:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 


Zatrzymane

W zasadzie nie mam już większej ochoty pisać, bo niby o czym? Jeśli jednak coś się dzieje, to należy użyć odpowiednika aparatu fotograficznego, żeby zatrzymać chwilę. Kto to tak myślał? Faust? "Trwaj chwilo, jesteś piękna"?

Niestety byłem z kolegą. Gdyby nie to, wspomnienie mogłoby być zgoła inne. Przyjemniejsze lub... zgoła zupełnie inne. Któż to wie... Wsiedliśmy do autobusu komunikacji miejskiej. Tego, który kojarzę, ale o tym za chwilę. Moją uwagę zwróciły dwie twarze. Obie nietypowe, obu nie można nazwać pięknym. Miały w sobie coś szpecącego, co jak się okazuje, nie pierwszy raz zwraca moją uwagę. Lubię odrobinę szpetoty, niedoskonałości.

W obu przypadkach oczy były szare. Jedna z twarzy nie była niczym zainteresowana, podczas gdy druga wyraźnie zauważyła, że ją obserwuję. Nie miała nic przeciwko temu. Kiedy zwolniło się miejsce siedzące, jej właścicielka usiadła. Za chwilę miejsce obok się zwolniło - jej wzrok nieomal zapraszał, żebym również usiadł. Usiadłem i natychmiast poczułem na swojej łydce jej łydkę i jej ciepło. Jej podrapane przez kota dłonie bawiły się frędzlami z chustki, ale oczy podczas całej nieomal podróży nie spojrzały na mnie ani razu, choć chciałem, żeby nasze oczy się spotkały. Spotkały się dopiero kiedy wysiadałem - wtedy zobaczyłem też uśmiech i odwzajemniłem go. Kolejny raz obowiązek wygrał z chucią. A może to nie obowiązek, tylko obecność kolegi?

A propos kojarzenia: dlaczego jestem takim psem Pawłowa? Chyba wszyscy są. Ale to tylko ja, kiedy wysiądę z pociągu i czekam na przystanku myślę o jednej z nich. Kiedy inny pociąg mniej więcej w środku podróży zatrzymuje się na dworcu a obok niego na tym samym peronie staje inny, myślę o drugiej z nich. O tej najwspanialszej. Kiedy niedawno pisałem o zapachach okazało się, że dwa z nich są w mojej głowie na tyle mocno, że wcale nie muszę ich czuć, żeby pojawiały się odpowiednie skojarzenia. Odpowiednie, czyli związane z tymi zapachami, bo nie oba są miłe.

Napisałem 7. października 2009 o 19:28. Komentuj (5)

Czy

Osoba, której życiem kieruje kobieta. Nie mam na myśli mojego teścia. Można toto nazwać mężczyzną?
Napisałem 10. października 2009 o 22:30. Komentuj (2)

Wrażenia z podróży i nie tylko

Czyli z życia, bo przecież moje życie w znaczącej części to podróż. I to wcale nie w przenośni, tylko całkiem realnie.

Nie ma chyba gorszej podróży pociągiem niż w towarzystwie kobiet. Wszędzie znajdują się walizki, torby, torebki, płaszcze, chustki... Nie ma miejsca na nic. W szczególności na moją kontuzjowaną nogę. Nawet widoki i zapachy nie są w stanie zrekompensować niewygód.

A swoją drogą - odrobina odwagi pewnie by się jednak przydała.

Stara miłość zaczyna znów we mnie ożywać. Cóż jednak z tego?

Napisałem 12. października 2009 o 22:58. Komentuj (1)

Dziwna wtorkowa wieczorna wrażliwość

Nie miałem ochoty spędzić kolejnego wieczora przed telewizorem, jedząc zamówioną pizzę. Tym bardziej, że pizzę zjem jutro, jak zwykle w takiej sytuacji. Wybrałem się więc "na wycieczkę", której częścią była konsumpcja. Dla zorientowanych - konsumpcja nie ma nic wspólnego z zakupami. Objawy dziwnej wrażliwości objawiły się więc przy stoliku.

Pierwsza "odkrywczość", która przyszła mi do głowy, to znów zabawa w skojarzenia. Zauważyłem, że są miejsca, które z kimś kojarzę, chociaż nigdy tam razem nie byliśmy. MS kojarzę z plażą w Kołobrzegu, chociaż byłem tam z AW. Złote Tarasy kojarzę z kimś, kogo "inicjałów" nie podam, ale byłem tam z KK. Stadion Dziesięciolecia kojarzę z VW, chociaż nie byłem tam z nikim.

Kiedy patrzyłem na dwie dziewczyny, zauważyłem z daleka czerwone paznokcie. A pomyślałem "Czy ona jest ogolona? A jej koleżanka? Może powinienem je zapytać?" W ogóle ostatnio moje myśli są coraz bardziej samcze. Żałuję, że tak patrzę i mile wspominam, kiedy siadając w autobusie koło kobiety nie miało dla mnie znaczenia, że to właśnie kobieta. Dzisiaj ma i powoduje, że w mojej głowie... daruję sobie dalszą część wynurzeń.

Przy innym stoliku siedział hindus (przynajmniej z urody) i rozmawiając z dziewczyną, coś "klepał" na notebooku. A ona... a ona nawet nie wyglądała na znudzoną. Może nawet odrobinę zainteresowaną. Co ciekawe, nie wyglądała na związaną z nim uczuciowo. Służbowo też nie, ale byli ze sobą bardziej właśnie w taki sposób na dystans. Kiedy on tak "klepał", popatrzyłem mu na ekran. Wtedy w mojej głowie było oczywistym, że komputer, choć dotąd uważałem, że stosuje się go do stosunkowo wąskiego zakresu zastosowań, może służyć prawie do wszystkiego. Naprawdę nigdy tak nie uważałem, ale dziś wieczorem siedząc, byłem przekonany, że tak właśnie jest.

W drodze na przystanek zauważałem różne przejawy wzajemnej... czułości. Niestety bolało. Nikt chyba już nigdy nie dotknie mnie tak, jak ona dotykała jego. W moim życiu nie ma żadnej bliskości i czułości. Jest owszem seks, ale tylko taki zwierzęcy. Jedyna nadzieja to BW i DW.

Były jeszcze myśli o ludziach wyjadających jedzenie po innych. Ale jakoś "odparowały".

Na szczęście zdążyłem na tego idiotę. Lubię coś innego niż to, co jest w mojej głowie.

Napisałem 14. października 2009 o 00:49. Komentuj (5)

Obserwator

Co ja wiem o zwykłym, normalnym życiu? Nie mam problemów finansowych, zdrowotnych generalnie też nie. Nikt w mojej rodzinie nie ma problemów z alkoholem czy narkotykami. Ja mam z kobietami, ale chyba póki co dobrze się maskuję. Poza tym - czy z kobietami można nie mieć problemu? Żyjąc sobie nieomal jak pączek w maśle nie bardzo widzę, jak żyją ludzie wokół mnie; że brakuje im na przyjemności (im pieniędzy a mnie czasu), jedzenie, ubranie. Z różnych powodów nie mogą rozwinąć skrzydeł; mają za sobą złą przeszłość, walkę z chorobą lub nałogiem...

Powinienem być zadowolony, może nawet szczęśliwy. Mimo to - nie jestem. Jestem zamknięty w swoim malutkim pudełeczku, które okłamując sam siebie nazywam wielkim światem. Co z tego, że za własne pieniądze mogłem zobaczyć miejsca, o których inni mogą pomarzyć, zobaczyć w filmach a może nawet nie wiedzą, że istnieją? Nie czuję, że żyję. Świat kręci się beze mnie, gdzieś obok. Czasem patrzę na niego przez szybę, przytykam nos i wydaje mi się, że tam jestem.

Zawsze byłem obserwatorem.

Napisałem 16. października 2009 o 18:07. Komentuj (2)

Lubię

Lubię do niej chodzić. Zawsze spotyka mnie tam miła niespodzianka. Ostatnio były to jej uda. Oba. A to, co lubię najbardziej - na odległość, ale nie taką odległą.
Napisałem 17. października 2009 o 23:18. Komentuj (4)

Obiecanki - kolejny raz

To juz nie pierwszy raz... Czy jest więc jakikolwiek racjonalny powód, żebym ja robił inaczej? Dotrrzymywał słowa? Był miły, ciepły i opiekuńczy?

BW i DW są coraz dalej.

Napisałem 26. października 2009 o 06:47. Komentuj (1)

Czy rzeczywiście?

Patrzę na coraz mniej "mojego" BW. Nie dlatego, że coraz większy wpływ na niego ma środowisko. Dlatego, że zbyt rzadko go widzę, że z coraz większą ilością spraw zwraca się do AW. Nie jestem zazdrosny, bo nie ma o co. Odbieram to raczej jako wyrok lub jak kto woli zrządzenie losu, choć pewnie mógłbym coś z tym próbować robić...

Więc jak już tak patrzę, to zastanawiam się czasem. Taką wielką przyjemność sprawia mu nauka, choć nie chodzi jeszcze do szkoły; poznawanie nowych, wcale już nie dziecinnych rzeczy i spraw przynosi mu wielką frajdę, satysfakcję, zadowolenie. Zastanawiam się, kiedy ludzie gubią w sobie to śmiałe patrzenie w przyszłość, brak barier, zadowolenie z tego, co się właśnie dzieje. W którym momencie znika pasja a pozostaje obowiązek, poczucie odpowiedzialności i nic więcej. Czy RZECZYWIŚCIE życie polega na podejmowaniu słusznych decyzji, jednak słuszne musi oznaczać nudno, nieatrakcyjnie, bez satysfakcji, wbrew sobie? To pytania, które w mojej duszy brzmią wcale nie tak, ale jak zwykle mój "warsztat literacki" nie pozwala mi się wyrazić właściwie - czuję wyraźnie, że jest "za ciasny".

Pewna kobieta mawiała, że to wszystko gówno naprzeciw wieczności. Ciekawe, czy właśnie tam, w wieczności potwierdzają się jej słowa...

Napisałem 30. października 2009 o 12:12. Komentuj (5)