główna
przeczytaj
e-mail
księga
linki

Archiwum:
2019:7 6 5 4 3 2 1 
2018:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2017:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2016:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2015:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2014:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2013:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2012:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2011:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2010:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2009:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2008:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2007:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2006:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2005:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2004:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 


Anonimowy świat

Tym razem się czegoś naczytałem i stwierdzam, że w czasach mojej młodości (ale to zabrzmiało, przecież aż taki stary to jeszcze nie jestem, chociaż w dzisiejszych czasach, kiedy poza młodością nie liczy się praktycznie nic...) wszystko było zupełnie inne. Rzeczy miały swoje miejsce, swoją wartość, swój czas. Tak samo ludzie.

Dzisiaj, mimo większego dostępu do świata (technologie internetowe, telewizja, telefony, itp.), izolujemy się. Nie chcemy, żeby ktoś zaglądał nam w nasze życie, bo sami przecież wiemy najlepiej. Z drugiej strony modny jest swego rodzaju ekshibicjonizm i podglądanie innych. Potrafi podniecać, że ktoś na nas patrzy bądź coś o nas wie z jednej strony, bądź z drugiej lubimy przyglądać się innym w najintymniejszych sytuacjach.

Przekraczamy kolejne granice, ale to wcale nie sprawia, że mamy dość. Sam zastanawiam się, czy pewnego razu nie przeżyję kilkunastominutowego romansu w pociągu czy samolocie. A może jadąc własnym samochodem, czy spacerując po centrum handlowym spotkam kogoś, na kogo zwrócę wyjątkową uwagę? Na chwilę oczywiście, bo wszystko jest tylko chwilą... A może za jakiś czas ta uwaga nie będzie musiała być wcale wyjątkowa, bo wystarczy zwyczajne, szczere, ciepłe spojrzenie? Ostatnio coraz mniej w nas prawdziwej czułości, szacunku, zrozumienia inności, zaakceptowania jej. Z jednej strony gonimy za szczęściem, sięgamy do gwiazd, zdobywamy niezdobyte dotąd tereny (w przenośnym sensie oczywiście), sądząc, że to nas uszczęśliwi. Tyle, że coraz mniej wiemy, czego chcemy, czego nam tak naprawdę brak, co może nas zaspokoić i uciszyć to, co w nas jest, co boli, co nie pozwala zasnąć, co każe tęsknić...

No tak. Piszę "my" a przecież mam na myśli siebie. Ale to oczywiste, przynajmniej dla mnie.

-------------------------
Statystyka: postanowiłem z niej zrezygnować. Chyba przestała być dla mnie ważna. Przynajmniej w tej chwili. Jeśli zmienię zdanie, będę ją kontynuował.

Więc ostatni raz: dwa punkty, jeden z nich w cudownym stylu...

Napisałem 3. listopada 2004 o 12:04. Komentuj (1)

Szczerze mówiąc

Nie ma się co przerażać - nie będzie epokowego odkrycia, bo zawsze piszę tu szczerze to, co myślę. Tyle, że nie zawsze mam ochotę na aż tak poważne zagłębianie się w siebie, żeby wszystko, co dzieje się we mnie zobaczyć jasno i przejrzyście. Więc pewne rzeczy muszą we mnie niejako same dojrzeć, dorosnąć, doczekać się swojego miejsca w kolejce. Albo jak kto woli - nabrzmieć. Tyle, że nabrzmieć wcale nie koniecznie musi oznaczać coś złego, niewygodnego, bolącego. Ale do rzeczy.

Otóż zauważyłem, że codziennie rano, kiedy wstanę, otworzę oczy, ubiorę cokolwiek na siebie (wydało się, śpię nago) i pójdę do łazienki, myślę. I może nie samo to jest zaskakujące, bo jak by nie było, jednak należę do gatunku homo sapiens. Zastanawiające jest to, że myślę zawsze tak samo i o tym samym. Mają rację Ci, którzy znają troszeczkę ciało mężczyzny i wiedzą o tak zwanym porannym wzwodzie, kojarząc go jednocześnie z moimi od jajkiegoś czasu jednakowymi myślami.

Dodając do tego powszechnie znane statystyki dotyczące zjawiska różnie nazywanego, a mówiące, że większość mężczyzn onanizuje się, łatwo o wniosek na mój temat. Tyle, że akurat w tym momencie dnia ów wniosek jest jak najbardziej fałszywy. Nie robię tego rano, bo nie myślę dokładnie tak, jak może można się tego domyślać.

Chyba w ogóle nie myślę tak, jak wydaje się to innym. Tu miejsce na małą dygresję, choć nie aż tak bardzo odbiegającą od dzisiejszego tematu. Czytałem u kogoś, że kiedy mija atrakcyjną kobietę, to zawsze wyobraża sobie z nią seks oralny. Język, usta, oczy, odczucia, dźwięki itd. (na pewno większość statystycznych Polek i Polaków wie o co mi chodzi). A ja? Wcale nie. Kiedy mijam na ulicy kobietę, to myślę wtedy tak samo, jak właśnie rano w łazience, kiedy jeszcze mam wzwód.

Wiem, nie napisałem jak myślę. Dlaczego? Bo właśnie teraz myślę, że ja i tak wiem jak i za jakiś czas pownienienem po treści całej notki odtworzyć to odczucie w swojej pamięci. A jeśli ktoś to czyta i zechce wiedzieć? Jak jesteś facetem, to (przepraszam, jeśli Cię nie doceniam) pewnie i tak tego nie zrozumiesz. A jak jesteś kobietą, to kiedy ta wiedza będzie Ci naprawdę potrzebna, na pewno natychmiast i bez trudu ją zdobędziesz. Teraz nie musisz nic wiedzieć poza tym, że gdzieś ktoś coś czuje. Codziennie rano o 7:30. Bo myślę dlatego, że czuję.

* - Niestety od jakiegoś czasu oprócz mnie, AW i BW w naszym domu mieszka prawie na stałe ktoś jeszcze, kto opiekuje się naszym małym BW i stąd ta konieczność włożenia na siebie czegokolwiek, aby nie krępować tego kogoś mieszkającego. Bo jak dla mnie mogę chodzić rozebrany, jeśli wiem, że innym to nie przeszkadza. I oto "wyłania się" okazja. Chcesz sobie na mnie popatrzeć? Nie ma problemu. Napisz, coś z tym spróbujemy zrobić. Już widzę te stada chętnych... A gdybym jeszcze dodał, że jak mi sie spodobasz, to pozwolę podotykać, to po prostu.... :)))

Napisałem 15. listopada 2004 o 12:15. Komentuj (4)