główna
przeczytaj
e-mail
księga
linki

Archiwum:
2019:7 6 5 4 3 2 1 
2018:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2017:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2016:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2015:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2014:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2013:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2012:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2011:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2010:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2009:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2008:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2007:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2006:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2005:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2004:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 


Jesienne podsumwania

Jesień bywa okazją do podsumowań. Dla mnie podsumowania będą krótkie: wszystkie te kobiety, o których kiedyś pisałem, jakoś inicjałami nazywałem, które jakoś żyły w mojej głowie... dalej sobie żyją. Tyle, że z dala ode mnie. Normalne, prawda? Na myśl przychodzą mi słowa pewnego wiersza, który kiedyś pewna dziewczyna tak pięknie, choć w kontekście ludzkiego życia, umiała wypowiedzieć:

Wszystko się kiedyś kończy

To nie powód do żalu czy smutku. To naturalna kolej rzeczy. Jak to, że po nocy przychodzi dzień a po burzy spokój (A.Sikorski). Jak to, że kiedy idziesz do dziwki, możesz złapać wstydliwą chorobę, którą pani doktor nazywa szeptem.

Jakie życie, taka śmierć
nie dziwi nic...

(J.Cygan)

Napisałem 5. listopada 2007 o 10:50. Komentuj (11)

Śpiewająco

Zacznijmy dziś śpiewająco! Dlaczegóż by nie? Krzysztof Daukszewicz śpiewał wszakże:

Tyle mi zostało, co mi nakapało.
Jak przyjdzie milicja, będzie prohibicja.


Właśnie. Ile mi zostało i na co jeszcze na pewno mam szansę, a na co już nie? Co wygrałem, co przegrałem (a co diabli wzięli? akurat w to nie bardzo wierzę). Wszystko to w ramach kontynuacji jesiennych, jednak smutnych podsumowań. Więc do roboty.

Praca. Myślałem, czy zmienić. Gdybym zmienił, to na razie tylko po to, żeby próbować wydobyć się z tej swojej gnuśności, zobojętnienia i poczucia demoralizacji. A więc raczej nie w celu robienia kariery. W ogóle myślę, że kariera, którą zrobiłem dotąd jest dla mnie wystarczająca. Powoli przestaję mieć ochotę na robienie coraz to nowych rzeczy i naukę tylko po to, żeby w pewnym momencie znów zapytać "i co dalej", tyle że z większą już głową.

Rodzina. AW (podobno żona to nie rodzina) jest jaka jest i nie spodziewam się jakichś drastycznych zmian. Również w sobie. Może co najwyżej powoli, jak po grudzie. Jednak kiedy marzę o wspaniałym seksie, o którym nie jeden raz pisałem, o bliskości i czułości, których mi brak, choć już przyszło przywyknąć, to na myśl przychodzi mi dantejski napis na piekielnych bramach. TG coraz częściej wybiera się na tamten świat i obawiam się, że z czasem będzie miała coraz więcej racji. Jej czas kiedyś minie, choć chciałbym, żeby się jeszcze nacieszyła swoim nowym facetem. Ciekawe, czy ona też robi takie podsumowania.

Dzieci. Gdybym ich nie miał, po co byłoby żyć? Nie wiem. Nie zmienia to faktu, że więcej ich nie będzie, choć podobno cuda się zdarzają. Tylko im zawdzięczam chwile, w których czuję, że jestem kochany. Trwają chwileczkę, sekundę, ale są. No i mam powód, żeby się choćby teraz z tego powodu poryczeć.

Czy coś jeszcze się w życiu liczy? Niektórzy powiedzą: Bóg. Liczę na to, że wciąż patrzy z góry i kiwa z politowaniem głową...

Napisałem 6. listopada 2007 o 17:35. Komentuj (8)

Wyłączam się

Najłatwiej wszystko zrzucić na jesień, pogodę, zły stan zdrowia. To już dwa tygodnie, jak mam kłopoty z myśleniem. Wyłączam się. Nie tylko - jak zwykle - na niczym mi nie zależy, ale nawet jeśli nachodzą mnie przebłyski chęci do zrobienia czegokolwiek - nie mam siły. Najbardziej męczy mnie to z tego powodu, że nawet nie wiem co tu pisać, bo w głowie pustka. Gdzieś obok chyba jest jakieś życie? Nie wiem, nie kontaktuję się z nikim. Ciągle praca - dom. W pracy nic. W domu nic.

Czas zapaść w sen zimowy, jeśli jest się misiem.

Napisałem 15. listopada 2007 o 17:01. Komentuj (9)

Impreza firmowa

Z góry przepraszam za błędy. W najbliższym czasie , jak wytrzeźwieję, to poprawię.

Nie chciałem jechać, ale stało się. Najpierw nasiadówa, słuchanie arcyciekawych wykładów. Wreszcie, jak to zwykle, zajęcia w grupie, integracyjne. Była walka na śmieszne atrapy mieczy. Wygrałem. W nagrodę mam prawdziwy miecz. W tej chwili koledzy obtańcowują hostessy. Ja, ponieważ "muzyka w tańcu mi nie przeszkadza", nawet mimo odpowiednio wysokiego stężenia alkoholu we krwi (jutro w siadam w samochód i wracam do domu), nie tańczę. A tak naprawdę to chyba nie lubię. Choć czasem żałuję, bo miło byłoby podotykać obce kobiety. Tak naprawdę, to chciałbym się poprzytulać, "pomiziać" i tyle. Na nocne towarzystwo również nie liczę, bo jutro badanie, czyli od trzech dni - jak to wyraziła się niedawno pani doktor od chorób wstydliwych - jestem "święty".

Był zespół czterech sympatycznych, tańczących dziewczyn. Były śliczne, choć każda inaczej, na swój sposób. Jedna nieśmiała, druga wyzywająca. Trzecia ujmująca, trzecia z pozoru niepozorna. Żadnej z łóżka bym nie wypędził.

A do tego miejsce. Przejeżdżałem przez most, który ponoć budował mój ojciec. Widać go z okna. Jutro pewne sfotografuję, ale nie pokażę nikomu. Wystarczy, że moje smutne wspomnienia ożyły.

Dobrej nocy. Niektórym stosunkowo udanej.

Napisałem 21. listopada 2007 o 01:13. Komentuj (4)

Ciężarna

Takie sobie nieciekawie brzmiące słowo. Za to kobieta z brzuszkiem brzmi wspaniale. Zawsze mi się takie panie podobały, wywoływały różne odczucia. Wzruszenie, kiedyś też zazdrość. Teraz zachwyt i podniecenie. Podniecające jest też to, że często seks jest dla nich wyjątkowo podniecający. Bardziej niż kiedykolwiek indziej. Czasem myślę sobie, że mam ochotę. W weekend sobie przynajmniej popatrzę.
Napisałem 23. listopada 2007 o 17:06. Komentuj (2)

Bez pomysłu na tytuł. Trochę intymnie, trochę cynicznie, może nawet trochę wulgarnie.

Podczas kupowania odrobinę nietypowej bielizny powiedziałem tym razem głośno, wyraźnie i dosadnie, że zupełnie nie wie, co mi się podoba, co mnie podnieca, co mnie interesuje. W zasadzie sama to stwierdziła na podstawie tego, co oglądałem i proponowałem do przymierzenia. Chyba wzięła to sobie do serca (a może to za dużo powiedziane), bo wieczorem chciała sprawiać wrażenie zainteresowanej zbliżeniem. Bielizny sama nie dała rady założyć i nie miał jej kto pomóc, więc nie zrobiła na mnie w ten sposób wrażenia, jakiego chciała. Wygląda więc na to, że będę jej pomagał w jej ubieraniu, żeby mogła zaskakiwać innych. Nawet mi to pasuje, tylko czy ona się odważy? Czy kiedyś zechce się - wszystko jedno komu - podobać (oczywiście w takim erotycznym sensie) i czerpać z tego przyjemność?

Seks to jak zwykle przekładanie prezerwatywy z szuflady do szuflady.

Napisałem 26. listopada 2007 o 09:56. Komentuj (5)

Po cichu

Każde kładzie się cicho do łóżka. Cicho szczególnie wtedy, kiedy jest w nim to drugie. Trochę to wygląda na unikanie się a raczej unikanie czegoś bliższego. Ja tam jestem przyzwyczajony, że radzę sobie sam, choć wcześniej czy później, jeśli nic się nie zmieni, rzecz zakończy się znów jak wcześniej. Coraz częściej znów wspominam "te inne".

Wynik badania jest lepszy, niż się spodziewałem. Jeszcze miesiąc i... zobaczymy, czy to coś zmieni w powyższej sprawie.

Napisałem 28. listopada 2007 o 13:55. Komentuj (5)