główna
przeczytaj
e-mail
księga
linki

Archiwum:
2019:7 6 5 4 3 2 1 
2018:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2017:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2016:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2015:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2014:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2013:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2012:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2011:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2010:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2009:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2008:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2007:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2006:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2005:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2004:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 


Głaz

Coraz bardziej wygląda mi to na kontrakt. Taką dwustronną umowę, gdzie obie strony powinny oczekiwać jakichś korzyści i jednocześnie poddać się jakimś zobowiązaniom wobec drugiej strony. Mówi, że kocha. Mówi, że kocha całego. Ale pewne rzeczy są fe. Jednak po dwudziestu (omg, to już TYLE) latach jest zmiana. Okazuje się jednak, że to przecież tylko dlatego, żeby sama miała prawo do jakichś tam innych oczekiwań, czyli roszczeń. Okazuje się więc, że dotychczasowa miłość była zbyt słaba. Dopiero poparta dodatkowymi potrzebami ostatnich miesięcy jest ok.

Jak tu nie być cynicznym? Prosto - wystarczy być sobą "po liftingu" tych wszystkich lat, czyli zimnym, betonowym głazem.

Często na blogach czytam "faceci to...", "mężczyźni są...". Takie tam uogólnienia. Czy to daje mi prawo napisać, że "kobiety to..."? Na przykład bardzo wyrachowane stworzenia, które miłość postrzegają przez profil własnych korzyści.

Napisałem 2. listopada 2009 o 17:05. Komentuj (4)

Doborowe towarzystwo

Jako że życie upływa mi na podróżach, to wrażenia "z życia" wciąż są podróżne. Towarzystwo było doborowe.

Mężczyzna w wieku około 60 lat, czytający najpierw Wyborczą, potem (nie zgadlibyście) Party, wreszcie na koniec Fakt. Dziwna mieszanka, szczególnie to pośrodku dodaje specyficznego smaku.

Mężczyzna w wieku około 30 lat, czytający książkę o księdzu Jerzym. Zjadający kanapki, zapijający herbatą z termosu. Żonaty, ze srebrnym różańcem na palcu. Nie miał moherowego beretu, co mnie trochę zaskoczyło.

Para. On z trzęsącymi się rękami. Pewnie jakaś choroba. Za to ona - marzenie, choć nie wiem dlaczego, bo nie wyglądała jakoś niesamowicie. Raczej zwyczajnie, ale czułem od niej (a może do niej?) coś wyjątkowego. Gdyby nie on, może "przylepiłbym" się do niej.

O kobiecie naprzeciw napiszę tylko, że byłem ciekaw co ma między nogami. Mimo jej wieku.

Napisałem 6. listopada 2009 o 09:49. Komentuj (4)

Moc i zdziwienie

Kobiety mają moc "urodzić" mężczyznę. Mają również moc go zabić. A potem się dziwią, że go nie ma.
Napisałem 9. listopada 2009 o 10:18. Komentuj (7)

Czuję

Chociaż miłość to nie uczucie, mimo to dziś ją czuję. Może to i miłe. Na pewno rozczulające.
Napisałem 17. listopada 2009 o 22:43. Komentuj (3)

Listopad

Znów wrócił. Nie mam w tym czasie jakichś dobrych wspomnień. Raczej złe. Wbrew temu cieszę się, że wrócił, choć sądzę, że to ona.
Napisałem 18. listopada 2009 o 19:32. Komentuj (1)

Przyjemność a bycie w zgodzie

Bycie w zgodzie z samym sobą oczywiście. Inni nie mają tu nic do rzeczy.

Podejrzewam, że ktoś będzie wiedział, dlaczego się nad tym zastanawiam. Na jednej szalce wagi kładę stosunkowo (śliczne słowo) ciężki odważnik w postaci przyjemności. Wydaje się, że jeszcze cięższym jest "akceptacja", ale dzisiaj widzę to jakoś inaczej. Pewnie taka "aura". Do tego dodaję pseudoodważniki w stylu "poprawia krążenie krwi". Inne chwilowo bądź permanentnie - nie wiem - nie przychodzą mi do głowy. Na drugiej szalce kładę najpierw wydawałoby się te najcięższe odważniki, ale dla mnie (nie słyszałem o żadnej teorii relatywizmu masy) wyjątkowo lekkie, jak na przykład "żona", "miłość", "co powiedzieliby znajomi, gdyby się dowiedzieli". Waga ani drgnie? To zależy. W zależności od czasu wahała się wielokrotnie. Czasem cięższa była "przyjemność", czasem wystarczało "chce mi się spać", żeby "przyjemność" poszybowała w górę.

Ostatnio z niewiadomych dla mnie dotąd przyczyn, waga uparcie trwała w bezruchu. Wygląda na to, że ktoś cichaczem na drugiej szalce dołożył "zgodę z samym sobą". Dopiero dzisiaj udało mi się ten odważnik zauważyć. Jak długo będzie ciężki?

Napisałem 20. listopada 2009 o 15:00. Komentuj (0)

Sobotnia wycieczka po mieście

Tak na prawdę to żadna wycieczka, ale cóż za różnica? Miałem okazję obserwować tatusiów spędzających czas ze swoimi synkami. Czasem z jednym, czasem z dwoma. Właśnie: tatusiów, czy ojców? Na myśl przyszła mi przeszłość, której nie znam z autopsji. Nawet nie wiem, czy znam - tak mi się tylko wydaje. Najprecyzyjniej rzecz ujmując - mam w głowie obraz z przeszłości na podstawie wszelkiej maści mediów: filmów, książek, artykułów.

Dzisiejszy tatuś (pozostanę przy tym słowie w odniesieniu do teraźniejszości) bawi się dziećmi, wyciera pupę, zmienia pieluchy. Wydaje się, że to sposób wyrażania miłości. Chociaż moje pytanie brzmi: miłości do kogo?

Dawny ojciec nie był obecny przy porodzie - to była domena kobiet. [Czy to dobrze, czy to źle - nie wnikam. Nie wszystko należy wartościować.] Wielu rzeczy, które robią tatusiowie, ojciec nie robił. Czy był przez to kimś gorszym? Czy nie kochał dzieci? Nie sądzę.

Tatuś to trochę kumpel dla dziecka. A dla matki? Tu bywa różnie. Czasem zastępczyni "mamy podstawowej", czyli ktoś, kto niczym oprócz płci nie różni się od matki, jednocześnie będąc "w defensywie", czyli bez realnego wpływu na to, co się dzieje. Innym razem to (skoro dla dziecka kumpel) kolejne dziecko, które samo nic nie jest w stanie. Skoro jest matka i dzieci, to tatuś jest również samcem-dawcą nasienia. Kochankiem - bywa, choć po urodzeniu dziecka zdecydowanie rzadziej. Czy jest mężczyzną? W moim mniemaniu zbyt rzadko.

Kiedy cofam się w myślach w czasie, to ówczesny ojciec był dalej od rodziny, za to miał swój własny świat. Z tego powodu był kimś i właśnie to stanowiło o jego wartości. Miał wpływ na świat wokół siebie. Nie świat "brudnego tyłka dziecka", tylko świat wartości.

Ojciec ztatusiał. Zniewieściał. Stał się nijaki, bez wyrazu. Bez wartości. Choć patrzę na innych, piszę głównie o sobie.

Napisałem 21. listopada 2009 o 13:12. Komentuj (4)

Poważne odpowiedzi

Poeta miał na myśli, że się zastanawia, kto jest ważniejszy: dziecko, czy małżonek/konkubent/partner/chłopak/facet (niepotrzebne skreślić, właściwe pozostawić).

Dziś zadawano mi poważne pytania na poważne tematy. Odpowiadałem więc poważnie. Zdziwiłem się, że takie wypowiedzi zawierają treści zgoła odmienne od tych w tym samym temacie, jednak wygłaszanych mniej poważnie.

Napisałem 25. listopada 2009 o 16:07. Komentuj (2)