główna
przeczytaj
e-mail
księga
linki

Archiwum:
2019:7 6 5 4 3 2 1 
2018:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2017:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2016:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2015:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2014:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2013:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2012:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2011:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2010:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2009:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2008:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2007:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2006:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2005:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2004:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 


Hydraulika

Nikt z czytających nie będzie mógł tego zweryfikować empirycznie, ale od czasu mojej wizyty w szpitalu, diagnozie i regularnym stosowaniu zaleconej terapii, hydraulika działa jak należy, czyli zaskakująco poprawnie.
Napisałem 19. listopada 2014 o 18:04. Komentuj (0)

Jak traktują nas inni?

Po zmianie pracy (już dosyć dawno temu) mam nowych kolegów. Może to jest okazją do refleksji, która przychodzi sama, bo sam przecież nigdy nie silę się na analizowanie swoich myśli - pozwalam im płynąć albo "zabijam" je. Nowe środowisko jest przeze mnie zapewne nawet w jakiś nieświadomy sposób obserwowane, aby dostosować się do niego, dopasować. Widzę więc, że różni ludzie reagują inaczej w zależności od tego, z kim rozmawiają, z kim mają kontakt w danej chwili. Nie zależy to nawet od ich formalnego stanowiska. Jest facet, z którym każdy - włącznie z jego przełożonym - przychodzi rozmawiać tylko o sprawach ważnych. Dlaczego? Bo w przeciwnym wypadku dowiedzą się nie wprost, że powinni częściej i z większą intensywnością używać głowy, inteligencji, sprytu itp. A poza tym to bardzo sympatyczny facet. Wiem, bo spędzam z nim całe dnie.

Są też inni. Na przykład tacy, których można ignorować. Dlaczego? Bo nie obrażą się, bo lubią sobie ponarzekać, ale nic z tego więcej nie wynika. Są też tacy, których trzeba ignorować, bo próba traktowania ich poważnie kończy się naszą frustracją.

Pytanie postawione w tytule powinno raczej brzmieć dlaczego pozwalasz, aby traktowano cię w taki sposób? Odpowiedź jest oczywiście różna w różnych przypadkach. Zapewne wynika z konstrukcji psychicznej, celów, które w życiu sobie postawiliśmy (bądź nie) i na ile poważnie i priorytetowo traktujemy ich osiągnięcie. Zapewne istotny jest nie tylko sam cel, bo wcale nie jest prawdą, że cel uświęca środki, czyli każdy sposób jest dobry.

Napisałem 20. listopada 2014 o 09:26. Komentuj (0)

Trzy inicjały

Wtedy, kilka lat temu.uważałem SB za kogoś... sam nie wiem jakiego. Może poszukującego w życiu czegoś wyjątkowego, nawet kosztem utraty pewnych rzeczy, kosztem nagięcia swoich zasad, dostosowania się czasem wbrew lub nawet przeciw sobie do kogoś innego, tylko dla jego własnej przyjemności. Może lubiła do kogoś należeć, ale kiedy pytałem ją dlaczego, nie bardzo znajdowała sensowne wytłumaczenie. Nie wiem co robi dzisiaj, ale zaimponowało mi to, że nie tylko zdecydowała się zostać stewardessą, ale nią została, że zrobiła test na HIV, że wydoroślała i stała się odpowiedzialna, ale jednocześnie nie utraciła chyba żadnego ze swoich marzeń.

GSP z kolei mówiła, że chciałaby zostać stewardessą i nauczyć się jednego z najpiękniejszych języków świata, choć nazywała go tylko pięknym. Nigdy więcej jej nie spotkaałem a nawet gdyby, musiałaby mi przypomnieć tamten dzień i tamto miejsce, może tamten temt, bo jej samej nie poznałbym teraz na pewno, pomimo dla mnie wyjątkowej urody, którą wtedy zrobiła na mnie wrażenie.

AO kojarzyłem i wciąż kojarzę z wielkimi brązowymi oczami, które potrafiły zapatrzeć się w mężczyznę w zachwycie lub może bezmyślności, z gładką,wypielęgnowaną skórą, nieco ciemną karnacją i... brakiem inteligencji. Mimo to jej świadomość samej siebie była zadziwiająca. Ale bardziej pamiętam ją ze względu na męża lekarza, który najpierw niczego nie był świadomy. Nie wiedział, że jest na świecie ktoś inny, którego jedno skinienie na AO wystarczyłoby, żeby mąż przestał być kimkolwiek ważnym. Kiedy dowiedział się jeszcze przed ślubem, miał do podjęcia poważną decyzję a skoro napisałem "mąż", to wiadomo jaką podjął. Nie wiem jednak, czy ten, który miał władzę na nią skinąć zrobił to i czy stała się najpierw na chwilę zachwytem, spełnionym marzeniem obojga, olbrzymią i nie do opanowania namiętnością, aby potem zostać jednym z eksponatów w jego muzeum. Ja pewnie na jego miejscu chciałbym mieć taki okaz i zapewne będąc w mojej sytuacji ale z jego możliwościami, w stosownym czasie skorzystałbym, nie zastanawiając się co będzie dalej. A może jednak zastanowiłbym się, jak z SB, która przecież nie stała się pierwszą z nich i wcale tego dziś nie żałuję.

Napisałem 22. listopada 2014 o 17:00. Komentuj (2)