główna
przeczytaj
e-mail
księga
linki

Archiwum:
2019:7 6 5 4 3 2 1 
2018:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2017:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2016:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2015:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2014:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2013:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2012:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2011:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2010:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2009:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2008:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2007:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2006:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2005:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2004:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 


RB zuważyła

że w czwartek bardzo podniosłem swoją statystykę. Może nie będę się zbytnio wywnętrzał o co chodzi, ale jest w moim życiu pewna czynność, której nie wykonuję tak często, jakbym tego chciał. Otóż czynność ta miała miejsce właśnie we czwartek, 29.01, o czym RB nie omieszkałem poinformować. Ona również chciałaby podnieść swoją statystykę, ale u niej od początku roku wychodzi 9 razy, więc jest znacznie lepsza, choć jej ideał to więcej niż 31 razy w miesiącu...

Pierwszy raz, kiedy się poznawaliśmy, RB zwróciła moją uwagę tym, że była nieprzyjemna i sprawiła mi przykrość. Ja "odwzajemniłem się pięknym za nadobne" i... po jakichś chyba dwóch tygodniach pisałem, że ją przepraszam. Okazało się, że moja poprzednia odpowiedź też nie była dla niej przyjemna. Potem od słowa do słowa, w końcu zostaliśmy świetnymi kumplami, może nawet przyjaciółmi. Teraz ona nie ma chyba problemu napisać mi najintymniejszych szczegółów a ja z kolei na pewno opiszę jej ze szczegółami jak przebiegło spotkanie z GW, które planuję na jutro. RB radziła mi nawet co zrobić, żeby AW (dotąd o niej nie pisałem a jest moją żoną) nie dowiedziała się, nie domyśliła itp.

Napisałem 2. lutego 2004 o 12:01. Komentuj (2)

W końcu piszę tu dla siebie

Co prawda jakoś mi tak dziwnie, że każdy może to przeczytać, ale... chyba musze się do tego przyzwyczaić, żeby na Was, którzy tu trafiacie, nie zwracać uwagi.

Więc do rzeczy. MS wydała mi się bardzo smutna, ale... dostałem od niej kolejną porcję fotek. Znów wygląda inaczej niż na wszystkich poprzednich. Doroślej, poważniej. Ale wcale nie dlatego, że niedawno miałą urodziny i czuje się rok starsza. Obejrzałem sobie fotki, posłałem jej porcję swoich. Przysłała SMS, że jej się podobają, że jestem fajny a ja na to, że chyba w końcu zobaczyła mój brzuch. Ona na to, że ona brzuch też ma, więc zacząłem przyglądać się jej zdjęciom dokładniej. I co? Jajco. Myślałem o tym, jak by to było wziąć w dłonie jej biodra, ale nie takie jak na zdjęciu, tylko zupełnie nagie, przybliżyć je i pocałować w połowie odległości między pępkiem a łonem.

GW potwierdziła, że chce się jutro spotkać. To będzie pierwszy raz. Dotąd były: najpierw bardzo poważne listy, które jednym swoim zamieniłem na korespondencję erotyczną, a potem coraz odważniejsze i gorętsze. Jedna rozmowa telefoniczna. W końcu doszło do tego, że czekamy oboje na jutro i nie bardzo wiemy, co sobie teraz nawzajem mówić. Za to poziom emocji rośnie w zatrważajacym mnie tempie. Nigdy tak nie miałem.

-------------
Dopisek:
O MS muszę napisać, a dotąd tego nie zrobiłem, że nikogo jej podobnego (oprócz mnie samego) nigdy nie spotkałem. Jest dla mnie kimś wyjątkowym. Tyle.

Napisałem 2. lutego 2004 o 14:25. Komentuj (0)

Dzisiaj nie mogę pracować

Moje myśli zaprzątnięte są GW. Jakie będą jej dłonie, usta, policzki? Może poznam coś więcej? Jestem przygotowany na wiele więcej, kupiłem nawet gumki. Nie potrafię normalnie myśleć. Wiem, że to co robię nie ma żadnej przyszłości, bo jest AW, którą kocham. To ciekawe, że nie napisałem dotąd o mojej żone. Chyba nikt nie jest w stanie zrozumieć, dlaczego to robię, że mimo AW spotykam się z GW. A ja nie będę tego tłumaczył. Tym bardziej, że chyba nikt mi nie uwierzy, ża kocham AW. Nikt oprócz tych, którzy zrobili kiedyś to samo...
Napisałem 3. lutego 2004 o 16:06. Komentuj (3)

Czy było warto?

Nie ma uniwersalnej odpowiedzi. Nie ma odpowiedzi dobrej dla każdego, tak przynajmniej podpowiada siedzący we mnie humanista, który wciąż uważa, że to jest dobre, co ja, patrząc na siebie, uważam za dobre. A tu... figa z makiem.

Powiedzmy szczerze: ten "humanista" to egoista. Odpowiedź więc jest. Brzmi: nie było warto. Jednak jest jedna dobra strona tego, co się stało. Wczoraj nie wiedziałem, ale dzisiaj już wiem, że

NIE BYŁO WARTO !!!!!!


Wcześniej marzyłem o jej zapachu. Wczoraj czułem go na sobie, ale chciałem się go pozbyć. Marzyłem o jej pocałunkach, ale dzisiaj chciałbym je zapomnieć. W ogóle chciałbym cofnąć czas. Ale nie jestem dzieckiem. Wiem, że to niemożliwe. Wiem też, że nie da się teraz żyć "tak po prostu", jakby nic się nie stało. Muszę coś z tym zrobić.

A teraz zdanie specjalnie dla Ciebie: było zbyt łatwo, niestety.

Napisałem 4. lutego 2004 o 10:55. Komentuj (3)

Kocham AW

Mimo wszystko. Mimo bólu, który z jej powodu czuję chyba codziennie. Czuję go fizycznie, jako mocne ściskanie w dołku. Ale wtorek nie był zemstą. Był próbą uwolnienia się od tego bólu, ukojenia go, usunięcia operacyjnie jego przyczyn. Niestety operacja nie powiodła się a pacjent czuje się gorzej. Zdiagnozowano u niego większą i silniejszą niż wcześniej przypuszczano miłość do małżonki. Niestety objawem tej choroby są wspominane wcześniej bóle w okolicach żołądka i pewnie tak już pozostanie. Chyba, że usunięty zostanie katalizator choroby - unikanie zbliżeń w każdym sensie. Nie tylko takich kojarzących się jednoznacznie z różnicą płci (choć ostatnio coraz głośniej słyszy się, że ta różnica wcale nie jest taka znowu niezbędna). Takich zbliżeń codziennych: emocjonalnych, myślowych i im podobnych. Takich ludzkich. Protestancki teolog powiedziałby: zbliżenia dusz. W odróżnieniu do ciała i ducha.
Napisałem 5. lutego 2004 o 14:26. Komentuj (2)

Proza życia...

Wczorajszy dzień to zwyczajna proza życia. Praca, potem wizyta u lekarza, wreszcie wieczór w centrum handlowym, obejście wszystkich sklepów z ciuchami, jakieś zakupy...

Najmilsze było to, że BW wnoszony przeze mnie do sklepu głośno dawał znaki Uwaga! Wchodzę!, na co wszystkie pracujące w sklepie panie odwracały się w jego stronę, uśmiechały się, zaczepiały. Tak miło patrzeć na uśmiechnięte twarze młodych, zadbanych, często ślicznych kobiet. Co ciekawe, po moim "występie" interesują mnie one jako kobiety wyłącznie z estetycznego punktu widzenia.

Interesujące byłoby dowiedzieć się, co o mnie myślą, patrząc na BW na moich rękach. Patrzą i głośno mówią, że jest śliczny. Pytają się między sobą, czy nie chciałyby mieć takiego "dzidziusia". Ciekawe czy pojawiam się w ich myślach jako ktoś, kogo pewna kobieta w swoim blogu z uporem nazywała reproduktorem?

Pojawiam się, czy nie - spóźniły się.

Napisałem 6. lutego 2004 o 12:37. Komentuj (0)

Zbliża się weekend

Jest już ciepło, więc jak to zwykł był mawiać mój znajomy AS, robactwo wyjdzie na ulice. Wiele pięknych kobiet będzie zdobywanych przez mężczyzn, którzy w sumie nie mają nic do stracenia. Szukają miłości. Takiej, o jakiej mają wyobrażenie. Takiej, jaką znają, jak ją widzą. A szukają jej tak, jak potrafią najlepiej.

Czasem znajdą przygodny seks gdzieś obok dyskoteki, z jakąś chętną dziewczyną, która... też na swój sposób szuka na swój sposób rozumianej miłości. Każdy w końcu potrzebuje miłości i bycia zaakceptowanym takim, jakim jest. Tylko czy to, co znajduje jest tym, co zaspokoi jego pragnienia? Nie chucie, nie pożądliwości, nie ugasi ogień ślepej namiętności, chociaż namiętność sama w sobie jest wspaniałym odczuciem.

Czy ktoś w ten weekend zaspokoi pragnienia swojego serca? Nie wiem, ale jeśli tak się stanie, to na pewno nie zrobi tego sam.

Napisałem 6. lutego 2004 o 17:27. Komentuj (1)

Koniec GW

Otóż GW nie może dla mnie dłużej istnieć (to nie to samo, co "może dla mnie nie istnieć"). Zakończyliśmy to, co na dobre się nie zaczęło. Właściwie ja zakończyłem, bo ona wciąż by tego chciała. Chciała mieć mnie więcej, mocniej, dłużej. A ja mam przecież AW, która w sobotę głaskała mnie po policzkach. Wycierała moje łzy, nie rozumiejąc ich ani trochę. Chociaż nie jest jedyną, która mnie nie rozumie, to jednak ona powinna najbardziej, bo jest mi najbliższym człowiekiem chodzącym po ziemskim globie. Jest też najbliższą mi kobietą w całym moim życiu, a nie żyję tu wcale aż tak krótko (nie przyznam się ile).

Sobota przebiegła leniwie i na "nic nie robieniu". Niedziela to również nic szczególnego. Weekend wyróżnia się tym, że swoje odwiedziny u nas rozpoczęła TGK, tyle że odwiedziny potrwają do środy.

A dziś poniedziałek. Piękna, deszczowa pogoda. W sam raz, żeby się nad sobą użalać. Ale nie zrobię tego. Nigdy tego nie robię. Raczej pójdę zrobić sobie kawę, zjem drugie śniadanie i pójdę sobie na mały spacerek.

Napisałem 9. lutego 2004 o 13:48. Komentuj (0)

A jednak

koniec GW nie jest taki oczywisty. Chciałem się od niej niejako uwolnić, zapomnieć, ale to nie takie proste. Co prawda treści wymienianych między nami listów były konkretne, jednak jej doskwiera brak kontaktu ze mną.

Jutro będzie ciekawy dzień, a raczej wieczór. Kilka lat temu założyłem się dwukrotnie z AP o coś tam i dwukrotnie przegrałem. Zadaniem przegranego jest rozebrać się dla zwycięzcy i jutro ona odbiera swoją nagrodę. Dopiero jutro, bo widujemy się dosyć rzadko i jak dotąd zawsze się wstydziła. Jednak po mojej dzisiejszej propozycji - zgodziła się. Ustaliliśmy, że drugą wygraną (identyczną z pierwszą) może zamienić na coś innego, zupełnie niewinnego. Jestem STRASZNIE ciekawy, czy po pierwszej nagrodzie zechce drugą zamienić, czy raczej nie.

Napisałem 11. lutego 2004 o 14:48. Komentuj (1)

Ależ tyły

...w notkach. Nie było mnie tutaj, gdzie zwykle i byłem tam, gdzie mnie zwykle nie ma. Stąd brak notek. Muszę więc to uzupełnić, bo kiedyś, kiedy wnuki zechcą się dowiedzieć, co też dziadzio robił, to jak im powiem? Będę pamiętał? No więc do pracy.

Kiedyś już wspominałem o pewnej statystyce. Nie będę jej wyjaśniał, bo póki co sam pamiętam o co w niej chodzi a inni jak chcą - mogą się na przykład domyślić, choć znam również inne metody zdobywania wiedzy o innych. Otóż noc ze środy na czwartek 11-12.02.2004 była inna niż przeciętna. Musiałem wstać bardzo wcześnie, bo o 4:00. Spać z AW położyliśmy się po północy, więc miałem niewielkie szanse, żeby się wyspać. Mimo to stało się coś, czego nie rozumiem. Oczywiście nie narzekam, że byłem bliski, chciany - tak jak tego pragnę. Ledwie wstałem, ale co tam - warto było.

Czwartek to wyjazd. Koledzy z pracy, chłopaki z zaprzyjaźnionej firmy oraz wynajęte kobiety. Mimo moich tęsknot, nie zbliżyłem się do żadnej z nich. Były dla mnie z jednej strony zbyt młode i zbyt niewinne, a z drugiej zbyt wyzywające. Chociaż tak naprawdę rzecz polegała na tym, że one są z innego niż mój świata. Kobieta na jeden wieczór (nie noc, bo chodziło o alkohol i tańce) to nie dla mnie. Chociaż gdyby któraś z nich była odpowiednio natarczywa, miałaby mnie tak, jakby tego chciała. Żadna nie chciała i czas zamknąć temat czwartkowego wieczoru.

A w piątek tylko powrót, więc tym bardziej nic ciekawego. Może tylko to, że zamiast rozebrać się dla AP (mało brakowało a spalibyśmy ze sobą, bo trudno było zorganizować dla niej pokój jednoosobowy, choć w końcu się udało - może i szkoda?), to przytrzasnąłem jej palec, kiedy wysiadała z samochodu. Myślę, że mi wybaczy... Na stacji PKP czekała na mnie AW. W domu BW i TG.

Sobota - w ciągu dnia nic szczególnego. Na wieczór umówiliśmy się z naszymi sąsiadami na grzane wino. TG już wyjechała. Wiem, że sobota to Walentynki, ale dla mnie święta, które pojawiły się podczas mojego życia i trafiły z zachodu, nie są dla mnie świętami. Tak samo i z tym. Co prawda nasz BW dostał swoją Walentynkę w postaci prawdziwej, żywej dziewczynki, która chętnie się do niego przytulała, ale nie był nią zainteresowany wcale a wcale. W sobotę znów wzrosła statystyka. Myśleliśmy, że BW dał nam szansę, ale on się niebawem obudził. Poszliśmy więc z nim na spacer i dopiero po nim mieliśmy swoje pięć minut. Niestety to nie było to samo, co w czwartek zaraz po północy.

O niedzieli nie piszę, bo nie warto. To tyle w tej notce. Będzie dzisiaj jeszcze druga, ale tylko na temat MS, która jest dla mnie coraz ważniejsza.

Napisałem 16. lutego 2004 o 14:15. Komentuj (1)

Mam to wszystko gdzieś

Kochanki mieć nie mogę, bo źle się z tym czuję. Chociaż może to tylko dlatego, że GW nie była najśliczniejsza, bardzo młoda, niewinna i z maślanymi oczami? Może, choć nie sądzę. Poza tym co takiego musiałbym w sobie mieć, jaką nadzwyczajną mocą dysponować lub jakich technik manipulacji użyć, żeby utrzymać przy sobie atrakcyjną, młodą (koniecznie!) dziewczynę, chętną w każdej chwili, ale nie narzekającą, kiedy mnie nie ma? Przecież to niemożliwe. Chyba, że czytasz to teraz, jesteś kimś takim i masz ochotę, ale nie wiesz, gdzie mieszkam. Jak tak, to napisz do mnie. I tak wiem, że nikt nie napisze, tak sobie tylko marzę...

Dlaczego jeszcze mam to gdzieś? Bo AW - moja żona - kiedy mogłaby być ze mną bliżej, to... ogląda telewizję.

A w ogóle, to zastanawiam się, czy jest dla mnie jakieś wyjście. Nie widzę go i czuję się tak, jakbym błądził w coraz gęstszej mgle. Coraz bardziej mglisto, coraz mniej widać, coraz zimniej i wilgotniej, przeszywający chłód... Gdzie jest to ciepło i spełnienie?

Wczoraj miało być o MS, ale nie było. Może to i dobrze, bo dzisiaj dostałem od niej list. Technicznie rzecz ujmując dowiedziałem się, że jestem jej potrzebny, że mogę zaspokoić jej różne potrzeby. Ona moich część też, ale wiem, że jak to pisał poeta "się nigdy nigdzie połączyć nie mamy". Wszystko pomiędy nami to "słowa, słowa, słowa". Ktoś napisał kiedyś o sobie i myślę, że póki co świetnie to pasuje do mnie, chociaż to wyrwane zupełnie z kontekstu, "że gwiazda ma była rozpaczną"

Czy to już objawy depresji? Lepiej nie, bo kiedyś coś takiego miałem i dłuższy czas nie nadawałem się do niczego. A nie wiem, czy teraz znajdzie się ktoś, kto zechce mnie reanimować...

Napisałem 17. lutego 2004 o 13:12. Komentuj (4)

Z kobietą warto również rozmawiać

Przekonałem się o tym wczoraj. Dowiedziałem się, chociaż wcale nie to autorka wypowiedzianych słów miała na myśli (notabene nie była to żadna z pań, które pojawiły się dotąd w moim pamiętniku, tylko figurująca tu pierwszy raz KB), że powinienem być bezwzględnym samcem. I jeśli kobieta mówi nie na moje propozycje erotyczne, to zwykle dlatego, że ma na nie ochotę, ale sama o tym nie wie. Jeśli w krytycznym momencie jej negatywnej odpowiedzi wystarczy mi sił, żeby się jej przeciwstawić, to (tu cytat) po wszystkim będzie mi wdzięczna.

Najwyraźniej zupełnie nie znam kobiecej natury. Co ciekawe, nigdzie o tym nie czytałem, chociaż mam za sobą mnóstwo poradników. Chyba jednak należy zapomnieć o wszystkich poradach, które przeczytałem i stać się bezwzględnym samcem, który uparcie realizuje swój plan. Jakoś to do mnie nie pasuje, więc będę musiał się zmienić.

Jeśli więc chcesz być moją kochanką, to weź koniecznie pod uwagę, że będę wymagający, bo potrzeby też mam wyrafinowane. Ich początkiem wcale nie jest łóżko - ono jest raczej ich końcem, uwieńczeniem, tym co najlepsze, śmietanką.

I tak wiem, że nie chcesz.

Napisałem 18. lutego 2004 o 10:42. Komentuj (6)

Na ile mnie widać?

Właśnie tak się nad tym zastanawiam. Żeby nie było wątpliwości o co chodzi - krótkie podsumowanie. Mowa będzie o moim wirtualnym świecie, czyli tym, co dzieje się w mojej głowie. To ważne, bo poza nim (czyli moją głową) żyją prawdziwi ludzie, z prawdziwymi problemami, ale również Ci szczęśliwi, z poczuciem spełnienia i przekonani o tym, że im się udało, albo jeśli nie, to już zaraz im się uda. I wcale nie chodzi o pieniądze, sławę, drogie samochody, olbrzymie domy i wczasy na Wyspach Bahama. Po prostu szczęśliwi.

Kiedy tak o nich teraz myślę, to jestem przekonany, że moje życie - mimo że coś w nim osiągnąłem, na przykład zawodowo, ale nie tylko - jest takie, nazwijmy to, średnie. Co prawda moje problemy nie są problemami typu "czy mam w lodówce coś na śniadanie" albo "znowu muszę kupić nową kurtkę, bo ta poprzednia, kilkuletnia już się rozpada", jednak widzę, ze kręcę się wokół swojego własnego ja, w swoim zamkniętym, wirtualnym świecie. Co prawda są w nim AW, BW, MS, RB, przestała odzywać się MW a GW pozostanie dla mnie wspomnieniem o rozbudzonej kiedyś ponad miarę namiętności. Wczoraj, po chyba dwóch latach odezwała się zupełnie niespodziewanie HB, pytając co u mnie... Jednak to wszystko nie to, czego po życiu oczekiwałbym. Znam z praktyki odpowiedź na moje pytanie "co zrobić, żeby było lepiej", ale mimo tej wiedzy, nie mam w sobie wenętrznego przekonania, że ta odpowiedź jest właściwa, że NAPRAWDĘ jest odpowiedzią.

Jednak już wystarczy tych wstępów. Czas wrócić do tematu, czyli na ile mnie widać? Pytanie nie jest głupie, bo oprócz wymienionych wcześniej osób, są w moim życiu jeszcze te niewymienione. Są również ci, którzy właśnie to czytają a których wymieniał nie będę, ale zapewniam, że o każdym z Was pamiętam (a raczej każdej, bo facetów nie pamiętam, a jeśli się zdażył, to... przyjmij do wiadomości, że jesteś tu przede wszystkim w damskim towarzystwie). Nie ukrywam, że czytam komentarze i nie są mi one obojętne. Zresztą, to właśnie one zrodziły w mojej głowie pytanie na dziś. Czy jest jakikolwiek sens na nie odpowiadać? W końcu każdy wie, że nie można człowieka poznać do końca, chyba że się jest Stwórcą. Tyle, że jedni lubią bardzo się wywnętrzać a inni, jak na przykład ja, wolą milczeć lub nawet używajac znacznej ilości słów przekazywać niewielką ilość treści.

Ta notka chyba nie jest krótka, ale - właśnie - mimo znacznej ilości słów, przekazywana treść jest mikra. Przynajmniej sam ją tak oceniam wiedząc, co krąży w mojej głowie podczas jej pisania.

Na koniec - zupełnie inną sprawą, również wpływającą na możliwość poznania mnie, jest moja decyzja, że będę pisał tylko o części mojego życia związanej z wewnętrznymi odczuciami, głębokimi potrzebami, być może uczuciami. Generalnie o mojej duszy. Przy okazji przypomnienie - oprócz duszy mam jeszcze ducha :)

Napisałem 19. lutego 2004 o 10:23. Komentuj (4)

Punkt

Kolejny do mojej statystyki. Jak ktoś to czyta i wie o co chodzi, to myśli sobie o mnie pewnie różne ciekawe (albo raczej nieciekawe) rzeczy. No cóż... Łatwo nazwać kogoś dziwakiem a trudniej żyć. Dla mnie ta statystyka nie jest celem samym w sobie, ale jednak coś mierzy. Szkoda, że takie bolesne sprawy.

Komentując ten właśnie punkt - było nieźle, bo dotykałem czegoś, czego zwykle nie dotykam. Ale enigmatycznie! Ale ja wiem o co chodzi i właśnie o to chodzi :)

Napisałem 19. lutego 2004 o 14:44. Komentuj (0)

Jakaś tragedia...

Dzisiaj przeczytałem czyjeś słowa, które brzmiały "ludzie mają wiekszość problemów dlatego, że czują się samotni". Jak ktoś teraz to czyta i pamięta, co pisałem wcześniej, to chyba stwierdzi, że ze mnie jakiś popapraniec jednak jest. No więc co z tym zrobić?

Czas się zmienić. Dowiedzieć się i sprawdzić, że jestem kimś, bo jestem. Wtedy zawsze znajdzie się obok mnie ktoś, bo będę przyciągał do siebie. Więc koniec z marudzeniem, narzekaniem, wątpliwościami. Czas podnieść głowę i spojrzeć przyszłości prosto w oczy.

Ten świat należy do mnie !!!

Nie wiedzieliście?

Napisałem 20. lutego 2004 o 16:34. Komentuj (6)

Jeszcze wczoraj...

...miałem pomysł na nową notkę. Niestety noc, wraz ze swoim wspólnikiem - snem, zabili we mnie całą inwencję. Przyszli oboje i podrzucili mi kukułcze jajo - senne marzenie. Nie umiałem sobie z nim poradzić, bo nigdy nie śnię żadnych wydarzeń, nigdy ich nie pamiętam.

Teraz wiem tylko tyle, że mój pomysł na notkę gdzieś zniknął. Żeby został chociaż sen, ale on też czmyhnął zaraz po przebudzeniu. Więc nie mam teraz w świecie zamkniętym w mojej głowie nic.

A może to i dobrze? W końcu oprócz mojego prywatnego świata w mojej duszy jest ten widzialny, obiektywny i raczej na nim należy skupić swoją uwagę.

-----------
Zapomniałbym o statystyce: pół punkta za sobotę i jeden za niedzielę.

Napisałem 23. lutego 2004 o 11:34. Komentuj (4)

Uprawianie seksu czy kochanie się?

UWAGA! Jeśli jesteś osobą wrażliwą, możesz poczuć się urażony treścią tej notki. Zanim więc ją przeczytasz, zastanów się. Jeśli mimo wszystko zdecydujesz się na to, bądź gotowy na przerwanie lektury w każdej chwili.

Wcześniej czy później ten temat musiał się tu pojawić. Tak samo, jak musiały stać się inne rzeczy. Przy okazji: RB twierdzi, że musiało stać się to, że zdradziłem AW. To według niej była tylko kwestia czasu i tego, czy była to AW czy może ty - wszystkie panie homoseksualne i panów heteroseksualnych przepraszam z góry za pomówienia. Nie mam żadnych konkretnych intencji w stosunku do żadnej z osób czytajacych te słowa, chociaż kłamałbym pisząc, że nie mam żadnych intencji, bo mam. Ale dość aluzji, komentarzy, wstępów i zastrzeżeń. Miało być o mnie (tak, tak, nie chodzi o teorię, tylko o konkretny przypadek) jako osobie, w której życiu jest miejsce na fizyczne uniesienia. Tak to nazywam, bo nie znam neutralnego wyrażenia, które oznaczać będzie jednocześnie uprawianie seksu i kochanie się, nie wskazując jednoznacznie na żadne z nich.

Aha. Co prawda miałem więcej nic nie zastrzegać, ale to zrobić muszę. Ten temat nie zniknął w wyniku mojego snu, o czym bardzo niedawno pisałem.

Przede wszystkim skąd u mnie to pytanie? Chyba oczywiste jest, że jestem osobnikiem z gatunku homo sapiens rodzaju męskiego. Sformułowania, których użyłem nie są wcale przypadkowe ani nie służą temu, żeby zapełnić więcej miejsca na serwerze ownlog moimi kwiecistymi wypowiedziami. Po prostu wiem, że ktoś, kogo natura wyposażyła w pierwszo-, drugo- i trzeciorzędowe cechy płciowe charakterystyczne dla rodzaju męskiego, nie koniecznie ma prawo automatycznie powiedzieć o sobie mężczyzna. W przeciwieństwie do wielu uważam, że bycie nim do czegoś jednak zobowiązuje a ja nie mam wcale pewności, że swoje zobowiązania wypełniam należycie (ich znajomość bądź nie - pomijam jako niezwiązane z tematem w ogóle).

Więc jestem rodzaju męskiego. Podobnie zresztą jak około połowa naszej ludzkiej populacji. Jak przeciętny samiec naszego gatunku (zakładam, może niesłusznie, że osobniki innych gatunków nie umieją czytać, więc do nich się w tej chwili nie zwracam) myśli o uniesieniach fizycznych (to nautralne wyrażenie)? Chyba każdy zna wyrażenia pieprzyć, posuwać, rżnąć itp. Jakoś nie bardzo kojarzą mi się one z kobiecym rozumieniem seksu. Powiem szczerze - takich wyrażeń najczęściej używają faceci i maja wtedy na myśli uprawianie seksu. Po prostu używają wyrażeń bliskoznacznych. To co, że może brukowych, czy niesmacznych? Jeśli jesteś kobietą i Twój samiec szepcze ci je do ucha w trakcie uniesień fizycznych, to może ci się to nawet w tej chwili podoba, ale sama raczej na codzień mówisz o tym inaczej. Mówisz, bo jak o tym myślisz - wiesz tylko ty sama i nikomu nic do tego. Kobiety lubią mówić kochać się, oddać się, wziąć, a uprawiać seks to już w ostateczności.

A jak ja rozumiem oba stwierdzenia, bo moze od tego należało zacząć? Dla mnie uprawiać seks to wykonywać czynności seksualne z inną osobą, bez większego zaangażowania uczuciowego. Wiem, że to niedobra definicja, bo można pytać o granice i nigdy nie dostać odpowiedzi. Bo co to znaczy bez większego zaangażowania uczuciowego? To przeciwieństwo zaangażowania, ale lepiej tego wyjaśnić nie potrafię. Uprawiać seks znaczy wykonywać fizjologiczną czynność seksualną. Coś na przykład, co robią zwierzęta: zaspokojenie instynktu, chuci, konieczność przedłuzenia gatunku.

A kochać się? To być z kimś na tyle blisko, żeby z bliskości emocjonalnej, poza ciałem, wynikała chęć jak największej bliskości w ogóle, w tym również bliskości ciał. Takie totalne zjednoczenie pod każdym względem. No więc teraz znowu każdy powie, że to jakaś utopia i będzie miał rację. Takie zjednoczenie to oczywiście niespotykany w świecie ideał.

Teraz, kiedy definicje, chociaż kiepskie, mam już za sobą, mogę wrócić do tematu, czyli postawić pytanie. A tu zaskoczenie. Rozpoczynajac notkę wiedziałem o co chcę w niej samego siebie pytać. Tymczasem w trakcie stwierdziłem, że nie wiem, czy chcę się zapytać o to, którą z dwóch rzeczy wolę, czy może bez której nie mogę żyć. A może czy istnieje w przyrodzie kochanie się? Czy może ktokolwiek tego w życiu doświadczył? A może liczy się tylko uprawianie seksu? W końcu jestem samcem!

Nieważne. Ważne, że coś przemyślałem, coś wyartykułowałem, coś nazwałem. Pewnie chciałem pytać, czy liczy się tylko kochanie się, czy uprawianie seksu ma też w sobie coś, ale teraz nie ma to dla mnie znaczenia.

Wiem, że chciałbym się kochać z AW, ale to na razie niemożliwe. Na razie uprawiamy seks. Może tak zostanie do końca naszych dni? Oby nie...

Mam w tej chwili świadomość, że pominąłem wiele ważnych wątków z mojego życia, które gdzieś z czasem odejdą, odpłyną i nie będę o nich pamiętał. Moze więc krótko napiszę, że właśnie teraz mam konkretne wyobrażenie, jak wyglądałoby kochanie się: to uprawianie seksu bez żadnych granic, bez strachu i obaw. Bez ograniczeń ze strony złych myśli, które tak bardzo przeszkadzają.

Napisałem 24. lutego 2004 o 15:41. Komentuj (2)

Strach po całowaniu

Właśnie zaobserwowałem u siebie dziwne zjawisko. Nie za wiele osób regularnie całuję, ale zauważyłem, że kiedy już to robię, to coś pojawia się w mojej głowie. Roboczo nazwałem to strachem, ale w rzeczywistości to uczucie, którego nie potrafię nazwać. Kiedy całuję mojego syna, pojawia się w mniejszym stopniu. Jednak w przypadku żony - zawsze bezpośrednio po pocałowaniu czuję się tak, jakbym właśnie zrobił coś złego. Ale nie dlatego, że całuję właśnie ją, tylko właśnie w tym momencie moja głowa podpowiada mi, że pocałowałem kogoś innego - aktrakcyjną dziewczynę, która już za chwileczkę zdejmie z siebie ubranie i będzie ze mną uprawiać seks.

Kiedy nie myślałem o innych kobietach, nie miałem takich problemów. Zresztą: czy to w rzeczy samej problem? Szkoda tylko, że mam to poczucie winy, bo bez niego całowałbym chętniej i namiętniej.

W każdym razie nie mam zamiaru przestać myśleć o innych kobietach. Wolę pozbyć się poczucia winy.

Napisałem 27. lutego 2004 o 11:45. Komentuj (4)