główna
przeczytaj
e-mail
księga
linki

Archiwum:
2019:7 6 5 4 3 2 1 
2018:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2017:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2016:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2015:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2014:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2013:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2012:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2011:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2010:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2009:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2008:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2007:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2006:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2005:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2004:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 


Choć bez znaczenia, to jestem

Żyję. Z dnia na dzień, albo z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc. Jednak równie dobrze z sekundy na sekundę, z mgnienia oka na mgnienie. To bez znaczenia. Kiedy podnoszę w górę oczy, żeby popatrzeć w przyszłość - nie widzę nic. Mgła, nicość, nijakość. Przeszłość już minęła i sam nie wiem dlaczego, nie wracam do niej. Nawet nie wspominam tego, co było dobre, piękne, co kiedyś uskrzydlało. Teraźniejszość po prostu jest, ale czy czas mija, czy nie - nie ma to dla mnie żadnego praktycznego znaczenia. Może gdzieś głęboko jest coś, co mogłoby mnie ożywić, ale póki co jestem mieszanką robota i zombi. Nawet to, czego tak bardzo kiedyś pragnąłem - nie cieszy, nie daje satysfakcji, nie daje spełnienia. Zabijając marzenia niczego nie straciłem. Niczego, oprócz życia.

Już nawet nie wierzę, że da się zacząć na nowo. Gdyby było gdzieś na świecie takie miejsce, w którym mógłbym zacząć, ludzie, którzy by mnie szczerze pokochali... Ech... A co z tymi, którym jestem winny miłość, zaangażowanie, całego siebie? Dla których jestem dużą częścią ich świata? Nie mogę zabijać ich marzeń, zabierać im życia, które w nich jest.

Postawiono mnie tu, gdzie stoję, leżę, siedzę... Cokolwiek robię, jaką pozycję przyjmuję - dla mnie to i tak bez znaczenia.

Napisałem 5. lutego 2007 o 13:11. Komentuj (2)

Trudności obiektywne

Zauważyłem ostatnio, jak trudno jest odbudować w życiu pewne rzeczy. Tym razem trudność ta dotyczy AW. Mijają już długie lata od czasu, kiedy naprawdę szczerze i radośnie się dotykaliśmy, byliśmy naprawdę blisko i chcieliśmy dawać się sobie nawzajem. Po tych "chudych" latach nie tak prędko i łatwo mogą przyjść te "tłuste". Nie potrzebuję już jej dotyku, jej ust, jej zainteresowania. Jej nagość owszem podnieca, jak zawsze mocno, ale... inne nagości podniecają równie intensywnie. Seks z nią nie różni się specjalnie niczym od tych innych. Również w tym, że nigdy nie myślę w tym czasie właśnie o niej.

Nie robi na mnie żadnego wrażenia to, że teraz robi dla mnie coś, czego nigdy dotąd nie robiła, choć wciąż i od zawsze mówiła, że kocha. Myślę, że teraz jest gotowa stać się dla mnie dziwką w łóżku. Tyle, że mnie to już nie interesuje, nie wzrusza, nie dotyka do głębi. Biorę oczywiście wszystko, co daje, ale bez tej satysfakcji, którą na pewno miałbym kiedyś. Teraz to po prostu kolejny seks, co najwyżej mniej lub bardziej perwersyjny. A gdzie dawanie siebie, prawdziwa bliskość i jedność, miłość wyrażona całym ciałem i całą duszą?

Napisałem 20. lutego 2007 o 10:04. Komentuj (8)