główna
przeczytaj
e-mail
księga
linki

Archiwum:
2019:7 6 5 4 3 2 1 
2018:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2017:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2016:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2015:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2014:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2013:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2012:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2011:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2010:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2009:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2008:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2007:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2006:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2005:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2004:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 


Pierwszy raz

Różne rzeczy w życiu człowieka mają miejsce po raz pierwszy. Pierwszy uśmiech, pierwszy krok, pierwszy ząb, pierwsza przyjaźń, pierwsza miłość, pierwszy pocałunek, pierwszy seks, pierwsza zdrada, pierwsza zmarszczka, pierwszy siwy włos...

Oczywiście niektórzy kończą na uśmiechu, bo postawienie kroku nigdy nie jest im dane. Inni się nie starzeją, umierając młodo. Bywają szczęśliwcy, którzy nie zdradzą i nie zostaną zdradzeni. I tak dalej, i tak dalej.

Jakże banalna wobec tego wszystkiego powyżej, a wobec wieczności w ogóle, wydaje się więc pierwsza łza dorosłego faceta z powodu pracy.

W ogóle wszystkie te codzienne, drobne rzeczy są same w sobie takie banalne, nieciekawe, zwyczajne. Znana piosenka mówi, że w życiu piękne są tylko chwile, choć się z tym nie zgadzam. Mam chwile, w których zapominam o wszystkim co złe we mnie i wokół mnie, kiedy jest mi tak dobrze, że zdawałoby się, że nic mi już nie potrzeba. Takie właśnie piękne chwile. Nie wołam za Goethem chwilo trwaj, chwilo jesteś piękna. Chwila mija. Zawsze mija. A jednak są ludzie, którzy są szczęśliwi. Ci nie żyją chwilą. Oni w zwykłym czasie robią niezwykłe rzeczy, czyli planują swoje życie, określają cele a potem je osiągają. Kiedy jest im gorzej zwyczajnie patrzą wstecz. To daje im poczucie szczęścia.

Napisałem 6. marca 2008 o 15:28. Komentuj (3)

Od nowa

Myślę sobie, jak byłoby miło, gdybym zaczął wszystko od nowa. Całe życie. Gdyby tak jeszcze raz przeżyć wszystko. Narodziny, nauka chodzenia, przedszkole, pierwsza miłość, szkoła podstawowa, szkoła średnia, smak bycia zdradzonym, studia, dzień ślubu z AW, wspólne mieszkanie, praca, narodziny BW, pierwsza zdrada, narodziny DW - kolejność nieprzypadkowa. Ile spraw potoczyłoby się tak samo a ile inaczej?

Czego nie zrobiłbym ponownie, mając doświadczenia takie jak dzisiaj? Jakie decyzje podjąłbym inaczej? Kim byłbym i czy byłbym w ogóle? Czy miałbym dzieci? Czy mógłbym je mieć? Kto byłby moją żoną? Którą? Ile razy widziałbym ją z innym? Ile zdrad miałbym za sobą a ile przed sobą? Czy miałbym przyjaciół? Czy liczyłbym się z innymi? Czy potrafiłbym kochać? Czy byłbym szczęśliwy?

Starzeję się?

Napisałem 19. marca 2008 o 10:48. Komentuj (7)

Jak

Potrzebuję odetchnąć, odpocząć od... samego siebie. Od ciągłych coraz bardziej "z księżyca wziętych" pytań nawiedzających moją głowę. Poczuć nie tylko zmysłami, ale gdzieś głęboko, że skoro dotykając dłonią klatki piersiowej czuję uderzenia własnego serca, to jednak żyję. A skoro wciąż żyję, choć już od dawna i wiele razy miało mnie nie być, to może jest w tym jakiś cel? Nie koniecznie taki, żeby zaraz zbawić cały świat albo choćby jego najmniejszy kawałeczek. Może po prostu wystarczy mi oddychać ciesząc się, że jednak wciąż mogę to robić, bo ciągle jestem - tak najzwyczajniej?

Z drugiej strony taka "naj-zwyczajność" kojarzy mi się z moją kiedyś własną głupią młodością, kiedy czułem, że wystarczy tylko żyć, żeby być szczęśliwym. Życie już zweryfikowało to podejście i stąd właśnie słowa "głupia młodość". Nie wierzę już dawno, że szczęśliwy jest ten z kijem i torbą od włóczęgi.

Największa od jakiegoś czasu zmiana we mnie polega na tym, że chyba znowu chciałbym żyć. Tylko nie wiem za bardzo jak. Od czego zacząć? Noworodki mają łatwo. Mają przed sobą lata poznawania świata a w sobie niewyczerpane zapasy ciekawości. Do tego żadnej moralności, hamulców, wychowania, nieśmiałości, wstydu oraz psychicznych uwarunkowań i zakodowanych niezmienialnych schematów.

Napisałem 21. marca 2008 o 15:58. Komentuj (5)

Całe życie w dwa dni

Co prawda tylko w sensie emocji, bo nie da się przeżyć w dwa dni całego życia. Ale poczuć wiele z tego, co się już kiedyś czuło - jak najbardziej.

Jakoś dziwnie nawet nie byłem za bardzo "dociskany kolanem", kiedy próbowałem odpocząć. Wyjątkowo nie było dąsów, kiedy siadałem do komputera, żeby według niej zwyczajnie stracić czas grając. Dla mnie to zupełnie coś innego, ale założę się, że podobnie jak ona - nikt z czytających nawet nie pomyślał, że warto posłuchać, co do powiedzenia (tylko powiedzenia) ma ta druga strona. Po co więc dowodzić, że przyda się za lat... 20, o ile w ogóle będę żył i sprawność fizyczna i psychiczna pozostaną na wymaganym poziomie. W końcu to tylko jedno z niewielu marzeń jakiegoś faceta...

Na smutki najlepsze jest - okazuje się - wino, wspominany przez niektórych CinCin. Tyle, że ja zamiast wersji z limonką, jeszcze od czasów szkoły średniej preferuję vermouth "standardowy" wzbogacony czystą wódką: dwie części wina i jedna wódki. Działa szybko i skutecznie. Natychmiast wraca humor a to, czy ktoś się czepia, zupełnie przestaje mieć znaczenie.

Żeby obraz był w miarę pełny, muszę wspomnieć o zaskakującym zakończeniu obu dni: seksie z jej inicjatywy. Przyznaję, że innym niż każdy dotąd. Zaskakująco wyjątkowym. Tylko dlatego, że znów po długiej przerwie?

Napisałem 25. marca 2008 o 09:55. Komentuj (3)

Inni ludzie

Miałem ostatnio okazję obserwować TG ze swoim gachem. Były święta i byli u nas oboje.

Myślę, że nie kochają się. Są ze sobą trochę z wyrachowania, trochę z poczucia bycia samotnymi. Oboje mają oprócz siebie kogoś bliskiego, dzieci - w końcu nie są już ani trochę młodzi. Ale ci bliscy też mają swoje życie, więc... oni postanowili być razem. Dlaczego? Nie wiem. Na jak długo? Też nie wiem. Wielu rzeczy nie wiem. Tylko patrzę i obserwuję.

Są zupełnie inni.Zostało im dużo mniej życia, niż mi. Na pewno mają tego świadomość. Mają na pewno więcej za sobą, niż przed sobą. Nie wiem, co sam zrobiłbym na ich miejscu, ale oni umieją się cieszyć z tego, co przynosi im kolejny dzień. Wygląda na to, że właśnie z dnia na dzień żyją, że ich plany nie są tak odległe, jak moje; w końcu nie muszą już wychowywać swoich małych dzieci. Takie trochę czekanie na kres, ale pełne pogody i codziennych drobnostek, pełniących coraz większą rolę. Dla mnie wiele spraw, które ich zajmują, jest totalnie nieważnych i bez żadnego znaczenia. Zastanawiam się, czy to tylko kwestia właśnie tych wcześniej wspominanych planów (a raczej ich braku), perspektywy przeżytego życia, czy raczej czegoś zupełnie innego, wcale nie wynikającego z upływu czasu a czego ja swoimi zmysłami nie potrafię zupełnie zarejestrować.

Napisałem 26. marca 2008 o 10:56. Komentuj (3)

Okres odczuwany na dwa sposoby

Pierwszy raz w życiu tak go odczuwam. Oczywiście okres AW, nie mój. Nigdy dotąd nie była tak nieprzyjemna, uparta, zacięta... Ale "dzielnie stawiam czoła", jak zapewne powiedziałby każdy facet, czyli nie daję się. Walczę na słowa, nie poddaję się jej nastrojom, zachciankom, naciskom, które są po prostu nierozsądne i za kilka dni będą zapomniane.

Efektem ubocznym jest to (ten drugi sposób odczuwania, choć nie tylko z okresem związany, ale teraz wyjątkowo intensywny), co mogą zrozumieć (a raczej poczuć w ten sam sposób) tylko faceci*. Idąc ulicą za kobietą ubraną tak jak lubię (ciekawe, czy ktoś wie jak - pomijając oczywiście jednak niedopuszczalną w Polsce na ulicy zupełną nagość) czuję głęboko (ale nie w duszy, tylko jak najbardziej w ciele) coś bardzo przyjemnego - rosnące napięcie, podniecenie, ale i zaspokojenie estetyczne. No, może trochę przesadziłem, ale kobiety bywają naprawdę piękne, choć wcale a wcale nie są doskonałe. Piękno to nie coś obiektywnego, ale właśnie to wspomniane wcześniej odczucie. Przynajmniej dla mnie.

* - Kiedyś wspominałem o pewnym czarnym przyrządzie. Czuję to głęboko, właśnie TAM, gdzie on potrafi sięgać. Nieporównywalne z niczym innym. Nawet nie każdy facet wie, jak to jest... A może się mylę, może każda świadoma własnego ciała kobieta potrafi tak samo bez trudu, niejako "na zawołanie"?

Napisałem 28. marca 2008 o 09:30. Komentuj (7)