główna
przeczytaj
e-mail
księga
linki

Archiwum:
2019:7 6 5 4 3 2 1 
2018:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2017:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2016:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2015:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2014:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2013:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2012:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2011:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2010:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2009:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2008:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2007:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2006:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2005:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2004:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 


Nie ciesz się i tak masz raka

To zdanie usłyszał pewien chłopiec od kolegi, kiedy pochwalił się, że dostał od taty nowy laptop. Jego samego nie poznałem, tylko jego mamę, bo trzy miesiące później już nie żył.

Nie takiej przyszłości chcę dla mojej rodziny, dla moich dzieci, dla mojej żony. Jednak sam to wszystko na nich sprowadziłem i wcześniej czy później będę musiał stanąć twarzą w twarz przed AW i powiedzieć to, co dotąd nader łatwo było mi pisać na blogu, usprawiedliwiając się. Od wczoraj nie opuszcza mnie z jednej strony strach, bo możliwa jest strata wszystkiego. Z drugiej strony wiem, że zachowując wszystko dla siebie nic wartościowego tak naprawdę nie powstanie. Dotąd myślałem, że lepiej będzie się nie wychylać i tajemnicę zabrać do grobu, jednak dziś zamiast uspokajającego, słyszę głos zupełnie inny - nawołujący do przyznania się do wszystkiego.

Pokazano mi perspektywę wspaniałego życia, pełnego miłości i akceptacji. Zbudowano wiarę w to, że miłość wszystko przetrzyma. Miłość tak, ale czy moje małżeństwo?

Widzę jak na dłoni, ile spraw stoi przede mną rozgrzebanych, niezałatwionych, wymagających nie tylko powiedzenia komu trzeba, że jest tak a tak. Jest do zabicia to wszystko co we mnie jest: te wszystkie kobiety w niezliczonych ilościach, które były i te, które wciąż co prawda wirtualnie, ale są i wciąż chcą być. [Co za głupi tekst. Nie one chcę być, tylko ja ich chcę] Czy będę w stanie dokonać rzezi? Coraz więcej pytań, coraz więcej we mnie smutku, bo w perspektywie ból tej, którą przecież kocham i której wczoraj znów przysięgałem miłość, wierność i uczciwość...

Nie rozważam hipotetycznie. Jestem o krok od przepaści.

Napisałem 5. marca 2012 o 10:12. Komentuj (3)

Jasna strona mocy

Doskonale pamiętam tamten jeden krok w tamtą - ciemną stronę. Kto chce, może zresztą wciąż o tym przeczytać, bo póki co niezbyt często myślę o porzuceniu tego fragmentu mojego wirtualnego świata, choć obok "wypączkowało" coś trochę podobnego, jednak daleko wspanialszego i ważniejszego

Zanim zrobiłem tamten krok, musiałem zamienić w gruzy swój dotychczasowy świat. Na tych gruzach zbudowałem coś nowego. Wiedziałem, że nie tego chcę, ale wtedy nie umiałem inaczej. W końcu z czasem przywykłem do nowego życia i poczułem się w nim wygodnie i komfortowo.

Dlatego dzisiejszy powrót jest taki trudny. To nie tylko jeden krok poprzedzony latami przygotowań. To codzienne kroki w jedną, konkretną stronę. Trochę jak jazda na schodach ruchomych pod górę, pod prąd. Jednak dziś wierzę, że warto.

Dziękuję za przypomnienie, że ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy

Napisałem 19. marca 2012 o 22:51. Komentuj (2)