główna
przeczytaj
e-mail
księga
linki

Archiwum:
2019:7 6 5 4 3 2 1 
2018:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2017:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2016:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2015:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2014:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2013:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2012:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2011:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2010:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2009:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2008:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2007:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2006:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2005:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2004:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 


Przeczytane

"poznanie dyskretnej kochanki może to być cios dla waszego małzenstwa i dla ciebie i to nie przez jakąś wpadkę; kochanka moze ci otworzyć oczy jakie potrafią być kobiety co może być dla ciebie szokiem; łatwość sexu z nową kobietą będzie dla ciebie kroplą goryczy za poniżanie się proszac o sex to uraz który moze odsunąc cię od zony choćby nie wiem co pózniej robiła ..." (norma)

Mam się cieszyć, że jednak nigdy nie miałem kochanki?

Napisałem 1. kwietnia 2008 o 10:08. Komentuj (3)

Sprostowanie

Nigdy nie miałem kochanki w potocznym rozumieniu tego słowa. Oznacza to, że będąc żonatym nigdy nie zdarzyło mi się mieć romansu o charakterze również seksualnym. Zdarzyło mi się zakochanie (MS), ale zupełnie bez konsumpcji. Zdarzyła mi się (i to w całkiem niemałej jak na mnie ilości) konsumpcja, ale zupełnie bez uczuć (z obu stron) typu miłość, przyjaźń, czy choćby zauroczenie, albo zakochanie. Czysty "biznes", więc nie warto wymieniać najczęściej nieznanych zresztą inicjałów. Przed ślubem był ktoś jeden: wielka miłość a potem... pisałem o tym.

Taka jest moja - mam nadzieję - przeszłość. W nawiązaniu do poprzedniej notki, nie spodziewam się "poznania dyskretnej kochanki". Mniejsza o to, dlaczego.

Napisałem 2. kwietnia 2008 o 09:55. Komentuj (5)

Brak pomysłu

Kiedyś wspominałem, że w pracy nie najlepiej. Miałem szukać nowej, ale jakoś brak mi motywacji, inspiracji, pomysłu... wszystkiego mi w tej kwestii brak. Znów zaczynają się pojawiać myśli traktujące o tym, co jest dla mnie ważne i czy coś w ogóle jest, choć raczej chodzi o tą pierwszą część myśli. Coraz częściej myślę, że praca, która zawsze dotąd (czyli mniej więcej do ponad rok temu) przynosiła mi satysfakcję , dla której mogłem poświęcić coś prywatnego - stała się nie do zniesienia. Oprócz przychodów finansowych i spotykania co prawda wciąż tych samych, ale ciągle interesujących ludzi (przynajmniej niektórych), nie ma z niej dokładnie nic.

Za to czuję niedosyt bliskości. Ale nie taki, jak kiedyś. Nie taki wynikający z niedomiaru seksu. Raczej z niedomiaru spędzania wspólnie czasu, życia tymi samymi problemami, posiadania czegoś wspólnego w sferze niematerialnej. Chętnie wybrałbym się na długi bezpłatny urlop i zajął się opieką nad domem i dziećmi. Niestety, tylko dyskryminowane kobiety mają taką możliwość.

Napisałem 3. kwietnia 2008 o 15:00. Komentuj (7)

Senne figle

Nie wiem kto, nie wiem co, ale płata mi figle. Wczoraj wieczorem myślałem sobie, że w sumie nieźle, że nigdy nie pamiętam co mi się śniło. Mogę sobie najspokojniej w świecie zjeść późnym wieczorem na kolację to, co tylko sobie wymarzę i nie będzie żadnych konsekwencji. To oczywiście przy okazji tego, że mój BW ostatnio o kolacji przypomina sobie w okolicach 22:00. Tłumaczę, że jak zje mięcho w dużej ilości, to może mu się śnić coś nie koniecznie fajnego.

Dziś rano pamiętam dokładnie cały swój sen. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby poprzedni taki raz zdarzył się przynajmniej w ciągu ostatnich dwóch lat...

Napisałem 7. kwietnia 2008 o 09:49. Komentuj (4)

Chwilowe odczucie

Dziś czuję się jak mrówka, gdy
czyjś but tratuje jej mrowisko. (Edyta Geppert)


Nie mam z kim porozmawiać, wyżalić się, wypłakać w rękaw. Nikt nie zrozumie.

Zawsze byłem zamknięty w sobie.

Napisałem 8. kwietnia 2008 o 15:41. Komentuj (4)

W nawiązaniu...

...do wczorajszej notki. Nie wypłakiwałem się jednak. Ale również nie narzekałem, nie chciałem niczego zmieniać, naprawiać, ani rozgrzeszać. Po prostu tak jest, że zwykle wolę sam zajmować się własnymi sprawami, jednak w chwilach psychicznie trudniejszych muszę liczyć się z tym, że również zostaję sam. Taki "styl". To wcale nie znaczy, że tu udaję. Ale i nie wyżalam się. Nie szukam też zrozumienia, wsparcia, ani rozgrzeszenia, choć zdarza się, że je tu otrzymuję. Po prostu zatrzymuję chwile, choć może to wyglądać na marudzenie.

Kobiety inaczej widzą ten sam świat.


Napisałem 9. kwietnia 2008 o 10:47. Komentuj (2)

Cud

Wenus, Mars... czytałem, kiedyś nawet wierzyłem, że jesteśmy z innych planet i tylko przypadkiem tu jesteśmy razem. Tymczasem uważam, że bez siebie nawzajem nie możemy być naprawdę sobą. Nic innego nie może zapełnić nie pustki, ale miejsca przeznaczonego specjalnie dla tego kogoś. Ale ja nie o tym chciałem. A może i tym... Niezdecydowany jestem.

Czasem zdarzy mi się próbować zaglądać w swoje wnętrze. Zastanawiać się, co jest ważne, co lubię, co kocham, jakie mam cele, priorytety, jak patrzę na życie i przyszłość, [Przy okazji wierzę w zmartwychwstanie. W zmartwychwstanie marzeń, które kiedyś zabiłem. Pewnie nie będą takie same, ale będą żywe.], co wywołuje w moim wnętrzu pozytywne reakcje? Stwierdzam, że póki co jednak jestem kawałkiem betonu, który nie pozwala sobie na ciepło, łagodność i sam nie wiem jak nazwać to coś, czego w sobie nie znajduję. Na pewno nie mówię nikomu oprócz moich dzieci, że kocham. Oprócz nich nikogo nie chcę dotykać. Nie potrzebuję. Uprawiam seks z żoną, ale satysfakcję z niego przynosi mi wyłącznie jej ograniczona akceptacja, objawiająca się brakiem odmowy a czasem nawet chęcią. Nie ma jednak - przynajmniej z mojej strony - krzty namiętności, dawania siebie, poszukiwania bliskości, czułości, wyjątkowości. W sumie myślę, że z jej strony też nie ma więcej, bo zawsze jest tak samo. Prawie mechaniczny seks. Niemal jak jeszcze nie tak dawno temu z innymi kobietami, do których nie czułem nic.

Wiele bym dał, żeby móc zajrzeć w jej, czyli AW wnętrze. I wcale nie chodzi o wziernik ginekologiczny (choć tak też bym chciał - przyznaję, taka mała dla niektórych perwersja, choć dla mnie wcale). Gdyby miała swój blog... Nabieram w sumie nie wiem czy przekonania, czy świadomości, że kobieca psychika to sprawa dla mężczyzny skomplikowana. Są pewne rzeczy dla kobiety ważne a dla mężczyzny bez znaczenia. Na odwrót oczywiście również. Mimo tego, że każdy z nas patrzy na tego drugiego przez pryzmat własnych priorytetów, zasad, uczuć, odczuć, przeczuć (i tak dalej), jakoś czasem można się dogadać. Można też ze sobą być i żyć. Niektórzy nie wyobrażają sobie innego życia. Czy to nie cud?

Czy już wspominałem, że kocham kobiety? To prawda, że czasem ich nienawidzę, ale szybko mi przechodzi. Nie mogę się pozbyć tej fascynacji już od przedszkola. Wcale zresztą nie chcę.

Napisałem 9. kwietnia 2008 o 14:05. Komentuj (2)

Co by było, gdybym

Ostatnio wspominałem pewną rozmowę elektroniczną prowadzoną, kiedy byłem w "najlepszym" okresie zdradzania AW. Podobno powinienem był wtedy powiedzieć o wszystkim i dać jej możliwość podjęcia decyzji, czy nadal chce ze mną być. Nie zrobiłem tego i w dalszym ciągu nie planuję. Myślę jednak, co mogłoby się stać, gdybym to wtedy zrobił. A tak naprawdę wciąż się zastanawiam, czy może teraz powinienem, albo może kiedyś, kiedy sam prawie o wszystkim zapomnę...

Zapomnę? Prawdopodobnie nie. Pomimo tego, że w żadnym z przypadków nie była to nigdy ani miłość, ani zakochanie, ani fascynacja osobowością bądź nawet ciałem. Nie mam miłych wspomnień. Nie jest tak, że którakolwiek z tych kobiet zostawiła choćby odrobinę siebie w moim sercu. Żadna z tych, z którymi byłem w łóżku. Pamiętam za to, że po pierwszym razie czułem się brudny i śmierdzący. Czułem na sobie jej zapach i chciałem się natychmiast umyć. A potem... potem było coraz bardziej "z górki". Dzisiaj, chociaż już mi przeszły "seksualne eskapady", wcale nie wykluczam, że kiedyś to zrobię znowu. Tak zwyczajnie. Najprościej. Nawet bez większych uczuć, wyrzutów, czy wątpliwości. Jakbym szedł do fryzjera. Póki co jakoś mnie nie ciągnie, ale za miesiąc, dwa, pół roku... kto wie? Kiedyś komuś mówiłem, że podjąłem decyzję, że już nigdy, ale wiem, że decyzja nie ma tu nic do rzeczy. Kiedy będą "sprzyjające" warunki, okazja, bądź sam nie wiem co - po prostu się to stanie. Myślę sobie "oby nie", ale dowiedziałem się o sobie czegoś, czego wcześniej nie wiedziałem. A może zmieniłem się, choć wcale tego nie chciałem. Ktoś powie "skoro to robiłeś, to przecież chciałeś". Nie powiem, że nie ma racji.

Wracając do tytułu. Gdybym powiedział o wszystkim, mogłoby się stać wiele rzeczy. Może AW poczułaby jeszcze mocniej coś, co kiedyś wyraziła, że nie dostawałem od niej tego, co powinienem. Mogłoby to ją pogrążyć w wyrzutach, albo zmotywować do działania. Już widzę te kobiece uśmiechy i nieomal słyszę myśli typu "idiota", "wariat", "nienormalny", "palant". Zapomnijmy więc o tej wersji. Może więc otworzyłaby mi drzwi i nic nie powiedziała? W żadnym razie nie wyszedłbym z domu. Nie zostawiłbym ot tak po prostu moich dzieci. Każdy przecież ma świadomość tego, że pewnie od tej pory spotykałbym je tylko wtedy, kiedy ona by się na to zgodziła - w końcu żyjemy w kraju, gdzie kobiety są traktowane gorzej niż mężczyźni, czyż nie? Może więc to ona sama by się wyprowadziła? Bardzo prawdopodobne. I co dalej? Nie wiem zupełnie. Myślę sobie jednak o jeszcze jednym przypadku. Że nie chciałaby zaczynać wszystkiego od nowa, tylko odbudować to, co się właśnie zawaliło. Co się zawaliło u niej, bo u mnie stało się to już dawno temu. Przyznaję, że raczej bym jej w tym nie pomógł. Nie znalazłbym tyle siły, żeby ją w tym wspierać, żeby się starać przezwyciężyć ten niewątpliwie ogromny ból, który by w sobie czuła. Teraz, kiedy nie wie, nie muszę się z nim konfrontować i jakoś "daję radę".

Jest jeszcze jedna myśl. Czy ona chciałaby wiedzieć? Niektórzy twierdzą, że i tak wie, chociaż nie ma żadnych dowodów a przynajmniej nic o tym nie wiem.

Czy mam prawo sam podejmować decyzję o tym, że zostajemy razem? Moim zdaniem mam. Robię to może nie codziennie, ale jednak cały czas. Z dnia na dzień. Dlaczego właśnie taką?

Napisałem 11. kwietnia 2008 o 09:58. Komentuj (10)

Odnosimy się do...

Odnosimy się, czyli określamy punkt odniesienia. Zwykle ten sam, niezmienny. Ja raczej ciągle go zmieniam.

Na przykład bywa nim ktoś, kogo blog właśnie od początku czytam. Wcale nie chodzi mi o notki starsze, które coś mówią o przeszłości dziś już nieodkrywanej, które pewne rzeczy pozwalają zrozumieć. One przede wszystkim upewniają, że... tu nie napiszę "że co", bo niektórym byłoby wiadomo o kogo chodzi a nie chciałbym tego tak publicznie. Jednak tam pewne sprawy pozostają niezmienne a dla mnie niezmiennie pożądane, niezmiennie w deficycie, trochę też obawiam się, że niezmiennie nieosiągalne. Może gdybym podjął decyzję inną, niż z poprzedniej notki... Ale nie podejmuję. Dodam i mam nadzieję, że tylko do własnej wiadomości, na przyszłość (liczę, że nikt więcej nie zrozumie), że rzecz kojarzy się z krajem, w którego języku kiedyś mówiłem.

Inny punkt odniesienia to ostatnio dająca się zaobserwować mama pewnej dziewczynki. Czasem rano, kiedy mogę sobie popatrzeć, jest naprawdę miło.

Od wczoraj myślę, że i ona, i ja moglibyśmy być naprawdę szczęśliwi. Może nawet jako my...

Napisałem 17. kwietnia 2008 o 10:57. Komentuj (6)

Zły mąż

Właśnie się dowiedziałem jaki to wstrętni i niedobry ze mnie mąż. Nic nie robię w domu, nie wykazuję żadnej inicjatywy w kwestiach dotyczących wspólnych spraw. Podobno nawet inni to zauważyli. Robię tylko to, co sam chcę...

W zasadzie to wszystko prawda. Dlaczego więc za chwilę słyszę słowo "kocham"? Podobno można kogoś kochać mimo wszystko. Tylko dlaczego mnie? Myślę, że sobie niczym nie zasłużyłem. A przynajmniej ostatnio. Oczywiście nie mam na myśli miłości wyrażanej przez BW i DW - dzieciom się nie dziwię, one tak już mają. Zresztą akurat ci dwaj mają co odwzajemniać.

Wracając do pierwszego akapitu - TG skarżyła mi się kiedyś, że jej mąż nigdy nie zajmował się wychowaniem dzieci. Nic nie jest bez powodu...

Napisałem 21. kwietnia 2008 o 16:27. Komentuj (2)

Dziś pytanie, dziś odpowiedź

Jakoś ostatnio zdarza mi się odnosić do poprzednich notek. Tym razem też. Otóż... zapytałem AW najzwyczajniej w świecie "dlaczego". Odpowiedziała, że też nie jest idealna.

W przeciwieństwie do wielu innych, nie mam ochoty na seks. Z nikim. Ewentualnie z samym sobą i gadżetami, ale po pierwsze jakoś nie ma ostatnio warunków albo ochoty by je stworzyć (ileż można jeździć w tym celu na parking na uboczu) a po drugie zamówiona dostawa kolejnych zabawek jakoś ma kłopoty z dotarciem.

Zauważyłem na niektórych blogach coś w rodzaju "łańcuszka szczęścia", chociaż chyba głównym jego celem jest zabawa. Ludzie piszą o sobie różne rzeczy. Kiedyś znałem pewną MP, z którą bawiłem się tak, że ta druga osoba odpowiadała na w pewnym sensie pytania tej pierwszej, zgadując która z dwóch odpowiedzi jest poprawna. Na przykład:

1. Wino czy piwo?
2. Wąskie biodra i duży biust czy szerokie biodra i płaski brzuch?
3. Brunetki czy rude?
4. Sportowe czy rodzinne?
5. Lato czy jesień?
6. Muzyka czy lotnictwo?
7. Dominacja czy uległość?
8. Po niemiecku czy po brazylijsku?
9. Oralnie czy analnie?
10. Kotka czy suka?

Jak ktoś ma ochotę, może odpowiedzieć - miłej zabawy. Każdemu obiecuję podać ilość poprawnych odpowiedzi. Tak, mimo swojej skrytości mam w sobie coś z ekshibicjonisty.

Napisałem 23. kwietnia 2008 o 16:16. Komentuj (10)

Wiosna pełną gębą

Piękny niedzielny dzień. Stosunkowo długa wycieczka rowerowa z DW "na pokładzie". Jesteśmy na miejscu. Ławka, "noski eskimoski". Spotkanie znajomych z dziećmi. Najpierw jego i dzieci. Ona przychodzi trochę później. Wygląda kwitnąco. Aż ciężko przestać patrzeć z zachwytem i jednak pożądaniem. Staram się jak mogę, żeby sie nie "ślinić". Idziemy na kawę. Pojawia się AW i BW. Dorośli rozmawiają, dzieci się bawią i zaczepiają wszystkich wokoło. Potem wszyscy oprócz mnie jadą do domów samochodami, ja wracam rowerem. W domu grill, wino, alkoholowy zawrót głowy. Wieczorem, zasypiając myślę, że oby więcej właśnie takich dni. Może nawet miałem poczucie szczęścia...

Czegóż chcieć więcej? Jest takie coś. Seks jeśli już, wchodzi w grę z samym sobą - AW jest "niedysponowana", czyli mogę zapomnieć. Za to w sobotę miałem dłuższą chwilę na zabawę "czarnuchem".

Napisałem 28. kwietnia 2008 o 10:29. Komentuj (4)

Krótka przerwa

Wcale nie chodzi o tą przerwę z dowcipu czym różni się nauczyciel od nauczycielki. Po pierwsze zaraz zaczynam długi weekend. Jakoś się nawet z niego cieszę. Nie tylko dlatego, że zakupiłem sobie zabawki (i tym razem nie chodzi o gadżety - tak, gadżety też zamówiłem i ciągle, tj. już trzy tygodnie nie przychodzą) i spędzę większość bawiąc się jak dziecko. Już nie omijam domu, który kojarzył mi się z nią - AW. Wiem, nigdy o tym nie pisałem, ale trochę tak to było. Teraz spędzanie z nią czasu nie jest już bolesne.

Potem wyjazd na szkolenie. Obym miał pokój jednoosobowy, bo wtedy będę mógł korzystać do woli ze swojego czarnego przyrządu oraz spędzać czas oglądając oferty kobiet za pieniądze - tym razem z innego niż dotąd regionu naszego pięknego kraju. Trochę siebie znam i wiem, że będę oglądał. Nie wiem za to na pewno, czy skończy się na oglądaniu, choć myślę, że tak.

Napisałem 30. kwietnia 2008 o 16:15. Komentuj (5)