główna
przeczytaj
e-mail
księga
linki

Archiwum:
2019:7 6 5 4 3 2 1 
2018:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2017:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2016:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2015:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2014:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2013:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2012:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2011:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2010:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2009:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2008:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2007:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2006:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2005:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2004:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 


Czy...

...kiedyś wybaczę jej i sobie?
...przestanę o tym myśleć właśnie w taki sposób?
...

Napisałem 22. kwietnia 2016 o 07:25. Komentuj (0)

Swoje miejsce

To nigdy nie było moje miasto. Z dwoma wyjątkami zawsze pojawiałem się tu wyłącznie z musu, bez entuzjazmu. Podobnie i teraz. Chociaż oczywiście znam wiele osób, które tu znalazły swoje miejsce. Kiedy sam czysto teoretycznie rozważałem możliwość zamieszkania tu, zwykle stwierdzałem, że skoro mam mieszkać w tak dużym mieście, to nich będzie ono jeszcze większe niż właśnie to.

Nie spędziłem dużo czas na ulicach, ale wystarczająco by zauważyć znacznie więcej niż poprzednio osób pochodzenia azjatyckiego. Tak jak kilka lat temu tutaj, teraz w moim mieście ilość osób rosyjskojęzycznych jest dosyć znaczna. Zastanawiam się, czy obecna sytuacja stąd znów powtórzy się tam i z jakim opóźnieniem.

Kolejna obserwacja to nieomal oczywisty wniosek, że każdy szuka swojego miejsca na ziemi. Swojego szczęścia, albo czasem ucieczki od nieszczęścia. To dobrze, że można się gdzieś schronić, znaleźć bezpieczeństwo, możliwość rozwoju, większe szanse. Ostatnio głośno mówi się o uchodźcach, którzy zalewają Europę, że zupełnie tu nie pasują i nie chcemy ich tutaj. Jednak ta Europa, którą znali nasi przodkowie przestaje istnieć. Dlatego napływ ludzi skądkolwiek, nawet jeśli ich kultury, zachowania i języka nie rozumiem ani trochę, traktuję jako życie. Może nawet "tamto" życie jest lub kiedyś będzie zagrożeniem dla mojego dobrego samopoczucia na ulicy, może nawet bezpośrednio dla mojego życia (choć nie planuję na tej ziemi żyć wiecznie), ale nie życia w ogóle. Dla naszego społeczeństwa też raczej nie, bo od dawna wiadomo, że Polska jest ostatnie na globie społeczeństwo a mimo to wciąż jesteśmy.

A hotel... przypomniałem sobie przed chwilą, że jest tym samym, z którego wyruszyłem na swoją pierwszą nielegalną wyprawę za spełnieniem. Teraz jest w nowym wydaniu. Nie wiem, czy lepszym w sensie uniwersalnym, ale dla mojego życia - tak.

Napisałem 26. kwietnia 2016 o 21:50. Komentuj (1)