główna
przeczytaj
e-mail
księga
linki

Archiwum:
2019:7 6 5 4 3 2 1 
2018:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2017:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2016:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2015:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2014:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2013:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2012:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2011:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2010:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2009:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2008:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2007:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2006:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2005:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2004:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 


Nudne życie, chociaż wyzwolone

Tak można by to określić. Codziennie rano wstaję o 7:15. Idę do łazienki, kąpię się, ubieram. Schodzę na dół. Przygotowuję sobie śniadanie, zjadam. Wracam na górę, myję zęby i znów jestem na dole. Czasem w trakcie tych porannych przygotowań robię to, czego łatwo się domyślić - radzę sobie tak, jak radzi sobie facet bez kobiety. Jakkolwiek - w końcu wychodzę. Wsiadam do samochodu i jadę do pracy. Parkuję pod firmą i przez co najmniej osiem godzin pracuję. Potem znów do samochodu i do domu. Tym razem nieco krócej, choć nieznacznie. Otwieram drzwi - dom jest zawsze pusty. Szykuję obiad (raczej obiadokolację), zjadam i mogę zająć sie różnymi rzeczami w domu. Około 23 włączam telewizor, wyłączam myślenie i tak aż do "zmęczenia materiału", czyli momentu, kiedy bez trudu zasypiam. Zwykle między drugą a trzecią.

Myślę sobie, że gdyby nie AW i BW, no i jeszcze ktoś, kogo płci nawet nie znam - to wszystko byłoby rzeczywiście koszmarnie nudne i nic nie warte. Na szczęście nie jest. Na szczęście myśli o seksie bez zobowiązań, może nawet za pieniądze - jakoś ostatnio mnie nie wzruszają, nie mamią. Po prostu sobie są. Patrzę na nie i pobłażliwie się do nich uśmiecham myśląc "i tak nie macie szans". Chociaż naprawdę wiem, że one mają szansę wygrać ze mną, z moją wolą, z tym, co gdzieś we mnie jest, z czym muszę sobie radzić. Ktoś powie wcale nie musisz. Ale ja mam w sobie ten przymus, bo jakoś dziwnie czuję, że warto.

A może nie warto? Nieważne. Dla mnie ma to wartość. Ale taką dziwną, nietypową, nie dającą się nie tylko przeliczyć na pieniądze czy czas. Mają wartość, którą trudno mi wyrazić. Nie dlatego, że jest ona tak olbrzymia, niesamowicie wielka, nie do oszacowania. Po prostu jest dla mnie tak osobiście moja, tylko gdzieś w środku odczuwana, że niemożliwa do wyrażenia, do wysłowienia.

W tym miejscu przepraszam wszystkich facetów, bo najprawdpodobniej nie zrozumieli ostatniego akapitu. Chyba, że sami kiedyś coś takiego mieli okazję odczuć. Co do kobiet nie mam wątpliwości - każda z nich zawsze coś czuje i na dodatek właśnie to zwykle liczy się najbardziej.

Chciałbym jeszcze napisać o tym, jak zmieniło się moje postrzeganie kobiet i kobiecości w ogóle. Jestem zaskoczony, że patrząc na kobietę widze w niej niesamowite zjawisko, kogoś niesamowicie atrakcyjnego. Atrakcyjnego nie tylko w sensie wyglądu, pociągu erotycznego, czegoś, czym mężczyzna potrafi się naprawdę zachwycić a kobieta nie może zrozumieć. Widzę w kobietach ich kobiecość ostrzej i wyraźniej niż kiedykolwiek dotąd. Może to właśnie brak kogoś takiego w bardzo bliskim zasięgu? Może i tak. Tyle tylko, że jakoś nie ciągnie mnie do zbliżeń. A jeśli już, to takich czysto ludzkich, bez bezpośredniego kontekstu erotycznego. Chociaż na pewno nie bez żadnych przejawów różnicy płci i wzajemnego zainteresowania ta przeciwną.

Mam świadomość, że nie mogę się tu dobrze wyrazić. Może nawet już jutro sam czytając nie będę mógł zrozumieć co naprawdę miałem na myśli. Ale nie chodzi o myśli, tylko o odczucia. Nie odczucia chwili, ale pewnego stanu, w którym od jakiegoś czasu trwam i niesamowicie mi się podoba. Stanu, który wyraziłbym tak: Kobiety są takie wspaniałe, ciekawe, interesujące i niesamowite. A najlepsze jest to, że wcale nie muszę ich mieć.

Wyzwolony?

Napisałem 1. czerwca 2005 o 18:43. Komentuj (4)