główna
przeczytaj
e-mail
księga
linki

Archiwum:
2019:7 6 5 4 3 2 1 
2018:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2017:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2016:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2015:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2014:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2013:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2012:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2011:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2010:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2009:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2008:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2007:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2006:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2005:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2004:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 


Lot trzmiela - to pewne

Na szczęście w życiu jest tak jak z trzmielami. Kiedyś naukowcy wyliczyli, że trzmiel ze względu na powierzchnię skrzydeł i dużą masę nie ma prawa latać. Na szczęście trzmiele tego nie wiedzą i latają.

Gdyby były ludźmi, byłoby im może przykro, może smutno, że młodzi, niedoświadczeni, za to noszący głowę zbyt wysoko naukowcy wycierają sobie nimi gębę. Będąc ludźmi pomyślałyby "skoro tyle mają mądrego do powiedzenia, to dlaczego wciąż ta gorycz w każdym słowie" i nawet obiektywnie miałyby rację. Co z tego, że słusznie dodałyby, że "cięte riposty nie prowadzą do nikąd i nie zmieniają niczego".

Mimo to boli. Ale trzmielego serca zamykać z tego powodu nie warto - to pewne.

Ostatnio znów oglądam się za tyłkami. Nie dlatego, że - używając języka ekonomii - jest letnia podaż. Jest gdzieś we mnie popyt. Na szczęście pewne kiedyś zupełnie naturalne reakcje powoli znów stają się... nie naturalne, ale jednak działają. Całe szczęście, że nie spotykam w realnym życiu kobiet, które chcą skorzystać z nieomal każdej okazji, bo zapewne nie pisałbym tego, co właśnie piszę.

Znów wraca czas wojenny - już niebawem koniec roku szkolnego. Zupełnie nie rozumiem skąd ten opór.

Napisałem 6. czerwca 2011 o 23:21. Komentuj (1)

20

W magię liczb nie wierzę. Szczególnie w tzw. "równe" rocznice. Dla nas 20 to "równa" liczba, dla innych może to być 12, 60... Jakkolwiek.

Wtedy wydawało mi się, że to najszczęśliwszy dzień w moim życiu. Nigdy go nie żałowałem, choć nie byłem po nim bez winy. Potem okazało się, że tamten dzień był powodem kolejnych dwóch najwspanialszych, które dane mi było przeżyć.

A dziś wspominam sobie, że warto było.

Napisałem 8. czerwca 2011 o 11:49. Komentuj (4)

Zwycięstwo

Jeśli już, to małe. Oby się jednak 21-go okazało faktem. Bo na razie mam słowo Pani, że będzie OK.

Prawo, którego nikt z zainteresowanych nie rozumie...

Napisałem 13. czerwca 2011 o 17:17. Komentuj (2)

Bezsilność i niespodziewane odkrycie

Niestety nic na to nie mogę poradzić. Kiedy widzę jak się to wszystko porusza, kiedy widzę wzrok, kształty, słyszę głos... Wiem, że to nie dla mnie, jednak wciąż i na nowo nie mogę wyjść z zachwytu. Nieomal w każdym przypadku. Oczywiście wiem dlaczego i wiem kto jest temu wszystkiemu "winien". Chciałbym się tym wyłącznie cieszyć, ale jakoś nie potrafię. Czuję w sobie dziwną mieszankę satysfakcji i zachwytu, ale też głodu i niespełnienia. Głodu, którego nie wolno mi nakarmić i niespełnienia, które nie może się spełnić. Najgorsze jest to, że jednak wciąż bym tego chciał i póki żyję, nigdy się to nie zmieni.


Zupełnie niespodziewanie dokonałem mentalnego odkrycia. Coś, co dotąd nazywałem "dawną miłością", okazało się nią wcale nie być i co najważniejsze, nieprawdziwe z tej pary okazało się słowo "dawny". To zupełnie inna miłość, niż tamta. Nie jakościowo, bo obie mają wiele cech wspólnych (może stąd moja "pomyłka"?), ale w sensie czasu, przestrzeni, samego zjawiska - coś zupełnie odrębnego. Coś, co co prawda narodziło się w mojej naiwnej nadziei nawet nie na powtórkę, ale wręcz kontynuację, jednak jest czymś zupełnie nowym. Ja sam w tym wszystkim też jestem już inny. Może właśnie dlatego dwa razy w tej samej wodzie nie przejrzy się człowiek ni duch?

Napisałem 15. czerwca 2011 o 14:09. Komentuj (3)

Podwójnie

Dziś "podwójne oko" - równo o 22:00.
Napisałem 18. czerwca 2011 o 11:26. Komentuj (1)

Ważone chwile

Życie przekonuje mnie, że jeszcze wiele może się zdarzyć. Wiele miłych chwil, wiele ciekawych zdarzeń. Choć póki co nie myślę o nich w kategoriach dni, tygodni, miesięcy, czy w końcu lat. To raczej chwile.

Choć może to kwestia przykładania do nich odpowiednio dużej wagi, zamiast do tych wszystkich pozostałych okresów? W końcu z punktu widzenia teorii mnogości nawet najkrótszy odcinek czasu i cała wieczność mogą być tożsame. Takie matematyczne podejście do życia.

Napisałem 21. czerwca 2011 o 00:13. Komentuj (0)

Kim jestem?

To interesujące, jak rzadko o tym myślę. Zwykle moja świadomość stwierdza "a co to za różnica, o co w ogóle chodzi".

Dzisiaj w autobusie komunikacji miejskiej nikt się o mnie nie ocierał, nikt nie rzucał zbyt długich spojrzeń. To ja patrzyłem... na okładkę kolorowego pisma dla kobiet. Chociaż akurat nie płeć odbiorczyni ma tu znaczenie. Okładka to generalnie hasła, które mają zapewnić potencjalnego odbiorcę, że gazetę warto kupić. A dlaczego? A dlatego, że można się z niej dowiedzieć na przykład jak go zniewolić, jak być najlepszą w łóżku, jak zrobić lepiej to i tamto. Generalnie poradnik typu: zrób tak a tak a wtedy będziesz mieć tak a tak. Ciekawe tylko, jaki naprawdę ma być cel tych wszystkich zabiegów. Co prawda okładka mówi, że na przykład posłuży to zbudowaniu fajnego związku. Tylko czy związek sam w sobie jest jakąś wartością? Bo dla mnie to sposób na miłe i być może nawet bardzo przyjemne spędzenie wolnego czasu z kimś, kto może ma podobne zainteresowania, z kim odważymy się na więcej niż bycie na wyciągnięcie ręki, bo będzie to seks, jakiego dotąd nie przeżył nikt - przynajmniej takie są chęci i marzenia.

Pytam więc: związek i co dalej? Pobędziemy, pobawimy się, porżniemy jak króliki i... wcześniej czy później znudzi nam się. Albo okaże się, że nasze oczekiwania wobec wspomnianego na początku związku różnią się na tyle istotnie, że może seks jest fajny i bezwstydny, ale przecież chciałoby się więcej. Długim łukiem wracam więc do początku, czyli kwestii, czego tak naprawdę chcę, dokąd zmierzam, co mogę zrobić chętnie, czego nie zrobię nigdy. Co mogę i chcę dać temu komuś i co jestem gotów przyjąć a czego nie chciałbym nigdy. Co mnie motywuje? Kim jestem?

Powyższe pytania wcale nie wynikają z tego, że niedawno obściskiwałem się z kobietami i teraz myślę "co dalej". Wprost przeciwnie - obściskiwanie to najzwyczajniejsze bycie z ludźmi. Może fizycznie bliższe niż codzień, ale jeśli dłużej się nad tym zastanowić, to w gruncie rzeczy całkiem zwyczajne.

Zupełnie poza tematem: cały ten pociąg seksualny jest całkiem nieźle pomyślany. Sam w sobie ciągnie, chociaż kiedy pomyśleć o szczegółach, to odrzuca. Mimo to ciągnie...

Nie przychodzisz mi do głowy od miesięcy...

Napisałem 21. czerwca 2011 o 23:27. Komentuj (0)

Do /nie/wzięcia

Była u nas niedawno. Wyglądała i zachowywała się tak, jakby nic specjalnego się nie wydarzyło. O nim mówiła nieomal tak, jakby ciągle żył, tylko jakoś tak gdzieś indziej. Nie potrafię jej "poczuć" - kim jest, jak odczuwa. W swoim zachowaniu jest tak niesamowicie niekobieca. Ciężko zauważyć w niej emocje, wahania. Zastanawiam się nawet, czy są w niej takie same hormony, jak w każdej innej kobiecie. Z drugiej strony o jej byciu kobietą świadczy to, że ma dziecko, że zamiast powiedzieć coś wprost, "obchodzi" temat szerokim łukiem i każe się domyślać, że wreszcie najbardziej zaawansowana czynność techniczna, jakiej teraz chciałaby się nauczyć, to zmiana koła w samochodzie.

Dawno temu postawiła na swoją karierę. Podporządkowała jej dziecko, męża i wszystko wokół. Teraz, podobnie jak podczas jego choroby, szuka towarzystwa. Być może, jak to sama nazywa, "ma potrzebę lokowania swoich uczuć"? Ciekaw jestem, czy w ogóle uprawia seks i jaka jest "w te klocki". A może należy o tym zagadnieniu mówić wyłącznie w czasie przeszłym? Jeśli teoria o czerwonym stroju jest prawdziwa, to woła "weź mnie".

Napisałem 27. czerwca 2011 o 16:15. Komentuj (1)

Moc karty

Moje dzieci spędzają czasem czas, bawiąc się pod płotem. Po drugiej jego stronie jest inna dwójka, która robi dokładnie to samo - grają w grę, gdzie moc daje użycie karty.

Wczoraj sprawdzałem kolejny raz moc mojej karty. Wypróbowywałem kolejną saunę - tym razem pieszo 5 minut od mojego domu. Spodziewałem się czegoś znacznie gorszego. Do pełni szczęścia brakowało mi oczywiście mnóstwa nagich kobiet i... zegarka. Tylko sąsiadka dziwiła się, że w taki ciepły dzień chce mi się.

PS. Czy ktoś zna dobry i szybki (2-tygodniowy) kurs samodzielnej nauki portugalskiego w wersji brazylijskiej?

Napisałem 29. czerwca 2011 o 08:03. Komentuj (1)