główna
przeczytaj
e-mail
księga
linki

Archiwum:
2019:7 6 5 4 3 2 1 
2018:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2017:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2016:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2015:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2014:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2013:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2012:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2011:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2010:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2009:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2008:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2007:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2006:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2005:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2004:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 


Relatywne redefinicje

Sam się zdziwiłem, że to już dwa i pół roku. Na początku było... trudno powiedzieć, że trudno, bo niespecjalnie mi zależało, żeby się uniezależnić od nałogu posiadania wątpliwej władzy. Ale nieomal codzienne rezygnowanie z tego, do czego się przyzwyczaiłem nie było miłe, ani przyjemne. Na pewno fajniej byłoby zrobić tak, jak już przywykłem, czyli wyjść, pójść na zakupy i mieć potem przez jakiś czas mieszane uczucia: poczucie cielesnego chwilowego spełnienia i moralnego niepokoju, bo doły już dawno przestałem w tej kwestii zaliczać.

Być może głównym racjonalnym powodem mojego powstrzymywania się była właśnie owa chwilowość przeżyć, na dodatek często wątpliwej jakości. Nie będę się tu jednak użalał, bo ostatnio stwierdzam, że intensywność i jakość różnego rodzaju zauważanych, rejestrowanych, czy przeżywanych zjawisk, sytuacji, kontaktów, zależy w głównej mierze nie od nich samych, ale od mojego nastawienia. Coś, co dla jednych jest przeżyciem niesamowitym, dla mnie jest nawet nie niezauważalne, ale pozbawione zrozumienia jakości zauważanej przez innych. Jednych podnieca jazda konno, a ja widzę w niej tylko aspekty seksualne, jeśli w ogóle są (a jeśli nie ma, to dla mnie są). Jednym przeszkadzają zbyt ich zdaniem krótkie spódniczki gimnazjalistek, a dla mnie to bez większego znaczenia, kto taką spódniczkę nosi - bez kontekstu seksualnego ma ona dla mnie wymiar czysto estetyczny, podobnie jak zresztą brak takiej sukienki, czy nawet ubrania w ogóle, z bielizną włącznie. Nagość sama w sobie nie jest dla mnie seksualna i tyle, więc zdziwiłem się nieco, kiedy koleżanka zwróciła mi uwagę, że zamiast na własną zonę, zwróciłem w muzeum uwagę na nagi odlew z brązu o wielkości i wyglądzie naturalnej nagiej kobiety.

Z drugiej strony nie można chyba zbytnio popadać w relatywizm. Pewne rzeczy jakieś są i nie wyjdziemy dobrze nazywając nimi coś innego, bądź jako to ostatnio ma często miejsce - przekonując, że coś innego należy traktować inaczej. Dla przykładu kwestia małżeństwa i prostytucji - niektórzy twierdzą, że małżeństwo to taki sam kontrakt w aspekcie finansowym, w którym najistotniejszą rolę odgrywa czynnik seksualny, jak podczas prostytucji. Taka nieuprawniona redefinicja.

Napisałem 12. czerwca 2014 o 09:30. Komentuj (0)