główna
przeczytaj
e-mail
księga
linki

Archiwum:
2019:7 6 5 4 3 2 1 
2018:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2017:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2016:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2015:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2014:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2013:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2012:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2011:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2010:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2009:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2008:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2007:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2006:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2005:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2004:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 


Trudne powroty



Często tak bywa, że powroty nie są łatwe. Tak jest z moim tym razem. Czemu?

Po pierwsze dlatego, że jestem słomianym wdowcem, który ma swoje potrzeby. Więc ponad moje siły jest trzymanie się z daleka od komputera i "atrakcji" dla dorosłych chłopców. Nawet umówiłem się przez internet z pewna panią w wiadomym celu, ale po zastanowieniu się chyba jednak zrezygnuję. Jak już to robić, to tak, żeby była z tego pełna satysfakcja, a ja po rozmowie telefonicznej jestem troszeczkę zdegustowany. I co z tego, że obiecała nie ubrać majtek?

Po drugie wciąż straszą piętrzące sie sterty wypakowanych i jeszcze nie schowanych w odpowiednie miejsca rzeczy. Nie wiem kiedy się z tym uporam. A są przecież sprawy bieżące, na które też brak czasu, a one jednak nie chcą czekać.

Po trzecie rzeczywistość też nie jest najsłodsza. Bo trzeba pracować a po takiej długiej przerwie po prostu się nie chce. Poza tym, jak to zauważył kolega z pracy, ostatnio często bywam na pogrzebach. I tym razem też było tak samo - w tym tygodniu pożegnałem kogoś młodszego od siebie i przyznam, że mocno to uderzyło w moje poczucie pewności co do tego, że jutro się obudzę.

Ale mimo tego wszystkiego nie narzekam. Cieszę się słońcem, bo przecież lubię (pisałem kiedyś o tym). Żyję. Nie straciłem nikogo bliskiego mojemu sercu. AW codziennie z daleka zapewnia mnie o swojej miłości. MS co prawda kogoś poznała, ale mimo tego jestem dla niej wyjątkowy. A to, że BW mnie zapomni to przecież nic, bo jak wróci, to sobie przypomni, prawda?

Na głupie kontakty z kobietami też nie mam ochoty. Ewentualnie czekam na wyjątkową piękność, która się o mnie postara - wtedy może tak. Zarozumialec? Nie nazwałbym tak tego. Raczej znów mam etap zastanowień nad sobą i życiem.

Wiem, że inni przeżywają ból i smutek większy niż ja. Jeszcze inni są znacznie bardziej niż ja szczęśliwi. Czy ktoś z nich ma lepiej lub gorzej? Nie sądzę.

Na wszystko jest w życiu czas. Ktoś się rodzi, ktoś umiera i tylko jeden Bóg wie dlaczego ja wciąż żyję. Ktoś czuje szczęście a ktoś odczuwa jego brak. Żeby w pełni przeżyć życie, trzeba tego wszystkiego zasmakować. To taka myśl po powrocie.

Na koniec pozdrowienia. Dla tych, którzy kiedyś tu zaglądali a teraz z różnych, często osobistych powodów, być może tu prędko nie zajrzą. A może już nigdy? Może o mnie zapomną? Jakkolwiek - pozdrawiam. Trzymajcie się tam, gdzie jesteście i pamiętajcie, że jakkolwiek jest - warto żyć. Wiem to.

----------------
Statystyka z całych pięciu tygodni nieobecności: 6 punktów.

Napisałem 28. lipca 2004 o 10:15. Komentuj (1)

Jak powiedział, tak i zrobił

Czyli nie pojawiłem się na zaplanowanym na wczorajszy wieczór spotkaniu w wiadomym celu. Nie żałuję, bo w sumie nie tego mi potrzeba. A czego potrzeba?

Dostałem SMSa od MS, że musi walczyć o swoje w czymś, co ostatecznie można nazwać związkiem. A ja właśnie potrzebuję kogoś, z kim zamiast walczyć o swoje prawa, o przywileje, o zainteresowanie, o czas, o uznanie, o bliskość, o seks - byłbym kimś zawsze akceptowanym, bez potrzeby choćby śladu gry, udawania, ukrywania i tym podobnych środków, które chyba każdy w jakimś stopniu stosuje względem chyba wszystkich.

No i tu właśnie jest problem: czy to w ogóle możliwe, żeby otworzyć się przed kimś do końca i zostać zaakceptowanym? MS napisała mi, że nie mamy przed sobą tajemnic, ale ona na przykład nie wie o mnie wielu rzeczy i są takie, które obawiałbym się przed nią wyjawić. Nie dlatego, że coś się wyda, ale są rzeczy, które nie są dla kogoś do przyjęcia i to wcale nie dlatego, że on tego nie chce, czy że jest w tym coś naprawdę nie do przyjęcia - po prostu każdy ma za sobą określone przeżycia, bagaż doświadczeń, poglądy, oczekiwania. Innym słowy nikt nie jest wystarczająco przezroczysty, żeby mógł przyjąć dokładnie wszystko.

Więc jaki z tego morał? Chyba taki, że chcę niemożliwego. A to - jak wiadomo - nigdy nie wychodzi na dobre.

Napisałem 30. lipca 2004 o 12:24. Komentuj (2)