główna
przeczytaj
e-mail
księga
linki

Archiwum:
2019:7 6 5 4 3 2 1 
2018:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2017:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2016:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2015:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2014:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2013:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2012:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2011:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2010:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2009:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2008:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2007:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2006:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2005:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2004:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 


Statystycznie rzecz ujmując...

Dziś w radiu usłyszałem, że statystycznie Polak (Polka również) uprawia seks 143 razy w roku. Postanowiłem się więc porównać. Najpierw policzyłem* swoje "osiągnięcia" i okazało się, że jest to odrobinę mniej.

Jednak żeby się porównać, potrzebuję pomocy Was, głównie Czytelniczek. Jeśli jest wśród Was jedna, która robi to 226 razy w roku, to może ze mną być statystyczną parą. Jeśli nie ma ani jednej, to może znajdą się dwie, które razem robią to 369 razy, czyli na każdą wypada już tylko po 184,5 raza w roku? A może trzy, które razem robią to 512 razy, czyli na każdą wypada już tylko po 170 razy w roku? Proszę Was Panie, po kolei, każda zdąży podać swoją liczbę, podobierać sie z inymi w pary, może trójki, może jeszcze większe grupy, żeby razem ze mną zamodelować przeciętną grupę Polaków.

Gdyby jednak okazało się, że liczby są nieco za wysokie (mam nadzieję, że jednak nie, że mój zdecydowanie niższy niż przeciętny wynik nie ma żadnego znaczenia), albo są to dane zbyt intymne a może wstydliwe, to mam zadanie na pocieszenie. Jaki jest mój wynik, który wziąłem do obliczeń powyżej?

* - Tak, posiadam takie dane. Ostatnio liczyłem. A tak naprawdę, to nie liczyłem całego roku a tylko trzy ostatnie miesiące (jak dobrze się składa, że właśnie zakończył się czerwiec i łatwo było liczyć). Wynik jest i tak niezły, bo w ubiegłym roku należałoby go podzielić co najmniej przez dwa.

Napisałem 1. lipca 2007 o 22:06. Komentuj (6)

Pamiętam

To dziwne, bo dzisiejszy sen zapamiętałem. Nie zdarza mi się to nigdy, stąd moje zaskoczenie, że pamiętam go dokładnie, nawet teraz.

Najpierw patrzyłem przez szybę, niejako z ukrycia, jak z opiekunką bawi się mój DW. Na placu zabaw wewnątrz jakiegoś pomieszczenia. Nie wiem dlaczego, ale myślałem wtedy o lotnisku. On mnie nie widział. Postanowiłem do niego podejść. Popatrzył na mnie, uśmiechnął się i powiedział swoim słodkim głosem "tata". Wziąłem go na ręce, przytuliłem. Pokazywał mi różne rzeczy, wymawiając pojedyncze słowa, których w rzeczywistości raczej nie umie wypowiedzieć. Potem zniknął, za to pojawili się AW i BW, jednak nie zauważyli mnie. Pomyślałem we śnie, że to niesamowite, że są takie miejsca, w których można się spotkać mimo dzielącej odległości.

Tęsknię.

Napisałem 2. lipca 2007 o 09:56. Komentuj (8)

Ktoś zna?

Czy jest ktokolwiek na świecie, kto zna sposób na życie? Na szczęście? Na to, co najlepsze? Czy ktoś wie, jak powinno być?

Skoro tak, to dlaczego nie ma póki co takiej firmy, która gotowe przepisy na życie sprzedawałaby za ciężką kasę? Bo ludzie nie mają pieniędzy? Myślę, że byliby w stanie zapłacić dużo. Najwięcej. Tak jak są ludzie, którzy są gotowi naprawdę oddać siebie. Nie tylko o tym mówią, ale to robią. Podobno są, bo nie spotkałem.

Napisałem 4. lipca 2007 o 10:32. Komentuj (10)

Weekend

W niedzielę miałem okazję obejrzeć na żywo gwiazdy muzyki pop i nie tylko posłuchać, co śpiewają. Ale też zobaczyć jak zachowują się "w pracy". Czasem przypominało mi to urywki mojego życia, kiedy byłem jeszcze młody i piękny.

Myślę sobie, że żeby napisać, powiedzieć, zaśpiewać, jakoś coś wyrazić, nie wystarczy sam talent. Trzeba jeszcze coś przeżyć. Trzeba sobie coś nie wyobrazić, ale poczuć na własnej skórze. Doświadczyć. Poczuć czyjeś odrzucenie, zdradę, nienawiść, albo... samemu to zrobić. Komuś, kto nigdy nie czuł potrzeby erotycznej bliskości, same do głowy nie wpadają słowa

Tak pragnąłem Twego ciała

I widzę tylko Twoje kapelusze
Jak statki na niebie
(De Mono "Statki na niebie")


Z drugiej strony zostałem w jakimś sensie pocieszony, bo niektóre słowa były dla mnie abstrakcją, co znaczy, że może nie jeszcze wiele przede mną, ale wielu rzeczy nie przeżyłem.

Napisałem 9. lipca 2007 o 15:11. Komentuj (3)

Tendencyjnie?

Jak najbardziej. Właśnie tak dobrałem wszystko poniższe, choć nie podpisałbym się pod każdym słowem.

Na forum (autor: Theri):
prostytutki są jak spowiednicy, tego co opowiadali mi panowie przychodzący do mnie staram się w swoim życiu rodzinnym unikać. Powiem krótko, nie boli mnie o byle pierdołę głowa. Bo wiem że tacy mężowie korzystają z usług dam do towarzystwa.

W komentarzu do blogu (autor: dom_uciech_wujka_heinricha):
Jedynym powodem do depresji u faceta jest brak regularnego seksu. I nieważne czy masz do czynienia z prostym robolem czy intelektualistą z najwyższej półki, wszystkie inne powody jakie można usłyszeć od mężczyzny skarżącego się na zły nastrój są zwykłym owijaniem w bawełnę i kiepską wymówką przed tym, że mu nie idzie z kobietami, albo ma że problemy z potencją.

W komentarzu do artykułu (autor: ~Rycząca 50+):
Możesz mu dogadzać w dzień ale jak w nocy będziesz oziębła to tak jakbyś się chciała z nim podzielić z innymi - może z tymi z tras szybkiegoo ruchu? Seks jest tak samo ważny jak jedzenie czy oddychanie

Napisałem 10. lipca 2007 o 10:59. Komentuj (3)

Czy?

Od czasu, kiedy jestem, co najmniej dwa razy zostałem "przeniesiony ze śmierci do życia". Ale ja nie o tym, czy to przypadek, czy nie. Raczej chodzi o to, jak będzie tym razem? Choć właściwym słowem nie jest jak ale czy.
Napisałem 11. lipca 2007 o 09:18. Komentuj (3)

Skazany

Jestem skazany na coś, czego i tak nikt nie zrozumie, więc nie będę o tym pisał. Nie każdy przecież musi być szczęśliwy. Każdy ma prawo do własnego wyboru, jakikolwiek on będzie. Więc wybór, czy jestem skazany? Jestem skazany na wybór. Między czymś a czymś. Cokolwiek wybiorę, będzie to jednakowo dobre, bądź jednakowo złe. Jednakowo nijakie. Może będzie się różnić w szczegółach, może będą inne sytuacje, z innymi osobami, w innym czasie czy miejscu, ale w ostatecznym rozrachunku, jak to powiedział Kohelet: marność nad marnościami i wszystko marność.
Napisałem 13. lipca 2007 o 14:33. Komentuj (4)

Samowystarczalni

Kiedyś, jeszcze będąc - jak to się czasem mówi - wolnym człowiekiem uwierzyłem jej, że wystarczymy tylko sami sobie. Że nie potrzeba nam bliskich znajomych, przyjaciół. Że warto stawiać na to, co pomiędzy nami i tylko to budować, o to się martwić. W sumie działało to dosyć długo.

Byłem głupi.

Napisałem 13. lipca 2007 o 21:40. Komentuj (3)

Sentymentalnie

Ten weekend był odrobinę senstymentalny. Byłem na jeden dzień u TG. Tak przy okazji - ma od jakiegoś czasu faceta. W końcu. Mówiła, że szkoda, że nie wcześniej, ale wcześniej jakoś nie mogła. Teraz jest jej dobrze.

Więc jeśli chodzi o kwestie sentymentalne, to przypomniałem sobie swoje dwie pierwsze prawdziwe miłości. Nie jakieś z rozsądku, dla zabawy, żartów, czy czegokolwiek innego, co sam mogłem kontrolować. Takie pierwsze zakochania. Ta pierwsza - D - sprawiła, że pierwszy raz poszedłem na wagary. Chociaż dziwne, bo byłem z nią na lekcji w jej szkole a nauczyciel opowiadał nam kawały. Wszystko skończyło się, zanim dobrze się zaczęło. Dotknąłem jej tylko kilka razy i to zupełnie - teraz powiedziałbym - nieerotycznie.

Druga - W - to było coś bardzo poważnego. Rzecz trwała kilka lat a kolega ze szkoły obserwujący nas, kiedy byliśmy na studniówce stwierdził, że "jesteście blisko". Faktycznie byliśmy. Do czasu, kiedy nie rozstaliśmy się jednego dnia.

Wracając od TG, jadąc między polami, obserwowałem żniwa, zachód słońca, nieomal księżycowy krajobraz. Wspominałem.

A dzisiaj znów sentymentalnie. Spacer po parku, który widział wiele rzeczy w moim życiu. Widział spacery z AW, kiedy mieszkaliśmy blisko. Widział vice miss nastolatek z jej chłopakiem. Dokładnie o tej samej porze roku, kiedy urodził się BW, jeździłem z nim codziennie na spacery po tym parku. To było najlepsze miejsce, jakie udało mi się znaleźć, kiedy upały są takie jak dziś, przekraczające 30 stopni. Wtedy, kiedy nie miał jeszcze miesiąca, były takie same. Dzisiaj wszystko było podobne, tylko nie było ze mną nikogo.

Na koniec wniosek, ale nie podsumowujący. Zupełnie nie związany z sentymentalną treścią notki, ale z dzisiejszego spaceru. Jest jedna rzecz, z którą jest u mnie coraz lepiej. Jedyna. Masturbacja. Ach, te gadżety.

Napisałem 15. lipca 2007 o 20:48. Komentuj (8)

Rozważania o prawdzie

Jakoś nie tylko ja myślę o sobie; o swojej przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Nie tylko ja wspominam. Ale to tylko taka dygresja, bo dalej będzie już tylko o mnie - nikogo innego nie znam tak dobrze, jak siebie. No, może jeszcze MS, choć nie jestem tego taki pewien.

Ludzie mają zwyczaj wartościować różne rzeczy, sytuacje, związki, wydarzenia. Używając wartości, tworzą rozmaite konstrukcje logiczne, etyczne, moralne. Ja też. Relatywne konstrukcje.

Kiedyś byłem przekonany, że prawda jest czymś uniwersalnym. Że istnieje. Co najwyżej jest jak Yeti, o którym wiadomo, że jest, ale nikt go nigdy nie widział. Może trudno tą prawdę zobaczyć, spotkać, usłyszeć, dotknąć czy poczuć, ale to kwestia naszych niedoskonałych lub niewydolnych zmysłów albo nie całkiem takiej jak do tego potrzeba duszy.

Czy coś jest jednoznacznie dobre albo jednoznacznie złe? Czy z czegoś złego może wyniknąć coś dobrego? Czy zło może począć dobro?

Na pytanie czy zdrada jest zła każdy w naturalnym odruchu odpowie twierdząco. Mamy to zakodowane. Sądzę, że zakodowane na poziomie społecznym a nie na poziomie odruchów i ponoć "wbudowanego w duszę prawa naturalnego". Jednak nie jeden raz słyszałem, że zdrada sprawiła, że w związku zaczęło się dziać lepiej. Coś złego sprawiło, że stało się coś dobrego. Nie samo z siebie, bo wymagało to na pewno nie małego zaangażowania wszystkich zainteresowanych osób, ale jednak schemat przyczyna - efekt można uznać za czasem działający.

A rozwód? Podobno ktoś na pytanie Czy myślałeś kiedyś o rozwodzie? odpowiedział O rozwodzie nigdy, za to o morderstwie - wielokrotnie. Inni, najczęściej ci, którzy mają to za sobą lub w najbliższym czasie przed sobą, uważają to za oczywiste i najlepsze rozwiązanie. Często również ich dzieci, choć temu trudno się dziwić, bo do dzieci zwykle nie docierają pełne informacje o tym, co się dzieje, tylko doświadczają one wyłącznie konsekwencji skłóconych dorosłych.

Czy jest jakaś uniwersalna prawda? Czy "przyjdzie taki dzień, gdy stwórcy spotka cię wzrok i co powiesz mu, gdy zapyta cię..."

Kłamałem. Miało być o mnie a jest o wszystkich. O mnie tylko o tyle, że to moje myśli.

Napisałem 18. lipca 2007 o 11:20. Komentuj (3)

Za dużo?

Wczoraj wieczorem bardzo poważnie zastanawiałem się, czy nie przedawkowałem. Z punktu widzenia bloga po prostu nie byłoby następnej notki i tyle. Z grubsza rzecz biorąc.

W takiej sytuacji do głowy przychodzą różne myśli. Po pierwsze - czy szukać od razu pomocy, czy czekać na objawy. Po drugie - zakładając drugie rozwiązanie i brak możliwości szukania pomocy, bo skoro objawy już są, to skutecznie uniemożliwiają - kiedy ktoś zauważyłby, że coś jest nie tak. Choć to i tak bez znaczenia, bo byłoby za późno, jednak bardzo mnie to ciekawi. Po trzecie - w sumie łatwe rozwiązanie. Po czwarte - ciekawe, czy bezbolesne.

Zatrzymanie akcji serca. Wtedy na wszystko jest już za późno. Nie tak jak teraz.

Po jakimś czasie byłem jednak pewien, że się rano obudzę.

Napisałem 19. lipca 2007 o 09:21. Komentuj (1)

Wciąż

Ciągle coś mnie wzrusza. A to chore dziecko skrzywdzone przez los, a to samotna matka, która straciła ojca dziecka zanim się ono jeszcze urodziło, a to synowa, której teściowa podstępnie "ukradła" dziecko.

Nie chcę mieć uczuć. To tylko ból i cierpienie. Lepiej jest być automatem. Bezdusznym.

Napisałem 20. lipca 2007 o 21:52. Komentuj (3)

Park i krowa

Każde miejsce tego parku kojarzy się z czymś. Z różnymi rzeczami i sytuacjami. Jednak nie ma w nim miejsca, w którym nie byłbym kiedyś z AW. Ani jednej alejki. Dzisiaj jeżdżąc po nim pokonałem 5 kilometrów i byłem w każdym miejscu. Każde wołało AW, AW, AW... Większość wołała BW, BW, BW... Niektóre jeszcze DW, DW, DW... Alle Menschen werden Brüder też.

Krowa kojarzy się ludziom różnie. Ja przypominam sobie wtedy kogoś, kto mnie kiedyś chronił. Nie był idealny, jak każdy człowiek. Nie mówił zbyt często, że mnie kocha, ja również nie.

Nie mam w sobie nienawiści, z jednym wyjątkiem. Od czasu, kiedy odszedł, nienawidzę śmierci.

Napisałem 21. lipca 2007 o 20:38. Komentuj (0)

Nieuczesane myśli, słowa, zdarzenia

Zawsze lubiłem patrzeć. Nie widzieć, ale patrzeć. Przyglądać się, oglądać, patrzeć tępo w dal. Kiedy zamykam oczy, widzę kobiece nogi. Dziwne, bo to nie one mnie interesowały, nie o nich zawsze myślę.

Co musiałoby się stać, żebym znów się uśmiechał tak prosto z serca? Szczerze i bez żadnych obaw? Kiedy ktoś jest dla mnie miły, wpadam w popłoch i nie umiem się zachować. Szczególnie kiedy ten ktoś jest kobietą.

Pewna dziewczyna, chyba aktorka, na pytanie czym jest szczęście odpowiedziała coś, co mógłbym zaadaptować na własne potrzeby. Powiedziała, że to jakieś sekundy.

Dzisiaj ktoś pierwszy raz w życiu zapytał mnie co mam zrobić, abyś był szczęśliwy? Nie umiałem odpowiedzieć. To dla mnie zbyt wiele.

Napisałem 23. lipca 2007 o 17:19. Komentuj (2)

Minipseudoraj samotności

Bycie samemu ma - jak się okazuje - wiele zalet. Żyć dopiero mogę sam, niepokorna myśl zyska wolny kształt (J. Kaczmarski). Tylko od czasu do czasu trzeba się zmierzać z humorami, złym nastrojem, hormonami, koniecznością zrobienia wszystkiego "no bo tak". Tylko od czasu do czasu, jak choćby dzisiaj. Zupełnie nie rozumiem dlaczego kobiety potrzebują wsparcia, poczuć się słabe, rozpłakać się, skoro kiedy indziej będą udowadniać, że są twarde, dadzą sobie ze wszystkim radę a mąż to wróg. Szczególnie to ostatnie, jeśli jest permanentne, jest nie do zniesienia.

Wiem, że jest inaczej. Piszę tylko o sobie i swojej wyobraźni. Proszę niczego nie brać do siebie.

Napisałem 24. lipca 2007 o 20:09. Komentuj (5)

Czekając na... amnezję

Czy to możliwe, żeby tak po prostu nagle zapomnieć wszystko co złe z ostatnich dziesięciu lat i zacząć wszystko od nowa? W tym samym domu, z tą samą kobietą? Udawać, że nic się nigdy nie stało? Liczyć, że coś jak grzmot z nieba załatwi wszystko w jednej chwili? A może jest jakiś makijaż, który ukryje wszystkie zmarszczki i blizny? A czasem też i otwarte rany? Da się zmieść pod dywan i przyklepać? Liczyć, że teraz to jakoś to będzie a potem, kiedyś, nie wiadomo kiedy, wyjmować to spod dywanu powoli, pojedynczo, śmieć po śmieciu? Powoli zmywać makijaż?

Małe dziewczynki wierzą we wróżki, które mogą wszystko. Chłopcy chcą być rycerzami na białych koniach, którzy ratują swoje zamknięte w wieżach księżniczki.

Nie jesteśmy dziećmi. Pewne rzeczy nigdy się już nie zdarzą, choć wcale nie są niemożliwe.

Napisałem 25. lipca 2007 o 10:46. Komentuj (4)

Jak

Wczoraj sprzeczka. Można mówić i myśleć co się chcę - i tak nikt tego nie słucha. Chyba, że zgadza się z poglądami tej drugiej strony.

Jak będzie, kiedy będziemy znów razem?

Przeciwieństwem miłości nie jest nienawiść, lecz obojętność. A przeciwieństwem życia nie jest śmierć, lecz nieczułość. (Elie Wiesel)

Napisałem 27. lipca 2007 o 11:18. Komentuj (7)

Niedługo

Przede mną, w ciągu co najwyżej kilku dni ważna decyzja. Bardzo ważna i poważna. Nie ważniejsza niż małżeństwo, ale być może sięgająca nawet dalej. Chociaż statystycznie mężczyźni żyją krócej, więc raczej nie.

Coraz więcej wiem, coraz więcej mam za sobą przemyśleń, wszystkich za i przeciw. Kiedy to się stanie, to już nigdy więcej... To nie tak, że da się coś jeszcze cofnąć. Wtedy już nigdy.

Niedługo moje wakacje. To właśnie wtedy, jeśli tak zdecyduję. Wtedy wrócę inny, choć nikt tego nie zauważy.

Napisałem 30. lipca 2007 o 17:30. Komentuj (3)