główna
przeczytaj
e-mail
księga
linki

Archiwum:
2019:7 6 5 4 3 2 1 
2018:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2017:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2016:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2015:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2014:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2013:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2012:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2011:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2010:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2009:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2008:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2007:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2006:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2005:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2004:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 


Zdjęcia

Jakoś wszyscy po powrocie pytają mnie o zdjęcia. Czyżby się przyzwyczaili, że zawsze są? Tym razem też są, ale muszą poczekać.

Moje plany poszukiwań kobiecych mózgów udały się... średnio. Planowałem zajmować się tym podczas wystawiania dupy do słońca, tymczasem moje myśli zaprzątnięte były czymś odrobinę innym. Kobiece mózgi widać za to doskonale w innych miejscach i okolicznościach, o których ze względu na własne bezpieczeństwo nie wspomnę.

Co więc zajmuje dorosłego (metrykalnie nawet niejednokrotnie) faceta na wakacjach? Zastanawianie się, któraż to z narodowości najbardziej mu odpowiada. Na początku stwierdziłem, że zdecydowanie Polki. Jednak kiedy okazało się, że najśmielsze toplesy są jednocześnie nie koniecznie tymi, które należałoby pokazywać w pierwszej kolejności a ich właścicielki to właśnie Polki - nieco zmieniłem zdanie. Najlepsze cycki posiadała bowiem pewna Węgierka. Ale dlaczego zaczynam od cycków a nie uwielbianych przeze mnie tyłków? Bo te jako jedyne dane mi było oglądać bez odzieży, choć ich ilość była żenująco niewielka. Mimo istnienia nagiej plaży w okolicy, nie udało mi się do niej dotrzeć; nagie pozostały więc tylko cycki i to, co zwykle wystaje spod stroju kąpielowego albo plażowego - jak kto woli.

Najlepsza figura (kto decydował się kiedyś zgadywać, ten wie, jaka jest) - Polka a zaraz za nią - Czeszka.

Ciekaw bardzo jestem, czy rzeczywiście Rosjanki są tak dobre w łóżku, jak niesie fama. Dodając do tego, że są całkiem niebrzydkie...

Niemki - na niektóre nawet warto spojrzeć. Serio, serio. Za to na Czeszki zawsze warto. Szkoda tylko, że one właśnie wtedy zbliżają kolano do kolana, choć też nie wszystkie.

Greczynki zwykle są, jak to mawiał mój kolega, "nisko zawieszone". Choć też nie zawsze i wtedy jest też miło.

Zgubiłem gdzieś swój mózg. Myślę, że nie jest mi aż tak bardzo potrzebny, bo bez niego funkcjonuję całkiem nieźle. A do tego jak przyjemnie...

Napisałem 7. lipca 2008 o 16:06. Komentuj (7)

Kultura i inne takie

Ktoś pytał o kulturę, pogodę, krajobrazy. Zwykle nie używam przekazów medialnych, bo wolę pisać. Ale tym razem chyba lepiej będzie inaczej.

Kultura (może poza tymi węgierskimi w środku)
Kultura

Krajobrazy
Krajobrazy

Wspominana wcześniej figura. Z lewej Czeszka, z prawej Polka.
Figura

Pogodę w zasadzie widać, za wyjątkiem temperatury. W dzień 33, w nocy 24. W stopniach Celsjusza oczywiście.

Napisałem 8. lipca 2008 o 14:05. Komentuj (9)

Codzienność

Może nie codziennie, ale oprócz takich zwyczajnych, regularnie używam moim zdaniem rzeczy nietypowych bądź takich, o których nikt głośno nie mówi. Na przykład: urządzenia waterpick, majtek typu "string", kilku zabawek erotycznych o kształcie zbliżonym do fallusa (a w związku z tym również żelu nawilżającego, bo aż takim masochistą to nie jestem), pęsety, bidetu, papieru toaletowego po każdej wizycie w toalecie, depilatora.

Nie używam za to, bądź naprawdę bardzo rzadko: zegarka na rękę, przenośnych odtwarzaczy mp3, kwiatów (jako prezent dla kobiet), pidżamy, czarnej herbaty, środków antykoncepcyjnych.

Codzienność jest taka przyziemna. Może nawet obrzydliwa, kiedy się o tym czyta.

Napisałem 9. lipca 2008 o 10:33. Komentuj (10)

Ona i on

Czyta bloga. Zaczyna codziennie rano. Jeszcze zanim otworzy się okno przeglądarki. Nawet sobie nie uświadamia odczuć, które w niej są. Jednak codziennie robi to samo. Zastanawia się, co też nowego się dla niej znajdzie. Czy będzie się miała czym pożywić? Czy będzie smacznie, słodko, miło i komfortowo? Czy raczej coś w nią uderzy, coś sprawi, że będzie przez chwilę gorąco w całym ciele i za chwilę trzeba będzie coś z tym gorącem zrobić? A może tym razem po prostu ciekawie, interesująco? A może znowu podniecająco, tak że znowu pojawią się znajome, choć niekoniecznie od razy uświadamiane odczucia? A to wszystko za jego sprawą. To przecież wszystko z jego powodu. Chłonie każde jego słowo. Na każde od zawsze czeka. Każde zaspokaja, ale jednocześnie sprawia, że chciałoby się więcej i więcej. Z każdym kolejnym słowem wzmaga się chęć na więcej.

Koniec czytania. Już więcej nie ma słów. Teraz czas tylko dla niej. Niczym nieskrępowana, pełna odwagi, wyrusza w podróż w miejsca, których nigdy wcześniej nie widziała, ale są jej jednak tak znajome. Przecież codziennie tam jest. Każdego dnia sięga coraz głębiej, coraz dalej. Czuje coraz mocniej, słyszy coraz głośniej. Obraz jest coraz bardziej kolorowy i wyraźny. Chciałaby dotknąć...

Ona i on. Ułuda. Podświadomość i blog.

Napisałem 10. lipca 2008 o 17:02. Komentuj (5)

Zdziwienie

Na koniec dnia, właściwie już po godzinach, w pracy poważna rozmowa. Czy się deklaruję, czy będę, czy różne takie tam. Czy może mam inne plany, bo zamiast mnie można by dwie inne osoby... Nie chcę wiedzieć, kto nie będzie pracował dlatego, że ja będę. Choć z drugiej strony to nie moja wina i nie ja podejmuję decyzje. Jest w tym jeszcze inny wątek - ktoś inny mnie nie chciał - też nie chcę wiedzieć dlaczego.

Po tym wszystkim wieczór taki, że chciałoby się, żeby go nie było. Na to całe zło nie pomogły różne zajęcia zajmujące całą głowę i nie tylko, jak gra w piłkę z BW i DW, spacer i rower z BW.

A ona się dziwi, że to dla mnie cudowne. Skąd miałaby wiedzieć?

Napisałem 17. lipca 2008 o 09:09. Komentuj (4)

Instrumentalnie

Ale i wokalnie. Zdarzyło mi się wrócić na chwilę do tamtego dawnego, przysypanego kurzem świata. Nieomal jak zwiedzać Pompeje. Tyle, że tam ludzie zginęli nagle. Ale są i inne przypadki, bardziej pasujące do mojego, choćby Kameiros. Wróciłem wokalnie i instrumentalnie. Miło było słyszeć pochwały, choć jednocześnie miałem świadomość, że powrót na krótką chwilę to nie to samo, co być gdzieś na stałe. W głowie z tamtych czasów pozostało więcej, niż byłem teraz w stanie z siebie wycisnąć.

Przyjemnie było pić własne wino w ilości wystarczającej do swobodnego wypowiedzenia AW małej części swoich preferencji i chęci w łóżku. Okazuje się, że i te są dla niej zbyt śmiałe a co za tym idzie - niewykonalne. Choć wciąż w uszach brzmi kocham każdy kawałek...

Potem miły wieczór, wypełniony sekscesami i... noc duchów, więc dzisiaj chodzę na rzęsach.

Jednak wspominam wszystko jako całkiem przyjemny weekend. Ktoś życzył i się spełniło.

Napisałem 21. lipca 2008 o 10:06. Komentuj (1)

Podwójne pytanie

Aż koledzy się dziwili. Zwykle nie zdarza mi się w pracy rzucać "kurwami". Potem było już tylko śmieszniej.

A tak ogólnie jest nerwowo, każdy jest niepewny tego, co będzie jutro. I wcale nie chodzi o to, że generalnie nikt nie jest wróżką i nie wie, czy jutro zje pomidorową czy może żurek.

Gdzieś w tle odzywają się chęci zakupowe, choć świadomość działa i ich nie dopuszcza. Może czas zmienić przekonania i "przeprogramować" świadomość?

Jak to jest być kanalią?

Napisałem 23. lipca 2008 o 15:24. Komentuj (3)

Sklepy

Na pierwszy rzut oka - niesympatyczna. Na drugi - nie w moim typie. Na trzeci - z dzieckiem jakoś mnie nie pociągającym. Z matką (sądząc z wyglądu i podobieństwa) i mężem lub kimś w tym charakterze (chyba). Antypatia.

Dziecko uśmiecha się, ona do niego. W mgnieniu oka zamienia się w uśmiechniętą kobietę. Odzywa się do niego i od razu widać, że jest w niej coś. Tony ciepła, szczęście... życie. Aż by się chciało taką nie w moim typie mieć dla siebie.

Wysiadamy z windy. Koniec, choć w głowie pozostaje powyższa myśl.

Potem sklepy, w których zamiast patrzeć na AW, oglądam się za wszystkimi możliwymi kobietami, nawet tego przed nią nie kryjąc. Zatrzymując rozmowę i gubiąc się w niej (również bez krępacji), kiedy na schodach obok jadą dwie gwiazdeczki. Zresztą to już nie pierwszy raz w ostatnim czasie - poprzednio pokazywałem jej dziewczynę w sukience z dzianiny, pod którą miała interesujące majtki, podobające się wszystkim wokół a chłopakom z ochrony sklepu w szczególności, bo ustawiali się specjalnie za nią (podobnie jak ja z AW), żeby widoki były najsmakowitsze. Chociaż w sumie wiadomo: majtki były o tyle sympatyczne, o ile eksponowały znacznie sympatyczniejszy tyłek i okolice.

Jednak wracając do tematu przerwanego gwiazdkami i majtkami - jak to zwykle bywa kupiliśmy najdroższą "torebkę" (umówmy się roboczo na potrzeby tej notki, że właśnie po nią się wybraliśmy), bo nie znaleźliśmy odpowiedniej, ale pieniądze zostały wydane. Oglądaliśmy i przymierzaliśmy wszystkie w miarę pasujące - każda była nie taka jak trzeba. Za to przy okazji przewaliłem kilkanaście wieszaków z ciuchami, wybierając najbardziej mi pasujące (póki co nie chodzę w damskich), oczywiście z mojego męskiego (a może należałoby powiedzieć samczego) punktu widzenia. Choć nie tylko mojego - przecież ona ma się podobać innym a ja chcę patrzeć jak sie ślinią, zaglądają w dekolt, patrzą przez przezroczystą bluzkę, pod którą nie ma nic oprócz tego, co dała natura, podglądają, wyobrażają sobie, że... Ojej - to samo co ja.

Biorąc pod uwagę fakt, że facetów w takich sklepach jest mało a kobiet dużo i to raczej te bardziej dbające o swój wygląd - muszę stwierdzić, że lubię sklepy z odzieżą.

Niestety nigdzie nie mogę kupić sobie majtek, bo albo są w stylu "zabawnym", czyli tylko do łóżka, albo koszmarnie drogie i do tego według mnie nieładne. Chyba przestanę nosić bieliznę...

Napisałem 24. lipca 2008 o 10:21. Komentuj (2)

Tylko wtedy

Bywa, że się rozczulam. Bywa, że nad sobą. Szczególnie w taki dzień jak dziś, ale ja nie o tym.

Rozczulam się, kiedy głaszczę głowę BW. Najczęściej, kiedy zasypia. Mam wtedy przed oczami jego kilkudniową główkę z wbitym wenflonem i nieomal czuję, jak głaszczę go po policzku, żeby zasnął. Wspominam jego małe, niekształtne nóżki podczas wymiany pieluchy: takie małe, że pieluchy w najmniejszym rozmiarze były za duże.

Rozczulam się, kiedy na kolana wpycha mi się DW. Dosłownie wpycha, jakby zdobywał szczyt. Im bardziej mu to utrudniam, tym on ma większą satysfakcję. Wreszcie jest. On się przytula a ja się rozklejam.

Tylko wtedy naprawdę czuję, że warto żyć.

Napisałem 25. lipca 2008 o 13:50. Komentuj (3)

Permanentna amnezja

Nie spodziewałem się takiego obroty sprawy. A może to nie jest najwłaściwsze określenie, bo nie chodzi o jakąś akcję i jej niespodziewany zwrot. Chodzi po prostu o moje życie, to jak postrzegam je ja, jak odnajduję w nim siebie i mój stosunek do innych oraz ich stosunek do mnie. Gdzieś po drugiej stronie jest tak zwana rzeczywistość i to, czego nie zauważam.

Tym razem jednak się nie udało nie zauważyć. Zupełnie obcy mi ludzie sprawili, że poczułem się wyjątkowo ważny, potrzebny, doceniany. Zupełne przeciwieństwo tego, co czułem i miałem w sobie od dawna. Co prawda tych obcych nie widziałem i cała rzecz "objawiła się" z najbliższą mi rodziną, to jednak nie rodzina była powodem mojego wzruszenia. To nie "sto lat" DW, choć również zaskakujące i miłe.

Co będzie jutro? Pewnie jak zwykle zapomnę.

Napisałem 28. lipca 2008 o 09:45. Komentuj (3)

Różnimy się

Ktoś kiedyś napisał, że "różnimy się wzrostem i zarostem". Ale nie tylko to rzuca się w oczy (głupio to brzmi, kiedy się kogoś nie widziało, prawda)? Co jest ważne dla niego a co dla niej? Kiedy płacze on a kiedy ona? Co sprawia że zaciskają się zęby u niego a co, że u niej? Niby z tej samej gliny, niby wszystko działa tak samo (wiem, że statystycznie, to...). Ale jednak inaczej.


Napisałem 29. lipca 2008 o 14:09. Komentuj (0)

Podsumowanie - patrząc w przyszłość

Nigdy nie miałem specjalnego celu pisząc blog. Ktoś, kto czytał ze zrozumieniem (choć celowo starałem się to utrudnić) ten wie, że to tylko (a może aż) pamiętnik. Nikt nie wie, co mógłbym napisać, chcąc być zupełnie odkrytym, nic nie ukrywającym. Nie chciałem, nie chcę i nigdy nie będę, bo to nie byłbym ja.

Sięgam pamięcią wstecz. Tam gdzie się da, czyli w stosunku do stosunkowo niedawnych chwil, sięgam do archiwum. Śledzę swoje porażki, smutki, żale, bóle... Uśmiechu jest mało. Jeśli już, to najczęściej przez łzy, bądź z dodatkiem sarkazmu, cynizmu czy czegoś podobnego. Tam gdzie nie ma dokąd sięgać po zapisy, pozostaje głowa: świadomość i podświadomość. Odczucia, zapachy, smaki, dźwięki, bywa że obrazy.

Nie lubię tego stwierdzenia, ale jestem tym, kim jestem. To, co ma miejsce dzisiaj to wynik jakiegoś bliższego bądź dalszego wczoraj. Czy jestem zadowolony z dzisiaj? Jeśli tak, to powinienem wysławiać wczoraj. Tymczasem nie wysławiam wczoraj, choć na dzisiaj już nie narzekam. Porównując dzisiaj z wczoraj, to niezależnie czy bliskim, czy dalekim - widzę różnicę, widzę zmianę. Czy na lepsze albo gorsze? Nauczyłem się, że niewiele w życiu należy wartościować, bo wszystko jest takie względne. Ot, na przykład czy ciążę kobiety, w której jest się zakochanym po uszy i świata się poza nią nie widzi, oczywiście w wyniku jej intymnych i potajemnych kontaktów z innym samcem, należy ocenić negatywnie? I wcale nie chodzi o bycie bądź nie obiektywnym. Ja oceniam pozytywnie. Teraz, po 21 latach.

Nie wartościując, choć jednak porównując - dzisiaj nie jest czarne, zabagnione, bez szans na przyszłość. Wprost przeciwnie: zaczyna być kolorowe, sensowne, dające w jakimś stopniu spełnienie. Wygląda mi na to, że czasy emocjonalnego żebrania powoli się kończą.

Czy przede mną świetlana przyszłość? Nie jest aż tak świetnie, żebym mógł coś takiego zadeklarować. Zresztą nie o deklaracje chodzi. Nie mam pojęcia, czy starczy mi sił, wytrwałości i przede wszystkim chcenia, żebym jutro mógł powiedzieć, że dzisiaj wszystko było dobrze. Mogę jednak powiedzieć, w przeciwieństwie do jeszcze niedawnych czasów, że wiele przede mną. Czy dam radę "zapomnieć co za mną a wytężyć siły ku temu, co przede mną"?

Napisałem 30. lipca 2008 o 09:35. Komentuj (1)

Cel - nuda

Codziennie rano to samo. W domu, choć od wczoraj są nowi ludzie - to samo. W pracy, choć inne zadanie - w gruncie rzeczy to samo. W łóżku może nie codziennie, ale kiedy tylko mam ochotę, potrzebę, czy jakkolwiek ktoś chciałby to nazwać czy wyrazić - też to samo i w przeciwieństwie do poprzedniego czasu, kiedy było nic, jest coś - to samo.

Taka nudna stabilizacja. Pewnie wcześniej czy później powinienem spodziewać się jakiegoś tąpnięcia. Nie spodziewam się. Cieszę się normalnością. Odżywam w domu, odżywam w łóżku, stoję w miejscu (czyli de facto cofam się) w pracy. Pasuje mi to, choć wiem, że taki stan nie będzie trwał wiecznie. Zresztą nie chciałbym go na zawsze. Przeczekuję, nabieram sił a może raczej tak mi się wydaje. Nadal nic mi się nie chce, ale teraz to nie takie bezsensowne trwanie wbrew wszystkiemu i wszystkim. Czuję gdzieś w głębi, że jest w tym jakiś cel. Celowe nicnierobienie.

Napisałem 31. lipca 2008 o 11:57. Komentuj (4)