główna
przeczytaj
e-mail
księga
linki

Archiwum:
2019:7 6 5 4 3 2 1 
2018:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2017:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2016:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2015:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2014:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2013:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2012:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2011:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2010:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2009:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2008:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2007:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2006:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2005:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2004:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 


Kontynuując

Najbardziej boli
brak Twoich dłoni


Tak w komentarzu napisała mi ImmOral. To miało być tylko skojarzenie, ale nic przecież nie dzieje się przypadkiem i żadne słowa nie padają po nic. Jeśli dłużej się nad tym zastanowić, to coś w tym jest, oczywiście dla mnie albo o mnie.

Najpierw stwierdzę, że najbardziej boli jednak brak domu. Tego, który jest, ale nie jest mi dane w nim być i czuć się w nim tak, jak się czuję (przy okazji - nigdy chyba nie pisałem, jak się w nim czuję a nawet jeśli, to od tamtego czasu najprawdopodobniej się to zmieniło), bo są ku temu jakieś tam powody. Brak nie mieszkańców domu, tylko właśnie domu. Tego, który spędzał ze mną (czyli ja w nim) wiele samotnych miesięcy. Nie brakuje mi samotności i nie chciałbym, żeby wszyscy się wynieśli i zostawili mnie w spokoju. Chciałbym po prostu poczuć ten dom, cokolwiek to znaczy.

Wracając jednak do dłoni a raczej tego kogoś, kto jest ich właścicielem. Oczywiście nie właścicielem a właścicielką - to na początek, chociaż miałem ostatnio chętki w stronę mężczyzn. Na myśl przychodzą mi dwie osoby i ich dłonie. AW, czyli wersja oficjalna, oraz MS, czyli wersja niemożliwa. AW mogłaby mieć te jedyne, wspaniałe, wyśnione dłonie. Gdyby chciała. A może gdyby potrafiła? Nie wiem. Myślę sobie, że sprawy zaszły w naszych głowach na tyle daleko, że głowy nie pozwalają działać dłoniom. W związku z tym jest jak jest.

A MS? Z nią dom też mógłby zniknąć. Ale jak już pisałem, to wersja niemożliwa. Koniec. Kropka.

Napisałem 1. lipca 2009 o 19:47. Komentuj (1)

Dwie kobiety widząc...

... obok siebie, przyszło mi do głowy pytanie, którą z nich chętniej bym poznał? Widziałem je obie obok siebie. Nie zwracały na siebie nawzajem uwagi, każda zajmowała się swoimi sprawami. Jedna pracą a druga chyba bardziej konsumpcją.

Którą więc chętniej bym poznał? Tę niezadbaną, chodzącą ciągle w tych samych nie najczystszych jeansach, nieciekawej bieliźnie, w nieatrakcyjnych okularach, z tłustymi włosami, pracującą w restauracji i zajmującą się odnoszeniem talerzy i sprzątaniem stołów? Czy może znaną modelkę, atrakcyjną, wysoką, pamiętaną z telewizji, kiedyś II wicemiss Polonia, choć akurat dzisiaj ubraną nie najwspanialej, bo po prostu wygodnie?

Czas zacząć weekend.

Napisałem 3. lipca 2009 o 18:08. Komentuj (2)

Misz-masz

Niedawno pisałem "Koniec. Kropka." A dzisiaj rano byłem niezadowolony, kiedy DW rano przyszedł mi przeszkadzać w snuciu niemożliwych marzeń - tych, co to nigdy się z MS nie spełnią. Mimo że się nie spełnią, są jak zawsze ciepłe, miłe, pełne najwspanialszych zapachów.

Powrót do dawnej miłości powoli staje się faktem. Jednak satysfakcji ta miłość póki co nie przynosi. Pewnie oboje zbyt się zestarzeliśmy. Przecież to już tyle lat...

Kiedyś, pewnie parę lat temu, jednak już w trakcie trwania tego bloga miałem "problem" z koncepcją w związkach damsko-moich. Wtedy wydawało mi się, że to mogło być powodem mojego braku owych kontaktów. Dzisiaj "problemu" już dawno nie ma - mimo to nie notuję w tej kwestii specjalnych zmian.

Znów mnie zaskoczyła swoją mądrością. A może umiejętnością czytania w moich myślach? Raczej w myślach facetów, w końcu nie jestem taki znowu wyjątkowy. Mimo to czasem myślę, a gdybyśmy się spotkali i rozmawiali, nie musiałbym prawie nic mówić.

Ciekawe o czym świadczą te wszystkie pozbierane wyżej myśli. Brak mi jednego słowa, więc są dwa. W tytule.

Napisałem 6. lipca 2009 o 16:42. Komentuj (0)

Zobowiązania

Takie ciekawe słowo. A raczej nie słowo, tylko to wszystko, co ono oznacza.

Nie, nie ciekawe. Trudne. Poważne.

Ostatnio mam taki czas, że dużo czasu spędzam poza domem. Więcej "poza" niż "w". W związku z tym naturalne jest, że bywam w miejscach, w których widuję innych ludzi, najczęściej widywanych jeden raz. Choćby z tej okazji, że chociaż poza domem, to jeść jednak trzeba. Wczoraj do stolika obok przyszły trzy dziewczyny/panie/kobiety. Koleżanki. Rozmawiały o niczym (plackach ziemniaczanych, racuchach, kolegach i koleżankach...). Potem każda wsiadła w swój samochód i rozjechały się. Sądzę, że żadna nie ma męża. Faceta - prawdopodobnie tak, chociaż zastanawiam się, czy nie tylko dlatego, że tak wypada, że nie można być gorszą. To może nie dobry przykład braku zobowiązań, ale o braku zobowiązań przypomina.

Ostatnio czasy mamy takie, że zobowiązania nie są modne. Szczególnie między ludźmi najbliższymi, bo tymi, którzy postanowili ze sobą być, spędzić życie, zestarzeć się razem... Po jakimś czasie okazuje się, że zobowiązania są zbyt trudne, warunki nie do wytrzymania, charakter partnera/partnerki wstrętny.

Ostatnio więcej niż zwykle widzę lądujących samolotów. Gdyby pilot nagle stwierdził, że nie podejmuje się lądować, bo mu się nie chce, bo ma gorszy dzień, bo to, bo tamto... Bez zobowiązań jest nam z pozoru łatwiej. To dobra wymówka. Tymczasem według mnie prawda jest taka, że bez zobowiązań świat nie ma szans. My nie mamy szans. Taka dziwna miara dojrzałości.

Napisałem 10. lipca 2009 o 20:20. Komentuj (4)

Ciągnie

Od jakiegoś czasu ciągnie mnie w tę stronę. To takie dziwne, bezosobowe. Siedzi gdzieś w środku i od czasu do czasu o sobie przypomina. A świadomość podpowiada, że nie warto. Sam wiem, że nie warto. Jednak wciąż kusi i zachęca. Kiedyś, dawno temu miałem "wbudowaną" naturalną barierę, ale życie sobie z nią jakoś poradziło. Teraz wystarcza tylko jeden mały impuls a potem, po wszystkim... Tylko w głowie wszystko ma idealne kształty.
Napisałem 20. lipca 2009 o 17:26. Komentuj (3)

Być Bogiem

Nic wyjątkowego. Ani szczególnie urodziwa, ani w wyróżniający się sposób atrakcyjna. Mężatka, z poprawnie pomalowanymi paznokciami, w przeciwieństwie do tej poprzedniej, której lakier był już odrobinę nieświeży. Jak wszystkie poprzednie - w spodniach (cóż...) i bluzce zasłaniającej całkiem duży biust. Na tyle duży, że w razie czego nie wiedziałbym, co z nim robić, bo jakoś gustuję w mniejszych. Za to doskonale wiedziałem co robić, kiedy pochylała się tak, że można było zobaczyć więcej niż normalnie, choć do czegokolwiek niestosownego wciąż było w tej kwestii daleko.

Pachniała dziwnie. Z jednej strony delikatnie, z drugiej jakby odrobinę nieświeżo, z trzeciej wreszcie - zdecydowanie dusząco, choć nie zbyt dusząco. Do wytrzymania. Gdyby miała się znaleźć w moim łóżku, na pewno ten jej zapach byłby czymś wyjątkowym. Niewątpliwie podniecającym. A pisze o tym tylko dlatego, że o ile nie zwróciłem na to wszystko świadomie uwagi, idąc potem ulicą wciąż miałem ją w głowie. A raczej czułem ten zapach tak, jakby ktoś obok tak właśnie pachniał, podczas gdy nie było blisko nikogo. Dopiero wtedy uświadomiłem sobie to wszystko, co tu piszę.

Kiedy tam byłem, oprócz czekania na to, co ona "wyprodukuje", mogłem spokojnie obserwować, jak wykonuje swoje służbowe obowiązki. Na początku maluteńka chwila skrępowania, z mojej strony zresztą również. Potem standard, sztampa i nuda. Kolejny tak samo specjalnie nic nie znaczący klient, takie samo zachowanie - widoczna nawet przeze mnie rutyna i obojętność, choć z formalnego punktu widzenia zachęcanie mnie do kolejnych ofert. W końcu przy jednej z nich dziewczyna się wyraźnie ożywia. Zastanawiam się, czy w związku z właśnie tą ofertą ma jakieś jak najbardziej prywatne, wspaniałe, przecudowne, niesamowite a nawet jeszcze lepsze wspomnienia. Co powoduje, że na chwilę, mgnienie oka, jej oczy zaczynają płonąć; niby tu jest, ale przecież odleciała. Chwila najczystszego, najwspanialszego transu. Ale przecież jej koleżanki są tuż obok, trzeba więc wracać do rzeczywistości. Myślę, że to kobieta-wulkan. Tylko jak sprawić, żeby wybuchła? Może jest ktoś, kto to wie? A może nigdy jej nie będzie dana spontaniczna erupcja? Czasem chciałbym być Bogiem. Być przy tym.

Napisałem 28. lipca 2009 o 15:36. Komentuj (2)