główna
przeczytaj
e-mail
księga
linki

Archiwum:
2019:7 6 5 4 3 2 1 
2018:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2017:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2016:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2015:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2014:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2013:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2012:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2011:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2010:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2009:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2008:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2007:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2006:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2005:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2004:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 


Zamiast spać...

To doskonale, że jak zwykle tylko ja sam będę dokładnie wiedział o co chodzi. Nikt inny poza Stwórcą nie zna mnie na tyle dobrze.

Jednocześnie lubię i nie potrzebuję patrzeć. Tym razem trochę jest a trochę nie jest to związane z tym jedynym, o czym wyłącznie myśli facet, szczególnie taki spuszczony z łańcucha. Patrzeć nie tylko lubię. Wręcz kocham. Kocham patrzeć albo zupełnie bezmyślnie, albo snując w głowie z jednej strony niestworzone a z drugiej zupełnie zwyczajne i jak najbardziej prawdopodobne historie. Jak choćby dziś, patrząc na w pewnym sensie kobiety orientalne.

Nie powiem, że byłoby mi niemiło, gdybym jedną bądź więcej z nich mógł posiąść, ale tym razem nie będę pisał o moich owych myślach zbyt dokładnie.

Po pierwsze - patrzę i nie widzę. Kolejny raz na własnej skórze (w bardzo konkretnym miejscu, którego żadna kobieta nie posiada) doświadczam, że wiedzieć to zupełnie co innego niż umieć. Bywają bowiem chwile, w których chciałbym umieć to, o czym wiem. [A nie umiem, bo na codzień nie akceptuję w sobie takich zachowań i teraz myślę o sobie w związku z tym wyłącznie źle, co - przyznam, mówiąc nie moim językiem - dołuje mnie]

Patrzę więc, jak na moich oczach dzieje się to, o czym w swoich brudnych myślach marzę, choć wiem doskonale, że rano bym owego ,,tego samego'' żałował. Podobno każdy facet ma problem z jednym z trzech G, więc dlaczego ja miałbym być jakiś wyjątkowy ponad miarę?

Po drugie przekonuję się, jak wiele we mnie zależy od innych. Nie mam tu na myśli byle czego, jakichś przypadkowych zdarzeń, ale tego, co sprawia, co czuję, jak postrzegam siebie i świat, mój oczywiście. Niestety albo należałoby znów stwierdzić, że ,,stety'', w znacznym stopniu zależę od AW. Tak zostalem zbudowany, że od dziecka odczuwam tak samo i akurat teraz właśnie ona wypełnia swoją powinność wobec mnie. A że wypełnia jednocześnie nie wypełniając do konca, pustkę i chęć jej wypełnienia odczuwam wciąż i od zawsze.

Na pocieszenie (dla mnie oczywiście - Wy macie to i tak gdzieś) odnajduję w sobie to, co kiedyś było częścią mojej natury, co podczas swoich różnych zachowań zagubiłem i myślałem, że już nigdy nie wróci. Wraca, choć oczywiście siłą rzeczy jest zupełnie inaczej.

I jak się podoba tekst pijanego, pełnego frustracji samca? Zapewne jak to zwykle kobiety, jesteście oburzone, nie rozumiecie, macie to w dupie, albo co wydaje mi się najbardziej prawdopodobne - nie zniżycie się do takiego poziomu żenująco poniżej Waszego szczebelka ewolucyjnej drabiny :-)

Napisałem 10. lipca 2012 o 01:33. Komentuj (0)

Kiedy byłem

Kiedy byłem małym chłopcem, zamiast przeżywać przygody, które przeżywali moi koledzy - najpierw te niewinne, ale już "chłopackie", potem te coraz bardziej odważne, śmiałe, z udziałem najodważniejszych koleżanek - wolałem na to patrzeć, mieć dystans.

Dziś zauważam podobny dystans, który sprawia, że omija mnie wiele przygód. Nie wiem, czy tylko tłumaczę się sam przed sobą, czy właśnie tego chcę i potrzebuję... Wiem na pewno, że nie za tym tęsknię i nie o tym marzę. Nie wiem też, czy każde marzenie, każda fantazja musi się spełnić i jakim kosztem. Pytanie o koszt w moim przypadku jest bardzo istotne, bo nie za wszystko płacę sam.

Dziś widziałem bardzo starą reklamę pewnej firmy. Osoby w niej pracujące nosiły blond kok i buty na koturnach. A najciekawsza była ta biblioteka...

Napisałem 15. lipca 2012 o 22:43. Komentuj (1)

Dom

Dom, żona, seks, lenistwo. Tylko na chwilę. W poniedziałek znów obco w mieście, którego nie lubię.
Napisałem 21. lipca 2012 o 01:00. Komentuj (1)