główna
przeczytaj
e-mail
księga
linki

Archiwum:
2019:7 6 5 4 3 2 1 
2018:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2017:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2016:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2015:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2014:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2013:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2012:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2011:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2010:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2009:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2008:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2007:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2006:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2005:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2004:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 


Słomiany wdowiec

Nie napisałem tego jasno, ale właśnie jestem jednym z przedstawicieli tego dziwnego gatunku. Jestem w domu sam. Sam szykuję sobie jedzenie, robię zakupy, sprzątam, piorę, prasuję, przyjmuję gości... Organizuję czas tylko według własnego uznania i potrzeb. Jeśli tylko chcę - mogę dać upust swoim chuciom. Mogę do upojenia oglądać telewizję lub filmy wyłącznie dla dorosłych i to takich, którzy lubią rozbierane sceny. Mogę siedzieć na czatach i uwodzić młodsze od siebie, chętne panienki. Mogę też spędzać dużo czasu z kolegami, alkoholizując się ponad miarę.

Gdyby ktoś czytał wnikliwie, na pewno zauważy, że w poprzednim akapicie najpierw napisałem co robię a potem to, co mogę robić. To duża różnica.

Jednak to, o czym napisałem, że mogę, też przez jakiś czas robiłem. Tyle, że już mi przeszło. Za to wczorajsze popołudnie spędziłem na spacerze. Takim samotnym. Tylko ja i aparat fotograficzny. Poszedłem sobie nad rzekę. Tyle, że nie znalazłem tu ani upragnionej ciszy, ani wspaniałych widoków, które chciałbym uwiecznić. Akurat w tym miejscu byłem pierwszy raz i chyba nie będę tam wracał, głównie ze względu na brak intymności i swego rodzaju "klimatu" - w psychologicznym sensie. Raczej następnym razem wybiorę już dawno przeze mnie sprawdzone miejsce, w którym czułem się zawsze dosyć swobodnie. Na tyle, żeby opalać się zupełnie nago. Też za wałami, ale za to duża łąka, dalej od dużych miejskich osiedli, więc zdecydowanie spokojniej.

Kiedy wracałem, padał deszcz. Było mi żal, że jestem już pod domem, wśród cywilizacji, że nie mogę zdjąć z siebie wszystkiego i znowu poczuć spadajacych z nieba ciepłych, olbrzymich kropli...

Napisałem 2. sierpnia 2004 o 12:22. Komentuj (3)

Wdowia piosenka

A wcale nie nie chodzi o to, że jestem w domu sam. To tytuł śpiewanej przez Edytę Geppert piosenki do słów Jana Wołka. Ktoś może jej nie lubić, ale ja lubię Edytę Geppert. Tak naprawdę nie kobietę czy osobę, bo tej osobiście nie znam. Lubię to co robi za to jak to robi. Bardzo odpowiada mi jej nastrój, który dla niektórych brzmi bardziej lub mniej znośnie, niektórzy się nim zachwycają a inni go ganią. Ale nastrój jej piosenek to nie tylko muzyka - to przede wszystkim słowa. Poezja, ale nie jakaś górnolotna, tylko taka codzienna. Ja w niej znajduję siebie.

Wiele razy przeżywałem różne z jej piosenek. Akurat od wczoraj "chodzi" za mną (chociaż jej dawno nie słuchałem) właśnie ta, a dziś od rana w szczególności słowa:

jest jak ryba na studni dnie

Jest niby jest

Jakoś żyje, lecz popłynąć nie ma gdzie


Czuliście kiedyś coś takiego? Ja wciąż czuję, że życie mi ucieka a ja nic nie mogę z tym zrobić.

Napisałem 5. sierpnia 2004 o 11:55. Komentuj (5)

Narodziny

Trochę przewrotnie, ale jednak na temat. A może tytuł wybrałem nietypowo?

Otóż rodzi się wiele rzeczy i nie tylko rzeczy. Różne są przyczyny powoływania do "życia" różnych bytów, nie koniecznie w swojej istocie ożywionych. Ja ma akurat na myśli.... myśli. Myśli są, jak wiadomo, tym, co charakteryzuje człowieka. Jeśli do nich dodać uczucia, wolę i sumienie, to mamy pełny obraz tego, co odróżnia i ewidentnie oddziela nas od świata zwierząt (już słyszę pełne oburzenia głosy realistów). Ale do rzeczy.

Wieszcz napisał ...odpowiednie dać rzeczy-słowo.... Myślę sobie, że miał rację. Mnóstwo racji. Całe mnóstwo racji. Olbrzymie znaczenie ma to w jaki sposób się wypowiadamy, co wyrażamy słowami i postawą, gestami. Dlaczego? Bo to właśnie coś rodzi (wreszcie dotarłem do głównego wątku). Rodzi w innych, jak zauważył to nenf, ale rodzi też w nas samych.

(Zwykle nie używam takich słów, ale tym razem sobie pozwolę.) Mój kolega mówi do siebie głośno o ja głupia pipa. Ktoś inny mówi mi o swoim stanie ja już tego nie wytrzymam. W pracy często słyszę nigdy tego nie robiłem, czy to w ogóle możliwe? Nie tak dawno temu, podczas urlopu usłyszałem, że powinienem być wdzięczny za to, że się rano obudziłem. RB wróciła właśnie z urlopu: opalona, wypoczęta, uśmiechnięta. Czy mówi o sobie źle? Nie zauważyłem. To wszystko znaczy, że warto wyrażać słowami swoje zadowolenie, bo zawsze są powody. Dla mnie jest oczywiste, że najszczęśliwszy jest ten, kto cieszy się z nowego dnia, kto rodzi w sobie radość, wyrażajac słowami swoje zadowolenie.

Rzecz sięga jeszcze głębiej. Od pewnego wieku wie również dziecko, że narodziny są w wyniku poczęcia. A jak począć dobre słowa? To taka zagadka dla czytajacych.

Napisałem 10. sierpnia 2004 o 10:05. Komentuj (0)

Dlaczego tak mi łatwo?

Właśnie takie pytanie zadaję sobie dzisiaj. Ale oso chozi? - można spytać. Otóż wyjątkowo łatwo znoszę to, że jestem już od jakiegoś czasu sam w domu, bez AW (dla niezorientowanych - to moja żona). Może to trochę ze względu na dajacą coraz to większe możliwości technologię, która pozwala się łatwo komunikować na odległość? Może i tak. Jednak widzę jeszcze inną przyczynę.

Ci, którzy czytają mnie praktycznie od początku pamiętają, że sprawiałem wrażenie samotnego. Co prawda nie wiem, co teraz sobie o mnie w tej kwestii myślą, ale chyba właśnie wraca mi taki ogólny nastrój. I myślę sobie teraz, że łatwo mi być samemu, bo przyzwyczaiłem się do tego, że pomimo bycia obok siebie w gruncie rzeczy jesteśmy coraz mniej ze sobą. Było nawet tak, że bliższą mi była nigdy przeze mnie nie dotknięta MS, choć teraz już tak nie jest, bo ma "swojego mężczyznę", więc nie jest aż tak bliska. Nie będę ukrywał, że te myśli skrystalizowały się we mnie po przeczytaniu kilku notek pewnego meżczyzny, który od bardzo długiego czasu zdradza swoją żonę. Sam zacząłem sobie zadawać pytania w stylu dokąd zmierza moje małżeństwo?

Jak na razie nie mam żadnych odpowiedzi. Wydaje mi się, że w przeciwieństwie do tego co pisałem tu kiedyś, żadna kochanka tak do końca nie "załatwi sprawy". I chociaż może czasem myślę, że miło byłoby ją mieć, bo to dreszczyk emocji, nowe, świeże odczucia, romantyczne uniesienia, wreszcie po obu stronach nowe doznania, o których dotąd się tylko marzy (zresztą co tu tłumaczyć: skoro ludzie podejmują ryzyko spotykania się z kimś "nielegalnie", to musi być w tym coś niesamowitego, prawda?), to jednak już nie mam zamiaru żadnej kobiety zdobywać. Pomimo tego co jeden z kolegów opowiadał mi, jak to jest wspaniale z jego nowo poznaną kobietą, z którą się nawzajem odkrywają i jak to ona jest zachwycona nim a on nią.

Jeśli więc uważasz, że masz być nią właśnie ty, jeśli zastanawiasz się jakby to było, gdybym mogła powiedzieć do niego: mój, to nie czekaj, bo to ty musisz zrobić pierwszy ruch. A jak wróci AW, będzie ci znacznie trudniej...


Napisałem 11. sierpnia 2004 o 00:33. Komentuj (2)

Powrót

Już niedługo nastąpi. Już niedługo przestanę być słomianym wdowcem. I co będzie dalej? Zobaczymy. W każdym razie podjąłem radykalne decyzje. Jeśli moje życie małżeńskie nadal będzie wyglądać tak jak dotąd, to myślę o rozstaniu.

Nie, nie mam nikogo, ale jestem przekonany, że w stosownym czasie znajdę. Myślę, że to będzie uczciwe postawienie sprawy. Może da coś do myślenia.

A w ogóle liczę na to, że to wszystko to tylko niepotrzebne plany na przyszłość, która mnie nie czeka. Wolałbym, żeby nastąpiła poprawa.

Napisałem 20. sierpnia 2004 o 11:05. Komentuj (3)

Separacja

W tej chwili to byłoby idealne dla mnie rozwiązanie. Tak po prostu oddalić się od samego siebie i spojrzeć na wszystko z lotu ptaka. Albo przynajmniej z perspektywy kogoś innego, kogoś obok mnie, byle nie zaangażowanego za bardzo w moje życie, a raczej kogoś, kto nie jest jego istotną częścią. Marzę o tym, żeby się odseparować od własnego życia i znaleźć chwilę na oddech, na zastanowienie. Kiedy nie było ze mną AW i BW, wydawało się, że wszystko zmierza właśnie w tamtą stronę, w tej chwili wydaje mi się, że w dobrą. Tyle, że pewnego dnia czar prysnął i wróciły wszystkie dawne sprawy. Co gorsza tak na pierwszy rzut oka wyglądają tak samo jak kiedyś, są dziwnie znajome i znane.

Czyżbym potrzebował przyjaciela? A może kogoś innego? Sam nie wiem...

----------------------
Zaległa statystyka (za ubiegły tydzień): za początek 2 punkty, za sobotę 1 punkt.

Napisałem 30. sierpnia 2004 o 13:42. Komentuj (2)