główna
przeczytaj
e-mail
księga
linki

Archiwum:
2019:7 6 5 4 3 2 1 
2018:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2017:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2016:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2015:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2014:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2013:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2012:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2011:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2010:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2009:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2008:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2007:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2006:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2005:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2004:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 


Biję się z myślami

Od zawsze chciałem dotknąć MS, spojrzeć jej w twarz, poczuć jej wietrzny zapach. Porozmawiać do białego rana o wszystkim, spacerować przytulając ją. Sprawić, że się roześmieje lub stanie się bardzo poważna.

Ostatnio kiedy rozmawialiśmy, mówiliśmy gdzie i jak będziemy się kochać.

Nie wiem, czy do niej pojadę. Nie wiem, czy właśnie tego chcę.

Napisałem 1. sierpnia 2007 o 21:14. Komentuj (4)

Podróż

Okazuje się, że jednak lubię jeździć pociągiem. Nawet kiedy podróż trwa bardzo długo. Pod warunkiem, że jestem sam w przedziale. Mogę wtedy usłyszeć własne myśli, zauważyć, że coś tam jednak jest, że coś mnie porusza, coś może być ważne. Między innymi dlatego nigdy w czasie jazdy nie czytam.

Kiedyś pewna pani, również w pociągu, powiedziała mi, że ktoś, kto nie czyta żadnej prasy (gazety i czasopisma), nie ma żadnych poglądów i jest nikim. Jestem więc nikim, ale dobrze mi z tym.

Napisałem 3. sierpnia 2007 o 10:05. Komentuj (3)

Diagnoza

Moja chroniczna przypadłość, objawiająca się moim zdaniem zgorzknieniem, obojętnością i pojawiającym się nagle żalem, została zdiagnozowana jako smutek od kilku lat. Intencją diagnozującego było, abym potraktował to jako szansa na zmianę, na poprawę, na wyleczenie. Kultura i sztuka, z którymi mam kontakt rzadko, ale jednak, mówią mi to samo, subtelnie przy tym ściskając gardło. Moje psyche nawet specjalnie nie oponuje, choć też nie wierzy ślepo.

Czas dorosnąć i przestać być chłopcem. Czas nie tylko wiedzieć, ale też i czuć, że nie było, nie ma i nigdy nie będzie na świecie kogoś takiego, jak moja kobieta. W znaczeniu jest kością z kości moich i ciałem z ciała mojego czyli taka, przed którą mogę być zawsze sobą bez obawy o cokolwiek złego. Ulegając ostatnio popularnej tendencji do niczym nie uzasadnionych uogólnień stwierdzę, że wszystkie one są takie same i naprawdę nie ma o co kruszyć kopii.

Napisałem 5. sierpnia 2007 o 14:20. Komentuj (2)

Uścisk dłoni

Nikt się pewnie nad tym nie zastanawia, ja zwykle też nie. Jakoś tak dzisiaj. Oglądam zdjęcia mojej rodziny i usiłuję sobie wyobrazić sytuację, jakbym był tam razem, jakbym mógł poczuć ten sam wiatr, zapach, dotyk małych paluszków...

Od dwóch miesięcy mój jedyny fizyczny kontakt z innymi ludźmi to właśnie uścisk dłoni. Głównie mężczyzn, choć kobiety też się trafiły. Na pewno pamiętam jedną, ale może była i druga. Ostatni dotyk człowieka był wczoraj a dzisiaj uświadomiłem sobie, że można żyć w ogóle nie dotykając i nie będąc dotykanym. Dla mnie to dziwne, bo zmysł wzroku nie jest moim najważniejszym - najsilniej działa na mnie właśnie dotyk. Tym bardziej zaskakujące jest dla mnie to, że mogę "wytrzymać", że nic się specjalnego nie dzieje. Myślę sobie nawet, że wcale nie zależy mi na dotyku.

Zastanawiam się, po co komu uścisk dłoni. Wiem, że może wyrażać serdeczność, ciepło, dobre nastawienie. Jeszcze ciekawsze jest dla mnie to skąd się wziął i czy we wszystkich kulturach wygląda podobnie. Mój czarnoskóry znajomy podaje rękę odrobine inaczej niż my, choć wciąż jest to podanie ręki i uścisk. Może gdzieś ktoś to robi inaczej, jak eskimosi, którzy zamiast się całować, ocierają się nosami. Jakie potrzeby zaspokaja uścisk dłoni? Czy muszą być zaspokojone? Sądząc po moim "przypadku" - wcale nie muszą. Chociaż źle jest bez przytulenia, poklepania po ramieniu, oparcia policzka o ramię, to jak mawiał pan Wołodyjowski - nic to.

Napisałem 6. sierpnia 2007 o 19:43. Komentuj (2)

Rozwiązanie zadania

Na początku lipca było zadanie do rozwiązania. Jakoś nikt nie pokusił się o następującą rzecz:

( x + 226 ) / 2 = 143 ,

skąd od razu widać, że x = 60. Nagród nie będzie. Będzie tylko informacja, że średnia się zmienia, leci w dół najprędzej, jak to tylko możliwe. Oczywiście poprzednie zdanie mówi o czymś bardzo konkretnie, ale nikt się nie domyśla o czym i co, dlatego nawet nie pytam, jaka średnia byłaby teraz, choć można ją wyliczyć równie łatwo jak poprzednio.

Ciekawe, czy rzeczywiście rzecz jest taka zupełnie nieważna, ale nie dla mnie (to wiem lepiej niż ktokolwiek inny, niestety), tylko dla "reszty świata". Szczególnie tej zwanej popularnie "piękniejszą". Pewnie podobnie jak dla mnie - ważna jest, jeśli dotyczy "ja". Jeśli w grę wchodzi "on" lub "ona" - niech sobie radzą. Przecież nie zasłużyli na nic (a na to w szczególności) i "ból głowy" objawiający się na różne sposoby (każdy wie jakie ma) jest jak najbardziej uzasadniony.

Na pewno każdy pomyślał, że właśnie wylewam z siebie "zółć". Tymczasem jest dokładnie na odwrót - dziwnie dobry mam dziś humor. Słońce? Dużo świeżego powietrza? Odreagowuję kłopoty w pracy? A może zwyczajna "głupawka"? Czy raczej już czuję zbliżający się urlop i wszystkie tego konsekwencje? A może to ze względu na nieuchronne pożegnanie?

Napisałem 7. sierpnia 2007 o 07:52. Komentuj (3)

Whom

W taki wieczór jak dziś, kiedy tęsknota za jakimkolwiek człowiekiem, za zwykłym pogadaniem, za byciem razem wręcz nie pozwala swobodnie oddychać - wtedy wyłażą z szaf duchy. Chcą mnie wtedy prowadzić w ramiona jakiejkowiek kobiety, byle znów móc zacząć oddychać.

Whom have I...

Napisałem 7. sierpnia 2007 o 22:44. Komentuj (1)

Piosenki

Przylatują same. Bez zaproszenia, bez słuchania. A może raz zasłyszane zamieszkiwują w mojej głowie? Potem w różnych chwilach przypominają się same i wołają: jestem, pamiętasz mnie? A ja pamiętam, choć pewnie nie wszystkie.

Nie słucham płyt ani radia, nie oglądam telewizji, nie śpiewam i nie gram. Mimo tego gdzieś tam we mnie żyją dosyć dziwnym, nietypowym życiem, bo słyszę je w myślach i jest dobrze, jednak kiedy włączę żeby posłuchać, przeszkadzają mi.

Jak w poprzedniej notce: Nie przychodzisz mi do głowy...

Napisałem 9. sierpnia 2007 o 17:01. Komentuj (2)

To tylko emocje

Trudno jest jechać do pracy, mając oczy pełne łez.
All of us are children in hearts
long to be loved as we are
[...]

I am a child of forgiveness...
- czyżby? A może to coś więcej niż emocje?

Napisałem 10. sierpnia 2007 o 09:18. Komentuj (1)

Jedni i drudzy

Wesele to zawsze okazja, żeby jakiś niekoniecznie samotny mężczyzna z jakąś niekoniecznie samotną kobietą... Przynajmniej coś takiego pamiętam z filmów amerykańskich.

Jutro wesele wcale niemłodej panny młodej z wcale niemłodym panem młodym. Będą goście a wśród nich samotne kobiety i samotni mężczyźni. Niektórzy z gości może zdesperowani w poszukiwaniu jakichkolwiek przedstawicieli przeciwnej płci, inni na pewno zawiedzeni drugą płcią. Ci pierwsi będą się starali pokonać obiekcje tych drugich. Ci drudzy będą się opierać, może niektórzy nawet z obrzydzeniem. Każda kobieta zawsze uważa, że ci pierwsi to mężczyźni a ci drudzy to kobiety. Nawet jeśli mówi, że wcale tak nie uważa, że nawet zna odwrotne przypadki, to jej zachowanie na każdym kroku zdradza, że tak właśnie myśli, że według tych myśli działa, zachowuje się.

Nie bronię tych pierwszych. Raczej im współczuję, że kiedy przychodzi miłość ci drudzy wzruszają pogardliwie ramionami. Wiem jak to jest być tym drugim, będąc jednocześnie tym pierwszym.

Napisałem 10. sierpnia 2007 o 15:25. Komentuj (1)

I tak, i nie

Trochę jak się spodziewałem, trochę nie. Powłóczyste, zbyt długie spojrzenia. Aluzje na konkretny temat. Również otwarte rozmowy na tematy obok. O obecnej żonie, o byłym mężu. Jak to w rodzinie. Dwie noce razem. Jedna w moim domu. Tylko ona i ja. Ale nie my.
Napisałem 13. sierpnia 2007 o 09:16. Komentuj (0)

Postanowienia

Oglądam zdjęcia AW, BW i DW. Ci dwaj ostatni rozczulają mnie, ale... powoli zaczynam sobie uświadamiać, że powoli przestaję tęsknić i za nimi. Za nią również tęsknię tylko patrząc, choć mam wątpliwości, czy faktycznie chodzi konkretnie o nią. Może raczej o to, że jest kobietą i że coś na temat kobiet postanowiłem.

To postanowienie już niebawem spowoduje, że będę musiał wciąż postanawiać o wielu innych, drobnych rzeczach, które są jednak tak istotne w codziennym, zwykłym życiu. Będzie bardziej gorzko, czy raczej się osłodzi? Sądzę, że raczej nie będę dotykany w taki sposób jak choćby wczoraj.

Napisałem 13. sierpnia 2007 o 23:00. Komentuj (2)

Kontrasty

Ciągle wspominam te dwie noce. Może to tylko inność, odmiana. Chociaż wciąż słyszę jej głos, dziwnie czuły. Widzę jej zainteresowanie, otwartość, akceptację. Nieomal czuję ją na sobie.

Tymczasem AW wciąż ta sama. Pełna stresu, strachu, zamkniętości, rozdwojona. Co innego mówi (kocham, dla ciebie wszystko, chcę wszystko z tobą, jak sobie życzysz, będzie jak powiesz) i co innego robi (nie słucha co mówię, ignoruje, każdą propozycję zmienia na swój sposób, całą sobą mówi "nie").

Ta pierwsza obudziła dawno śpiące we mnie potrzeby. Te, które z takim trudem udało mi się uśpić, stłamsić. Ta druga im nie podoła. Może chce, ale nie potrafi. Ta pierwsza pozostanie tylko w mojej głowie, na codzień będzie tylko ta druga. Jakakolwiek będzie. Również jeśli będzie to oznaczać, że szczęście w każdej postaci będzie mnie zawsze omijać szerokim łukiem.

Napisałem 15. sierpnia 2007 o 22:55. Komentuj (2)

Tam, gdzie nas nie ma

Jedni cieszą się, że dostaną pracę. Ja się cieszę, że mam od niej na jakiś czas spokój. AW z kolei pracę traktuje jak ucieczkę od szarej codzienności i źle jej, że nie pracuje.

Moi sąsiedzi właśnie wrócili z wyjazdu nad jezioro, gdzieś na Mazurach. Żałują, że nie byli w jakimś pięknym, kolorowym, koniecznie zagranicznym miejscu. Ja, mówiąc dokąd się wybieram na wakacje, obserwuję u swoich rozmówców nieukrywaną zazdrość, bo oni co prawda też na wakacje ale tylko do (i tu pada jakieś miejsce). A dla mnie każde z ich miejsc byłoby daleko lepsze niż to, którego mi zazdroszczą.

Każdy zna takich przykładów ze swojego własnego podwórka całe mnóstwo. Naprawdę aż tak trudno być samym sobą? Ostatnio uczę się swojego nowo określonego miejsca. Nowego miejsca na ziemi, a może miejsca w szeregu. Jakkolwiek by je nazywać i cokolwiek by robić - nawet jeśli będziemy próbować wystrzelić się do gwiazd i uda nam się wylądować na Księżycu - i tak pozostaniemy pod władzą naszych ograniczeń. Co najwyżej przekonamy się, że myliliśmy się w swojej własnej ocenie, przyzwyczajeni stąpać tylko po ziemi. Jednak wciąż pozostaniemy sobą. Oby tam, gdzie nasze miejsce.

Jak trudno jest je znaleźć lub pogodzić się z nim.

Napisałem 17. sierpnia 2007 o 22:02. Komentuj (3)

Za dalą dal

Ja wiem,
Wiem,
Że gór tych
Siedem jest.

Wiem też,
Wiem,
Przejść muszę
Siedem rzek!

I ciągle dal,
Za dalą dal
Zawieje, śnieżyce i żar, i kurz.
I nie wiem nawet już,
Czy tam gdzieś
Będzie kres.

[…]

Ja wiem
Czemu
Zaszumiał
Nagle wiatr.

Słyszę,
Mówi,
Że w drogę
Na mnie czas?

I ciągle dal,
Za dalą dal,
Zawieje, śnieżyce i żar, i kurz.
I nie wiem nawet już,
Czy tam gdzieś
Będzie kres.
    (Edward Stachura)



Napisałem 20. sierpnia 2007 o 10:50. Komentuj (10)