główna
przeczytaj
e-mail
księga
linki

Archiwum:
2019:7 6 5 4 3 2 1 
2018:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2017:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2016:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2015:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2014:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2013:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2012:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2011:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2010:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2009:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2008:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2007:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2006:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2005:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2004:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 


Nie bez powodu

Jak zwykle. Nic nie dzieje się bez powodu.

Nie bez powodu zastanawiam się, na ile można pozwolić być szczerym wobec innych. Wobec najbliższych, wobec bliskich, wobec dalekich, wobec anonimowych, wreszcie publicznie.

Prawnicy pewnie wiedzą lepiej, na ile fakty z życia prywatnego mogą być ujawniane publicznie. Na ile wolno, na ile nie. Są jednak ludzie, którzy decydują się ujawnić czasem zupełnie niewygodne informacje na swój temat przed wszystkimi, którzy tylko zechcą. Jest taki program telewizyjny. Nie będę ukrywał, że lubię go oglądać. Lubię słuchać odpowiedzi na pytania: czy kiedykolwiek miałaś kontakty lesbijskie, czy zdradziłeś swoją żonę, czy masz żal do matki, że bardziej kochała siostrę... To nie tak, że pozwalają się wybielić, bo inni to lub tamto. Porównywanie cudzych zupełnie nie chwalebnych postępków z własnymi do niczego dobrego raczej nie prowadzi. Podziwiam odwagę, szczerość, otwartość. Chociaż czasem głupotę, nieodpowiedzialność, bo...

...bo nie każdy może pozwolić sobie na bycie "przezroczystym". Nie każdy jest czysty jak przysłowiowa łza. Rozumiem, że od publicznego wyznania przed kamerami łatwiej jest spotkać kogoś w pociągu na trasie, którą jedziemy jeden jedyny raz w życiu i opowiedzieć przypadkowemu słuchaczowi o wszystkim. O miłości do dzieci i złości do matki. O żalu do brata i poczuciu beznadziejności w małżeństwie. Oskarżyć kogoś, ale również siebie. Łatwo przyznać się do zdrad i wyznać, że jest się śmieciem, choć na codzień trzeba się jakoś wewnętrznie wybielać, bo inaczej nie da się żyć. Nawet można powiedzieć o kim marzy się w łóżku i które z tych kobiet o tym wiedzą. Można powiedzieć o ukrywanej i niedopuszczanej do głosu miłości do pewnej wyjątkowej kobiety. Można wreszcie poświntuszyć, wywlec z głębi duszy wszystkie brudy, bo jutro to i tak będzie bez znaczenia. Słuchacz wysłuchał i pojechał dalej. Również dla niego będzie to jedna z wielu historii, które jak zwykle niczego nie zmieniają.

A wobec bliskich? Szczerość niewątpliwie boli. Zarówno tych szczerych, jak i tych szczerością "obdarzanych". Tu nasza wrażliwość albo raczej nadwrażliwość w odbiorze prawdy sprawia, że słowa powiedziane czasem w dobrej wierze i intencji sprawią ból. A co, kiedy wyznanie jest z samej swojej natury jest bolesne? Bo mówi o zawiedzionych nadziejach, o braku lojalności, o oszustwie, kłamstwie bądź zdradzie.

Pamiętam, że był czas, kiedy byłem gotów pozwolić obejrzeć siebie z każdej strony bez obawy, że coś niestosownego zostanie odkryte. Ale nie tęsknię za tym. Wolałbym zamiast cofać czas i to, co zrobiłem, raczej mieć możliwość wszystko pokazać i pozostać tym samym człowiekiem. Bo przecież wciąż nim jednak jestem, mimo udawania, że jestem lepszy niż w rzeczywistości.

Napisałem 3. sierpnia 2009 o 15:25. Komentuj (3)

Patrzenie

W weekend oglądanie młodych małych cycków. Palce lizać. Więcej takich wizyt.

Niebawem wspólny dłuższy wyjazd. Tam pewnie też będzie okazja popatrzeć. Ostatnio z coraz większym rozbawieniem cytuję dowcip związany z moim wiekiem i kończący się sentencją "przecież stąd doskonale widać". Ostatnio patrzenie wystarcza. A może nie, skoro zapamiętałem dzisiejszy dla niektórych perwersyjny a dla mnie super erotyczny sen i obudziłem się w gorącym nastroju i - gdybym sypiał w bieliźnie - z pełnymi majtkami?

Napisałem 10. sierpnia 2009 o 14:58. Komentuj (5)

Na mnie czas

Do zobaczenia. Ze wszystkimi.
Napisałem 13. sierpnia 2009 o 23:29. Komentuj (6)

Dwa tygodnie

Myślę, że spędziłęm je wyjątkowo dobrze, jak na moje możliwości. Bo możliwości ze względu na nieprzewidywaną kontuzję nogi były niewielkie. Spojrzałem inaczej na kobiecą urodę i seksualność. To, co u nas wydaje się piękne, tam niekoniecznie takie musi być.

Generalnie nieomal brak myślenia - wspaniałe. Tylko dwa toplesy na plaży - całe szczęście, że nie więcej, bo były przerażające. Mnóstwo camel toe - wspaniałe.

Napisałem 29. sierpnia 2009 o 18:07. Komentuj (0)

Uzupełnienie

Trudno mi po urlopie wrócić do rzeczywistości. Tym bardziej, że wylegiwanie się było większe niż oczekiwałem. Nawet weekend w domu, który zwykle w takiej sytuacji byłby dla mnie bardzo pracowity, był może nie leniwy, ale bezproduktywny, bo niczego praktycznego nie byłem w stanie zrobić. Myśleć też się jakoś nie chciało, ale na myślenie mnóstwo czasu było tam. I dziwne zjawiska też były tam.

Najdziwniejszym i największym przeżyciem był sen. Zwykle nie pamiętam snów, ale tamten był wyjątkowy. Najpierw o nietykalnej świętości w postaci zakonnika. Potem o dziewczynie wynajmującej wolną powierzchnię. Potem powoli nadciąga dokładnie przygotowywana demoniczna burza. Na korytarzu pojawia się inna dziewczyna - w czerwonej sukience. W nocy pytam się raczej nie sam siebie, ale autora snu - dlaczego? Oczywiście kiedy zasypiam sen nie ma swojej kontynuacji. Jest podróż do znajomego księdza. Jednego z dwóch, których znam w prawdziwym życiu. Nie jako duchownych, ale jako ludzi. Po drodze spotykam różnych ludzi...

Dziwne jest również to, że od tamtego snu... zwykle rano pamiętam sny. Oczywiście po jakimś czasie je zapominam, bo nie widzę potrzeby pamiętać, ale rano bez trudu wszystko sobie przypominam. Zastanawiam się dlaczego. Czy coś się we mnie "odkorkowało"? A może to chwilowe i zniknie znów wraz z natłokiem zdarzeń?

Ciężko mi zrobić coś, co ma ręce i nogi. Wysłać list również. Nawet zdjęć z wakacji nie zdążyłem przez dwa dni obejrzeć. Wiem tylko, że będę jak zwykle na niewielu z nich. A od jutra a właściwie od dzisiaj znów praca, znów cotygodniowe wyjazdy...

Na NK odezwała się dziewczyna, która kiedyś była przedmiotem mojego pierwszego kontaktu z kobiecym ciałem: jak najbardziej erotycznego w rekacji, choć w zamierzeniu i sytuacji wcale nie. Wiem, że przedmiotem brzmi nieładnie, ale wydaje mi się, że gdyby na jej miejscu była wtedy jakakolwiek inna, to dzisiaj to co czuję do tej, czułbym właśnie do owej innej. Specyficzne uczucie, bo sytuacja była specyficzna. Ciekawe, czy ona też ją zapamiętała? AW przeczytała jej wiadomość. A ja patrzyłem jakie ma na zdjęciach cycki i tyłek, chociaż nawet nie będzie okazji na jakąkolwiek autopsję, nawet jeśliby była po obu stronach duża ochota.

Napisałem 31. sierpnia 2009 o 00:53. Komentuj (4)

Wspomnienia

Całkiem jeszcze świeże. Całkiem inne od dotychczasowych wakacyjnych wspomnień.



Napisałem 31. sierpnia 2009 o 16:58. Komentuj (0)