główna
przeczytaj
e-mail
księga
linki

Archiwum:
2019:7 6 5 4 3 2 1 
2018:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2017:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2016:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2015:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2014:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2013:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2012:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2011:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2010:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2009:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2008:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2007:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2006:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2005:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2004:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 


Sam nie wiem niczego

Właśnie minęło pół roku, które jak dotąd było dla mnie najtrudniejszym fragmentem życia. Wcale nie aż tak krótkiego życia. Spędziłem ten czas z dala od żony (dla przypomnienia AW) i synów (BW i DW - również dla przypomnienia). Samotnie. Do tego dwa miesiące poza domem.

Mnóstwo pytań i wątpliwości. Co ciekawe, wcale nie było w tym czasie aż tak dużo seksu pozamałżeńskiego. Jakoś mnie to z jednej strony nie kręciło. Z drugiej gdzieś we mnie była świadomość tymczasowości tej sytuacji i to powstrzymywało mnie przed nawiązywaniem znajomości z kobietami w ogólności, a znajomości łóżkowych w szczególności. Tym bardziej, że postanowiłem wciąż być mężem wiernym na tyle, na ile tylko dam radę. Tak do końca nie dałem, ale ostatecznie nie było aż tak źle.

Ale miało być o pytaniach i wątpliwościach a te są naprawdę poważne. Na przykład: jaką naprawdę wartość stanowią dla mnie żona i dzieci? Co by się stało, gdybym ich nagle stracił? Albo z nich zrezygnował?

Pytania wydają sie albo brutalne, albo niedojrzałe - to ostatnie szczególnie. Jednak biorąc pod uwagę, że trudno mówić o czymś takim jak prawdziwa bliskość pomiędzy mną a AW, niespecjalnie powinno to dziwić. Co do dzieci, to oczywiście z nich się nie rezygnuje nigdy. Raczej zakładam, że rezygnując z żony, musiałbym siłą rzeczy (tak, to właśnie Polska) ograniczyć swoje kontakty z dziećmi a raczej to one poniosłyby największą szkodę, bo to im najbardziej takiego kontaktu brakowałoby. W kwestii dzieci jest też inna kwestia: wcześniej czy później staną sie samodzielne i tak czy siak w jakimś sensie je stracę. Wiem, że to dziwnie brzmi, kiedy mówię o trzylatku, że nieuchronnie zmierza ku pełnoletności*, ale takie są fakty. Wychowuję dzieci właśnie po to, żeby odeszły.

Myślę też co będzie kiedyś, kiedy już nie będę tylko dorosły, ale stary, bliski momentu, w którym przyjdzie mi ten świat porzucić**. Czy będę wtedy syty dni***?

Jednak kobiety są moim przekleństwem. Nie mogę bez nich żyć. Bez ich kobiecości rozumianej tak, jak ja ją rozumiem. Powoli umieram....

* - cytat z "Nie ma mocnych"
** - fragment tytułu jednego z wierszy C. K. Norwida
*** - gdzieś w Biblii

Napisałem 14. września 2006 o 13:26. Komentuj (0)

Biała torebka

Niestety biała torebka nie została przeze mnie zauważona. Może to i dobrze, bo w końcu była umówiona na randkę z przystojnym facetem - nie takim jak ja. Moja obecność mogłaby jej w jakiś sposób przeszkadzać. Może innym razem?

Nie wiem dlaczego chcę poznać SW. Ona nazywa mnie przyjacielem. To jak wiadomo znaczy, że... Kiedy kobieta nazywa mężczyznę przyjacielem, to on zwyczajnie nie jest dla niej mężczyzną.

Napisałem 15. września 2006 o 11:15. Komentuj (1)

Miło

Miło jest spojrzeć przez okno i zobaczyć zgrabne nogi. Jeszcze milej jest iść za właścicielką takich nóg, mając możliwość patrzeć, jak w tym samym czasie poruszają się mięśnie nieco powyżej...

Coraz mniej takich widoków. Ze względu na porę roku również. Gdybym tak mógł cofnąć czas...

Napisałem 19. września 2006 o 15:44. Komentuj (0)

Nie pożądam

Już dawno to stwierdziłem. Jednak za każdym kolejnym razem się w tym upewniam, że nie pożądam jej, właśnie jej. Ona nie chce mi się oddawać, więc chyba nie chce być pożądaną. Jestem grzecznym chłopcem i nie narzucam się dziewczynce, która sobie tego nie życzy.

Czytam dziś historie miłosne a raczej tzw. opowiadania erotyczne. Wszystkie przepełnione pasją, żądzą, pożądaniem, nienasyceniem. Całkiem inaczej niż obserwuję w życiu. Pocieszam się tym, że to po prostu fantazje, literatura (niska bo niska, ale jednak fikcja), pragnienia nastoletnich przyszłych kochanków.

Osobiście nie znam żadnej, której sprawiałoby przyjemność nazywanie dziwką czy suką, która wolałaby się raczej pieprzyć albo rżnąć zamiast kochać.

Czy to ja jestem aż taki wyjątkowy, czy też raczej wszyscy wokół są obłudni i robią z siebie takich na ą i ę, podczas gdy w środku panoszy się zwierzę?

Gdzie jest prawda?

Dziś mam wyjątkową ochotę pieprznąć to wszystko...

Napisałem 20. września 2006 o 16:34. Komentuj (3)

Po rozmowie

Rozmowa była poważna i traktowała o potencjalnej mozliwości zakończenia długoletniego związku. Co ciekawe - kamień spadł mi z serca a odpowiedzialność z duszy. Jak zwykle przez kilka dni było świetnie, ale czas - ten "robi swoje". Czasem nawet myślę "a niech robi, niech się to wszystko rozwali". Nie myślę co będzie potem. Wydaje mi się, że będzie dobrze, ale jak głębiej się nad tym zastanowić, to nie wiadomo na jakiej podstawie.

Chyba jestem nietypowy. Zwykle mężczyzna zostawia kobietę dlatego, że zauroczył się inną, która według jego mniemania będzie lepsza. Ja nie mam innej, lepszej. Wiem, że ta jest najlepsza i drugiej takiej nie będzie. Jednak nie czuję się dobrze oszukując, że jestem wiernym mężem, skoro kiedyś nie byłem.

Liczę na mozliwość swobodnego wyboru i tego, że uczciwie będę mógł sprawdzić, jak to jest z kimś innym. Nawet za cenę, że ten ktoś inny ma być tylko na jedna noc albo krócej.

Może burzę coś bezpowrotnie? Może buduję coś nowego?

Napisałem 27. września 2006 o 09:18. Komentuj (2)

Każdy tak ma

Każdy ma kiedyś ochotę z czymś skończyć, coś zmienić, znów się sprawdzić... Kryzys wieku średniego. Może i ja mam ten problem?

Z jednej strony wciąż chodzę napalony na jakieś - wrażliwych przepraszam za może zbyt wulgarne wyrażenie - chętne cipy, w zasadzie nie myślę o niczym innym. Z drugiej nie wyłażę poza dom i pracę, więc jak mam je spotkać? Z jednej myślę, że czas pożegnać małżonkę, ale z drugiej wcale się nie zastanawiam jak to zrobić.

Wbrew pozorom wcale nie jest to takie sobie nic z logistycznego punktu widzenia. Są dzieci, które chciałbym normalnie widywać. Idealnie byłoby, żebym nadal mieszkał w domu, tyle żebym mógł w łóżku mieć kogo tylko zapragnę i nie tylko w łóżku. Potrzebuję swobody wychodzenia i nie tłumaczenia się dokąd, po co, z kim, dlaczego, kiedy wrócę, z kim wrócę, czy ubrałem czapkę i czyste ubranie. Dzieciak ze mnie, mimo innych informacji wynikających z dowodu osobistego. Taka sielanka to mżonki.

Dzieci nadają nowy wymiar - tak właśnie dziś przeczytałem w jednym z komentarzy do cudzego bloga. To oczywiście prawda. W jakimś sensie nadają wartość mojemu życiu. Choć tu też jest ta druga strona: są zbyt cenne, żeby je stracić, bądź choćby w najmniejszym stopniu skrzywdzić.

Okazało się, że SW mnie nie rozumie. Nawet nie bardzo się ostatnio odzywa.

Napisałem 28. września 2006 o 17:31. Komentuj (1)