główna
przeczytaj
e-mail
księga
linki

Archiwum:
2019:7 6 5 4 3 2 1 
2018:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2017:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2016:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2015:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2014:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2013:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2012:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2011:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2010:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2009:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2008:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2007:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2006:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2005:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2004:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 


Odczucia bez znaczenia

Tuląc w ramionach zasypiającego DW rozglądałem się. Patrzyłem i na te wysokie, i na te niskie. Brunetki, blondynki i te przeze mnie najbardziej pożądane. Z szerokimi i wąskimi biodrami. Te skrywające biusty i te, które je eksponują. O bladej cerze oraz ciemnej lub opalonej. Z oczami błękitnymi, zielonymi, brązowymi, czarnymi i każdymi innymi. Głównie młode, choć nie tylko. Nieomal każda była zaangażowana w jakąś niesamowicie ważną rozmowę. Każda chciała czuć się ważna, piękna, mądra... A mi wszystko wydało mi się wtedy takie bez znaczenia. To nieprawda, że nie czułem nic. Wiele z nich było całkiem w moim guście. Niektóre patrzyły mi w oczy zdecydowanie zbyt długo. Przez chwilę pomyślałem, że żadna z nich nie będzie nigdy matką mojego dziecka, ale to też nie miało żadnego znaczenia.

W domu wojna jak zwykle o nic. O moją niedomyślność i o jej... nawet nie wiem co. Będąc nie do końca trzeźwym, nie miałem ochoty nawet dochodzić, co też nowego wyprodukowała jej głowa. A wszystko dlatego, że DW właśnie dziś miał pójść do przedszkola. Oczywiście poszedł, nic się nie wydarzyło, wszystko było ok, żadnych płaczów. Ale przecież jej życie jest takie ciężkie a ma być jeszcze gorzej.

Napisałem 1. września 2008 o 10:53. Komentuj (1)

Cud

Dowiaduje się, że jestem nieomal bez serca. Ślepy i głuchy na jej łzy, płacz, problemy. Mówię, że wiem doskonale, że jestem nieczuły, ale nie powinna się po mnie spodziewać nic więcej. Pewnie boli, ale nie mnie. Zobojętniałem już dawno temu. Może moje serce mogłoby się znów odrobinę zmiękczyć, gdyby...

Gdyby stał się cud. Doskonale wiem jaki. Inne się stały, więc dlaczego nie ten?

Napisałem 1. września 2008 o 21:07. Komentuj (2)

Daj głos!

Oszukuję się, że jest dobrze. Bo wydaje mi się, że mam marzenia. A to chyba raczej taka oszukańcza nazwa na potrzeby, które pozostają niezaspokojone. Może więc należałoby to nazwać jakimś syndromem niezaspokojenia? Szybkie sprawdzenie sugeruje, że coś takiego nie istnieje. Więc?

A niech wygląda, że znów naszło mnie narzekanie, chociaż tak naprawdę coś mnie we mnie uwiera. Całkiem jak ten nowy fragment zęba, który mam od niedawna.

Wydawało mi się, że moje życie jako tako wraca do normy. Czyli czegoś, co kiedyś sam uważałbym za normę. Tymczasem jest normalnie, ale nie w tym starym, "konserwatywnym" sensie. Jest normalnie "po nowemu". W pracy, w domu, na ulicy, na spotkaniach towarzyskich... wszędzie ta nić czarna się przędzie. Niby wszystko się dzieje, niby ma miejsce, niby, niby, niby... Tymczasem nic nie cieszy, nic nie daje satysfakcji, nic nie daje spełnienia, nic nie sprawia, że czuję, że żyję. Ciągle coś uwiera.

Mimo że tego wcale nie czuję, to wiem, że żyję. Inaczej moje serce przestałoby się już w ogóle odzywać, tymczasem bywa, że daje o sobie znać. Nawet sam umiem je zmusić, żeby dało głos. Aż się boję co by było, gdyby ktoś nabył nie tylko tę samą umiejętność do jednorazowego "zrywu", jak to ostatnio miewa miejsce, ale umiał je na stałe ożywić i sprawiłby, że zaczęłoby działać. I chciałbym, i boję się.

A może jednak jest dobrze? Może jednak ulegam wszędzie obecnemu marketingowi, który rodzi we mnie niestworzone rzeczy?

I tych dwoje na dwiema...

Napisałem 2. września 2008 o 11:29. Komentuj (3)

Analogia

Uwieranie zęba spowodowało szkody w innym. Jak znaczne? To się dopiero okaże. A dusza?
Napisałem 3. września 2008 o 09:27. Komentuj (5)

Miłość ze strachu - subiektywnie patrząc

Tak, kocha go. Podobno nikogo nigdy tak nie kochała, jak jego. Mawia, że każdy kawałeczek. Musi mieć wspaniałą wyobraźnię, bo w rzeczywistości nie dotyka go. Zasypiając odwraca się tyłem i woli, żeby jej nie zaczepiał. Nie uśmiecha się, nie zaleca, nie przytula. Dlaczego miałaby to robić, skoro on jest jak skała? Wystarczy, że pierze, sprząta, gotuje i uprawia seks.

Kiedy on choruje, zajmuje się nim jak pozostałymi dziećmi. Myśli o wszystkim i organizuje czas. Na wszystko ma tysiąc pomysłów i jedyny kłopot to zdecydować się na któryś z nich. Pyta go, ale tylko z ciekawości lub przez grzeczność, bo przecież wcale nie chce wiedzieć, co on o tym myśli. Cokolwiek powie, i tak go nie będzie słuchać. Mówić będzie odwracając się w przeciwną stronę - niech on nie słyszy, bo i po co? Chce zrealizować swój plan, chociaż wcale go nie ma.

Nie wyobraża sobie, żeby go nie było. Przecież jest jej niezbędny do życia, jak powietrze.

...można żyć bez powietrza (M.Pawlikowska-Jasnorzewska)

Napisałem 5. września 2008 o 11:21. Komentuj (5)

Powroty

Powroty do poprzednich chwil bywają różne. W zależności od tego, do czego się wraca. Czasem podniecają, czasem zniechęcają. Czasem poprawiają humor, czasem go psują. Czasem to, czasem tamto. Jak to w życiu.

A jak się wraca do młodej i nieładnej, to chce się więcej.

Napisałem 8. września 2008 o 09:59. Komentuj (5)

Ranne miasto

Kiedy jedni właśnie zaczęli pracę a inni jeszcze się do niej nie zdążyli wybrać, ulice puste. Skojarzenie z Wiedniem. Tyle, że tam było znacznie wcześniej, więc i brudno.

Na przystanku zapachy. Świeżo nałożonych kremów, podkładów, pudrów, róży, pomadek... Wszystko błyszczy w słońcu. Pachnie zbyt intensywnie i zbyt świeżo. Nieprzyjemnie. A może to kwestia ostrzejszego niż w ciągu dnia powietrza?

W jedna stronę łatwo patrzeć w twarze, oglądać biodra, ruch pośladków i biustów. Różne ubrania. Najlepsze są te kobiece. Od blondynki w czerwonym aż trudno oderwać wzrok, choć śliczna wcale nie jest. Stroje formalne też mają w sobie coś. A może kogoś: oficjalnie wyglądające, nieomal plastikowe kobiety. Nigdy takiej nie rozbierałem i nie miałem. Kostiumy są dobre, jeśli klasyczne. Żadnych ekstrawagancji. Przynajmniej dla mnie.

Hiszpańska kopulatornia. Po drodze. Nic więcej na ten temat.

Potem wzrok utkwiony w bazalcie i granicie. Telefon, że wszystko w porządku. Znów kocha, ale... niektórzy wiedzą.

W Bramie czuć zapach moczu. Potem papierosy.

Dziś pracowity dzień. Zaraz się zacznie.

Napisałem 10. września 2008 o 09:18. Komentuj (14)

Różne historie

Oddała mu wszystko. Całą siebie. Chociaż on o to wcale nie prosił. Chciał tylko ciała. Zresztą ona też nie chciała dać więcej, ale tak jakoś wyszło.

Od czasu do czasu chciała z niego zrezygnować, sama nie wiedziała dlaczego. Wtedy on prosił, błagał. Przecież kochał.

Kochała i milczała. Nie była blisko, bo on się nie chciał zbliżać. Tylko czasem, kiedy mieli okazję porozmawiać, z rozbrajającą szczerością mówiła, że tylko jego kocha.

Wielka miłość była zabroniona. Ojciec zwyczajnie przegrał ją w karty. Wygrał inny mężczyzna, któremu rodziła dzieci.

Każdy akapit to inni ludzie, inne czasy, inne miejsca. Każda z tych historii jest inna. Niektóre same w sobie zakończyły się, chociaż ich konsekwencje będą mieć miejsce prawdopodobnie tak samo długo, jak długo będzie istniał świat. Niektóre może są prosto z czyjegoś życia i właśnie się zaczęły. Niektóre pewnie dopiero się zdarzą. Nic nie znaczą dla kogoś, kto tylko czyta. A dla kogoś, kto je przeżywa, bywają czasem całym światem. Takim być albo nie być. Żadnym tam hamletowskim, bo prawdziwym.

Co pozostaje, kiedy wszystko się kończy? Jeden mówi, że wszystkie kobiety to kurwy. Druga stara się nigdy nie zaufać żadnemu mężczyźnie i za wszelką cenę wlewa w każdą inną kobietę jad, który ją trawi. Trzeci milczy, opuszcza głowę, kuli przysłowiowy ogon a ktoś o nim śpiewa, że odtąd nigdy nie był już sobą, o nie. Czwarta ginie gdzieś w świecie, nie umie się odnaleźć. Piąty unosi się dumą i gorzknieje. Szósta czeka całe życie na kogoś innego. Siódmy czeka wciąż tylko na nią.

Jedni twardnieją, inni znowu miękną. Cokolwiek zrobią, jakkolwiek zdecydują, wszystko jest ważne.

Napisałem 11. września 2008 o 15:41. Komentuj (8)

Blisko końca

Podobno im więcej cytatów, tym bliżej końca bloga. Tak gdzieś u kogoś na blogu przeczytałem, ale nie pamiętam u kogo, więc nie podam dokładnie. Jak to u ciebie i czytasz, daj znać - niech cały świat się dowie kogo zacytowałem i będzie mi miło.

Zabawa była jak się patrzy,
Pan młody sprosił kupę gości -
Inteligencji trochę z miasta
I swoje dawne dwie miłości


Ja też tam byłem,
Wódkę i wino piłem


Chociaż ze mnie ani miłość pana młodego, ani z miasta też nie jestem. No i po wszystkim. Nieważne, że następnego dnia byłem do popołudnia niedysponowany i dopiero po południu mogłem coś bez większych konsekwencji dla jako takiego samopoczucia skonsumować, znaczy zjeść.

Napisałem 15. września 2008 o 17:44. Komentuj (8)

Jeszcze i to

Przeliczyłem się, jeśli chodzi o własne siły. Ponieważ jednak byłem zbyt pewny siebie, nie miałem "planu B". Cóż, teraz muszę się nim zająć. A ból? Niektórzy wiedzą, że jeśli nie chodzi o duszę, to potrafi być naprawdę przyjemny.

Po różnych zdarzeniach z ubiegłego tygodnia, dziś rano wyruszył "wesoły autobus". Zaczyna się trudny tydzień. Nie dlatego trudny, że powiedziałem jej kolejny raz, że nie chce mi się żyć, że patrząc mi w oczy usłyszała, że żyję tylko dla dzieci... [Nie jest głupia. Natychmiast wiedziała, że wobec tego dla niej ani trochę nie.] To dla niej zbyt małe wstrząsy i nic nie zmienią. Trudny dlatego, że trudny dla niej. Więc więcej słów i nie tylko na moje plecy.

Niech jeszcze i to...


Napisałem 22. września 2008 o 10:43. Komentuj (4)

Erzac

Wiele razy pisałem, że chciałbym móc komuś powiedzieć wszystko, ale to dokładnie wszystko, co we mnie siedzi. Może nie "otwartym tekstem", jak to zwykle ze mną bywa, ale jednak pisałem. Tyle, że...

No właśnie. Po pierwsze nie wiem, czy umiałbym siebie wyrazić. Nie chodzi nawet o to, że przed kimś, czy starczyłoby mi zaufania, odwagi i tym podobnych rzeczy. Nie wiem, czy najzwyczajniej zostałbym zrozumiany. Czy słowa wypowiadane przeze mnie, oddające jakoś (właśnie tylko jakoś a nie dokładnie) moje wnętrze, zostałyby zrozumiane tak, jak powinny. A powinny nie tak, jak zostały wypowiedziane, tylko tak, jak siedzą sobie cicho we mnie. Według mnie - niemożliwe. Ale podobno są specjaliści od cudów. Specjalistki również mile widziane.

Tymczasem "rozmieniam się na drobne". Ktoś wie kogo kocham oficjalnie i chciałbym powiedzieć, że bezwarunkowo. Ktoś inny wie, że kocham go odrobinę inaczej. Tak, że ktoś inny powie, że to przecież żadna miłość. Ktoś jeszcze inny wie troszeczkę o moich namiętnościach. Jest też ktoś, kto chętnie by swoje namiętności połączył z moimi i swoje ciało z moim. Jest ktoś, kto mówi o tym otwarcie a ktoś inny czasem daje do zrozumienia, bo może jednak nie jest pewien.

W niedzielę okazało się, że gdzieś w środku nadal mam coś takiego, jak serce. Że nie skamieniało do końca, że można go dotknąć. Boli cholernie, ale potem jest przez chwilę przyjemnie. Jak wyciskanie ze skóry zbędnych rzeczy: boli, ale za chwilę jest ulga. Na jak długo? Na krótko. Zbyt krótko, jak na całe życie. W tym kontekście to oczywiście tylko chwilka. Przypomina mi się pewne porównanie wywołujące niezmiennie uśmiech na twarzy: potrzebowałbym wielkiego ciśnienia, a dostaję tylko kropelki.

Zacząłem od wygadania się a kończę na miłości, bo cokolwiek robię, jakkolwiek żyję, kogokolwiek krzywdzę i kogokolwiek kocham albo to uczucie wobec kogoś deklaruję - nie wierzę miłość na poziomie chemii w mózgu. Niewątpliwie tak się ona również objawia, ale jej istota leży gdzie indziej.

Tytuł z pozoru nie pasuje do treści, bo nie widać bezpośredniego związku. Nie widać, ale czuć. Jak nie wierzysz, poczuj to, co ja, jeśli potrafisz. Jeśli potrafisz być naprawdę dobrym słuchaczem, to posłuchaj, chociaż ja już więcej nic nie powiem...

Aha: nie przeszkadza mi, że jest tylko po pierwsze.

Napisałem 23. września 2008 o 09:31. Komentuj (5)

Pozbyć się siebie

Znów "naszło mnie" po Grechucie. Gdzieś we mnie jest jakiś cel, jakieś przeznaczenie, jakieś tęsknoty. Jeśli nawet nieświadomie, to czuję, że idę dokądś. Choć czasem wolałbym na oślep, to nie mogę. Jestem niewolnikiem samego siebie albo raczej tego, co we mnie jest i stało się częścią mnie. Nie mogę się od siebie wyzwolić, oderwać i stanąć obok, będąc kimś zupełnie innym. Nawet na chwilę.

Gdybym tak mógł zapomnieć o wszystkim i zrobić to, co chcę? Tak czysto egoistycznie i bez żadnych konsekwencji? Co bym zrobił? Zgwałcił proboszcza? Kazał wszystkim "nieskromnym kobietom" lizać swoje stopy? Wtedy nie nazywałbym ich tak układnie, jak poeta i bard. Co bym zrobił? Dokąd bym zaszedł? Co bym czuł? Czy miałbym jakieś granice? [Głupie pytanie. Chciałbym "z definicji" odrzucić wszystkie granice i sprawdzać gdzie są.] A może zwyczajnie usiadłbym za sterami samolotu i leciał aż do wyczerpania paliwa?

Dzisiaj nie chciałbym niczego ocalić od zapomnienia. Mimo tylu przeżytych chwil. Ktoś pewnie powie, że to kryzys wieku średniego i tyle. Pewnie będzie miał rację, ale dla mnie niech sobie to naukowe wyjaśnienie wsadzi w ...., bo naprawdę nic mi po nim.

Dlaczego nie umiem być egoistą? Takim nie zwracającym uwagi na nic, oprócz siebie? Dlaczego chcę być "dobry"? Dlaczego jednak myślę o przyszłości? Swojej i dzieci? Dlaczego kiedy spotykam kobietę, na którą mam ochotę, to po prostu nie wyciągam po nią ręki jak po własność, nie patrząc, co ona na to? Dlaczego myślę, co będzie potem? Dlaczego myślę o jej ewentualnych łzach?


Napisałem 25. września 2008 o 12:04. Komentuj (8)

Riposta

Typowo męski punkt widzenia? Zgoda. Jeśli jednak jesteś kobietą i chcesz wiedzieć, jak cię odczuwa mężczyzna - posłuchaj. Pomyślisz pewnie, że głupie, nieprawdziwe, może oszczercze. Jeśli tak pomyślisz, nie pytaj już nigdy więcej, bo zwyczajnie nie chcesz wiedzieć.
Napisałem 27. września 2008 o 14:15. Komentuj (3)

Wybór

Podobno w psychologii społecznej funkcjonuje trójskładnikowa koncepcja miłości Roberta Stendberga, według której na miłość składają się trzy czynniki: namiętność, intymność i zobowiązanie. Ciekawie jest znajdować różne nazwy dla "miłości", które mają bądź nie poszczególne składniki. Na przykład:

  • lubienie - tylko intymność
  • zadurzenie lub zakochanie - tylko namiętność
  • miłość romantyczna - intymność i namiętność, bez zobowiązań
  • partnerska miłość lub przyjaźń - intymność i zobowiązanie, bez namiętności
  • niedorzeczna miłość - namiętność i zobowiązanie, ale bez intymności
  • pusta miłość - tylko zobowiązanie
  • miłość doskonała lub kompletna - wszystkie trzy składniki


Co wybieram?

A mam wybór?

Napisałem 28. września 2008 o 22:53. Komentuj (3)

Praca uszlachetnia

Trudno jest trafić w klawisze, kiedy palce odmawiają posłuszeństwa. Palce nie słuchają, bo mięśnie nie mają ochoty. Sztywność (wcale nie członka), szorstkość (wcale nie w kontaktach międzyludzkich), ból (wcale nie defloracji), niemoc (wcale viagra nie pomoże).

Inna perspektywa. Wcale nie gorsza. Praca na roli.

Napisałem 30. września 2008 o 20:37. Komentuj (3)