główna
przeczytaj
e-mail
księga
linki

Archiwum:
2019:7 6 5 4 3 2 1 
2018:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2017:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2016:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2015:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2014:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2013:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2012:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2011:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2010:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2009:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2008:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2007:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2006:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2005:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 
2004:12 11 10 9 8 7 6 5 4 3 2 1 


Pierwszy raz

Kiedy robisz coś pierwszy raz, możesz czuć się wyjątkowo wspaniale, nieswojo, ohydnie. Możesz czuć wyrzuty sumienia, ekscytację, lub... nic - różnie. Zależy co robisz i kim jesteś. Dla mnie było nieswojo.

Pierwszy raz nie na blogu a w realnym życiu (co nie oznacza wcale, że blog to fikcja, ale jednak traktuję go jako rodzaj fotografii) poruszyłem z kimś, kogo całkiem nieźle znam, temat stosunków małżeńskich i - nazwijmy to - ich okolic. Ja swoich o on swoich. Mówiliśmy o temperamentach małżonek, o ich chęciach i oczekiwaniach (oczywiście tylko tych, o których wiemy, czyli prawdopodobnie o mikro-mikrym fragmencie całego spectrum), o swoich również. Wspomnieliśmy o biustach naszych małżonek i przy okazji zahaczyliśmy temat innych biustów i ich powiększania.

Podobno faceci zawsze w swoim gronie chwalą się swoimi łóżkowymi osiągnięciami. Ja tego nie robiłem - zresztą co się tu oszukiwać, nie mam się czym chwalić. Nie mam się czym chwalić, ale obiektywnie rzecz ujmując, nie mam ostatnio również powodów do narzekań. Może właśnie dlatego zamiast w delegacji chodzić na zakupy, bądź zamawiać co smaczniejsze kąski "na wynos", oglądam głupawo telewizję i idę spać?

PS. Wciąz pamiętam sny. Wbrew opiniom życzliwej duszy nie chodzi o przejedzenie lub brak ruchu, ale o coś innego.

Napisałem 3. września 2009 o 09:02. Komentuj (2)

Nie-wanilia

Jestem waniliowy, jeśli wiesz co to znaczy. Ale skoro znam to słowo, to znaczy, że coś innego mnie kiedyś może nie fascynowało, ale na pewno interesowało. Potrafiłbym? Powiem, że jakoś dotąd nie było okazji. A może brak okazji oznacza, że się nie da? W końcu albo się kimś jest, albo jest się kimś innym. Bo przecież nigdy nie nikim.
Napisałem 5. września 2009 o 18:08. Komentuj (4)

Refleksyjnie

Pociąg inny niż zwykle. Bo musiałem, bo ktoś czegoś chciał, bo dla kogoś to było ważne. Czegóż się nie robi w pracy dla klienta. Nie byłem zadowolony, bo będę później w domu. Z tego nadal nie jestem zadowolony, bo ciągle jadę.

Nie wiem dlaczego, ale mam wrażenie, że gdyby nie ten pociąg, nie byłoby tego, co się w nim dzieje. Obok starsze małżeństwo: pan pułkownik i Danusia. Ich przesłanie to "doceniaj to, co masz, bo inni mają gorzej". Oczywiście padło więcej słów i to, co przed chwilą nazwałem przesłaniem, w zasadzie brzmiało trochę inaczej, ale to bez znaczenia. Tak jak zapisałem też jest prawdziwe. A teraz hasło reklamowe BMW, również dające do myślenia: "Radość to żyć, nie marzyć". Trudno się nie zgodzić. Mój ulubieniec pisał o tym już dawno temu - moje ulubione zdanie. Nawet bardziej dosadne.

Napisałem 9. września 2009 o 21:26. Komentuj (1)

Dziś powtórka

Wczoraj wieczorem powrót od dawnej miłości, którą właśnie odgrzewam. Ale wieczorem nie na tyle późnym, żeby nie pójść do sąsiadów na trwająca już libację. Sąsiadka wyraźnie wcięta, sąsiad również odrobinę. Szybko wyrównuję z nimi poziom alkoholu, nalewając wino do szklani a stamtąd zaraz do żołądka. Rozwiązuje mi się język i sąsiad słyszy co chwila coś, co dzisiaj niekoniecznie odważyłbym się powtórzyć. Mam nadzieję, że dziś będzie to wspominał jako żart. Sąsiadka mówi do mnie zaskakująco czule. Tak czule, że sąsiad głośno wyraża swoje niezadowolenie. Ale cóż się dziwić, skoro jej mąż (znaczy sąsiad) mówi, że oprócz cycków to ona nic nie ma. Nie ma racji, bo ja chętnie bym ją sobie pooglądał dokładniej, czego jednak głośno nie mówię - w końcu żona z sąsiadem na siedzącym na jej kolanach słucha. Może kiedyś znów mi się pokaże? W końcu kiedy przelotnie ją dotykałem, nie cofała się a nawet odpowiadała pozytywnie.

Jak będzie dzisiaj? Będę go przepraszał? Ona będzie jeszcze czulsza?

Napisałem 11. września 2009 o 16:33. Komentuj (3)

Dwu- a może jednowymiarowo?

Wydawało się to stosunkowo proste. Odpowiadam na ogłoszenie, dostaję telefon, umawiamy się... Tymczasem nic z tych rzeczy. Oczekując czegoś więcej, należy również więcej włożyć. Czas, zaangażowanie, coś w zamian poświęcić. Jak to zwykle - droga na skróty nie prowadzi donikąd. A ja chyba jednak nie mam ochoty na dłuższe spacery, wędrówki ani tym bardziej podróże. Wolę zostać tu, gdzie jestem, choć podobno stanie w miejscu oznacza cofanie się. Mam to gdzieś. To nie żadna decyzja, owoc przemyśliwań i doświadczeń. Taka chwila uchwycona na blogo-fotografii.

Moja kontuzja zaczyna mnie już odrobinę drażnić. Zresztą nie tylko ona, choć to właśnie ona unieruchamia mnie we wciąż obcym dla mnie mieście. Inni twierdzą, że to nawet sympatyczne miasto, inny starają się tu znaleźć w jakiś sposób swoje miejsce na ziemi, jeszcze inni nie wyobrażają sobie życia gdzie indziej... A ja...

Czuję, że potrzebuję powietrza, wolności, przestrzeni. Nie czuję się już tak nieszczęśliwy jak kiedyś, kilka lat temu. Pewne kiedyś najważniejsze sprawy, teraz ze względu na mój grzech stały się bez większego znaczenia strategicznego - całkiem jak kałuża. Nie ma nic w istocie istotnego. Wszystko jest płaskie i bez wyrazu. Pozbawione trzeciego, czwartego i kolejnych wymiarów, w których zwykła, przeciętna wyobraźnia zaczyna płatać figle i wtedy zaczyna się prawdziwa zabawa. Nie ma prawdziwej zabawy i nawet wielu wymiarów.

Napisałem 23. września 2009 o 23:03. Komentuj (1)

Skojarzenia, wspomnienia, marzenia...

Blondynka obok mnie podróżowała z mężem, który jednak w żaden sposób nie był dla mnie przeszkodą w moim jej odbiorze. [Przy okazji - ślicznie wyglądał złoszcząc się, kiedy ona próbowała włożyć swoje stopy między jego uda tak, żeby dotykać jego męskości. Nie rozumiem po co ta krępacja.] Doskonale czułem jej ciepło, choc nie ono zwróciło moja uwagę. Pachniała wspaniale. Po pierwsze perfumy - nie dawka "uderzeniowa", ale taka, którą można wyczuć, będąc blisko. Zapach perfum, sam nie wiem dlaczego przywiódł mi kogoś na myśl. Kogoś bardzo bliskiego mojemu sercu. Jednak wracając do zapachu - nie był to czysty zapach perfum, którym pachną ludzie rano, kiedy wsiadają do samochodu, autobusu czy tramwaju wybierając się do pracy. Nie był to też zapach z okolic południa, kiedy zapach perfum jest już zupełnie inny. Był to zapach perfum zmieszanych ze zmęczeniem dniem - z odrobiną potu. Wracając do moich skojarzeń, nieomal czułem, jakby koło mnie siedziała MS. Ta sama, która od zawsze (na tym blogu oczywiście) jest w moich marzeniach, myślach...
Napisałem 25. września 2009 o 21:33. Komentuj (5)